Dystrykt Andar to strategiczny rejon prowincji Ghazni, za bezpieczeństwo której odpowiadają Polacy. Mieszkają w nim Pasztunowie często wspierający talibów. - To był bastion talibów, którzy nie mogą pogodzić się z tym, że kontrolę nad nim przejęło amerykańskie, a później polskie wojsko. Dlatego ataki w tym rejonie nie są rzadkością - mówi nam Piotr Łukasiewicz, pełnomocnik ministra obrony ds. Afganistanu.
W sobotę doszło w Andarze do regularnej bitwy z talibami. Wzięło w niej udział ok. 130 polskich, afgańskich i amerykańskich żołnierzy oraz lotnictwo
USA. Najpierw z zabudowań wioski, która leży zaledwie 3,5 km od polskiej bazy Four Corners, prawdopodobnie kilkudziesięciu talibów ostrzelało polski patrol.
- Byli bardzo dobrze uzbrojeni. Mieli ciężkie karabiny maszynowe i ręczne granatniki - opowiada mjr Piotr Michrowski z polskiego kontyngentu w Afganistanie.
Z odsieczą ruszyły tzw. siły szybkiego reagowania z Four Corners. St. szer. Michał Kołek jechał w transporterze opancerzonym Rosomak. Był wychylony z pojazdu, bo prowadził obserwację terenu. Zginął trafiony pociskiem. Talibowie uszkodzili także dwa polskie rosomaki.
- W wymianie ognia zginęło sześciu rebeliantów - dodaje mjr Michrowski.
St. szer. Michał Kołek jest szesnastym polskim żołnierzem, który zginął w Afganistanie. Miał 22 lata, był kawalerem. Służył w Przemyślu w Polsko-Ukraińskim Batalionie Sił Pokojowych. Wyjazd do Afganistanu był jego pierwszą misją zagraniczną.
To właśnie do dystryktu Andar mają szybko trafić dodatkowe polskie siły - w przyszłym roku nasz kontyngent wzrośnie z 2 do 2,6 tys. żołnierzy.
Pierwsi wyjadą już na przełomie lutego i marca. 164 żołnierzy piechoty zmotoryzowanej skierowanych zostanie na wschód prowincji Ghazni. Razem z nimi wyjedzie 36 żołnierzy logistyków.
- Wzmocnimy nasze siły w strategicznych rejonach, a takim jest Andar i najbardziej zaludnione dystrykty we wschodzie prowincji - mówi "Gazecie" Piotr Łukasiewicz. Więcej żołnierzy znajdzie się też m.in. w północno- zachodnim dystrykcie Adżrijstan, innym bastionie talibów. Teraz stacjonuje tam nieco ponad 30 Polaków oraz afgańscy policjanci i żołnierze. Koalicyjne siły mają rozszerzać rejon patrolowania i w ten sposób ograniczać swobodę działania talibów. - Walka idzie o przebiegający tamtędy szlak komunikacyjny, na którym zarabiają lokalni watażkowie - wyjaśnia Łukasiewicz.
MON zakłada, że z 600 dodatkowych żołnierzy 230 zostanie skierowanych do działań operacyjnych. 120 będzie szkolić afgańską armię i policję. Więcej Polaków, bo 20, ma też pracować w amerykańskim prowincjonalnym zespole odbudowy (w skrócie PRT) w Ghazni zajmującym się tworzeniem podstawowej infrastruktury dla mieszkańców, np. kopaniem studni. Będą to cywile i żołnierze, specjaliści m.in. od budownictwa i rolnictwa. W tej chwili w PRT jest kilku polskich cywilów, kolejnych chętnych nie ma.
Polski kontyngent, który będzie miał docelowo m.in. 130 transporterów opancerzonych Rosomak (w tej chwili - ponad 70), ma do 2011 r. ustabilizować sytuację w kluczowych dystryktach prowincji Ghazni. Wtedy ma zakończyć się tzw. etap operacyjny misji.
Przez cały czas w kraju będzie czekał w pogotowiu 400-osobowy odwód strategiczny gotowy w każdej chwili do wsparcia kontyngentu w Afganistanie. Może się więc zdarzyć, że będzie tam jednocześnie 3 tys. polskich żołnierzy.
Plan MON przewiduje, że od 2011 r. Polska armia przejdzie w Afganistanie do tzw. etapu stabilizacyjnego, w którym kontyngent znów zostanie zmniejszony do 1,8-2 tys. żołnierzy. Ale tylko wtedy, gdy Polacy wyszkolą odpowiednie siły afgańskiego wojska i policji. To im ma być stopniowo przekazywana odpowiedzialność za bezpieczeństwo Ghazni.
Wycofywanie głównych polskich sił miałoby rozpocząć się w 2013 r. Od tego momentu polska armia ma przede wszystkim doradzać władzom prowincji. Resort obrony nie daje oczywiście gwarancji na zrealizowanie tego scenariusza.
"Przyjęte założenia i terminy realizacji etapów mogą ulec zmianie" - napisali autorzy ministerialnego dokumentu "Kierunki dalszego zaangażowania Polski w Afganistanie".