Przeczytaj list dyrektora Muzeum Auschwitz po odnalezieniu napisu "Arbeit macht frei"
Policjanci nie znają na razie motywu kradzieży - Zatrzymani przez nas mężczyźni ukradli ją najpewniej z przyczyn czysto zarobkowych. Nie znamy na razie zleceniodawcy - komentował dziś podczas konferencji prasowej zastępca komendanta wojewódzkiego policji od spraw kryminalnych Marek Woźniczka.
Osoby, które ukradły tablicę z napisem "Arbeit macht frei" z bramy muzeum Auschwitz, prawdopodobnie chciały ją sprzedać z zyskiem - dowiedziała się nieoficjalnie PAP ze źródeł zbliżonych do sprawy.
Policja ustaliła, że mężczyźni nie należeli do żadnej z organizacji neofaszystowskiej. Jeden z zatrzymanych prowadzi firmę budowlaną. Pozostali są bezrobotni i według policji źródłem utrzymania są dla nich środki uzyskiwane z dokonywanych przestępstw. Złodzieje znani są już policji. Uprzednio byli już karani za przestępstwa przeciw mieniu oraz życiu i zdrowiu.
Jak dowiedziała się "Gazeta", to mieszkańcy Lipna (spod Włocławka) i podtoruńskiego Czernikowa w woj. kujawsko-pomorskim. Z Lipna pochodzi trzech złodziei - wszyscy zostali zatrzymani przez policję w swojej miejscowości. Dwaj to mieszkańcy Czernikowa - ich mundurowi ujęli w Gdyni.
Mężczyzn w niedzielę przed północą zatrzymali wspólnie policjanci z Małopolski oraz z województwa kujawsko-pomorskiego.
Na razie wiadomo, że zostanie postawiony im zarzut kradzieży mienia o szczególnej wartości dla dziedzictwa narodowego oraz jego uszkodzenia. Za taki czyn grozi im do 10 lat więzienia. Marek Woźniczka, zastępca małopolskiej policji, podkreśla jednak, że decyzja o ewentualnym rozszerzeniu zarzutów należy do krakowskiej prokuratury okręgowej, która prowadzi śledztwo. Wcześniej mówiło się również o ewentualnym zarzucie zbeszczeszczenia miejsca kultu religijnego. Zatrzymani przesłuchani zostaną jeszcze dziś.
- Czyn, którego się dopuścili, przekraczał ramy wyobraźni - mówi Andrzej Rokita, małopolski komendant wojewódzki policji.
Funkcjonariusze przeprowadzą na miejscu kradzieży wizję lokalną. - Sprawdzimy też, skąd złodzieje mieli tak szczegółowe informacje o systemie zabezpieczeń na terenie dawnego obozu - podkreśla Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji.
W akcję ujęcia sprawców kradzieży policja zaangażowała olbrzymie środki. W szybkim ich złapaniu pomogły informacje dostarczane przez obywateli. Na policję zgłosiło się ponad sto osób. Policja potwierdziła, że zostanie wypłacona nagroda za pomoc w schwytaniu sprawców przestępstwa. Nie ujawnia jednak, jak dużej liczbie osób.
Zabytkowy napis policjanci wykopali w ogrodzie przy domu, w którym zatrzymano trzech złodziei. Napis był pocięty na trzy części - każdy napis oddzielnie. Funkcjonariusze ustalili, że tablica została rozkawałkowana jeszcze w Oświęcimiu. - Oprócz rozczłonkowania napisu nie stwierdziliśmy na niej innych uszkodzeń - mówi Marek Woźniczka.
Policjanci chcą oddać napis władzom Muzeum w Auschwitz jak najszybciej. - Musimy poddać ją oględzinom, ale zależy nam, żeby napis wrócił na swoje miejsce przed 65. rocznicą wyzwolenia obozu Zagłady - dodaje komendant Rokita.
Złodzieje zatrzymani nocą Podejrzewanych o kradzież zabytku mężczyzn policjanci zatrzymali w niedzielę przed północą. Pięciu podejrzanych, w wieku od 20 do 39 lat, zatrzymali wspólnie policjanci z Małopolski oraz z woj. kujawsko-pomorskiego. Złodzieje nie znali swego zleceniodawcy. Nie wiadomo, skąd on pochodzi.
Więcej o zatrzymaniu czytaj tu.
Napis skradziono w piątek między godz. 3 a 5 rano. Od piątku nad odnalezieniem symbolu Zagłady pracował specjalny zespół złożony z policjantów kryminalnych Komendy Wojewódzkiej Policji i funkcjonariuszy z Oświęcimia. Władze na całym świecie apelowały o jak najszybsze odnalezienie napisu, będącego symbolem Holocaustu.
Tablicę skradziono na zamówienie "szalonego kolekcjonera"? To była wcześniej przygotowana, dobrze zorganizowana akcja, a napis został skradziony na specjalne zamówienie - ustalili reporterzy
radia RMF FM. Policja tych informacji jednak nie potwierdziła.
Z ustaleń radia RMF FM wynika, że zleceniodawcą kradzieży napisu "Arbeit macht frei" był "szalony kolekcjoner".
Taką hipotezę dotyczącą kradzieży zakładano od początku poszukiwań. Tablica mogła zostać zamówiona przez internet.
Według ustaleń zleceniodawcy zależało na tym, aby dostać napis w całości. Złodzieje mieli jednak problem z jego ukryciem i już pierwszego dnia po kradzieży pocięli go na trzy części. Pociętą na kawałki tablicę ukryto w lesie pod warstwą śniegu i gałęzi.
To była kradzież pewnego symbolu Napis "Arbeit macht frei" (czyli "Praca czyni wolnym") został wykonany przez więźniów z komanda ślusarzy pod kierownictwem Jana Liwacza (numer obozowy 1010). Mieli świadomie odwrócić literę B, jako zakamuflowany przejaw nieposłuszeństwa.
Fomułę "Arbeit macht frei"
Niemcy zaczerpnęli z Ewangelii wg św. Jana. W oryginale fraza brzmiała "Wahrheit macht frei", a więc, według tłumaczenia "Biblii Tysiąclecia", "Prawda was wyzwoli". Przez propagandę nazistowską w l. 30. hasło używane było w III Rzeszy w programach zwalczania bezrobocia.
Napis "Arbeit macht frei" nad bramą w Oświęcimiu stał się po wojnie nie tylko jednym z najważniejszych symboli systemu niemieckich obozów koncentracyjnych, ale całej Zagłady.
Podobny napis umieszczano również na bramach wejściowych innych niemieckich obozów koncentracyjnych.