http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kariera Romualda Orła

Roman Daszczyński
2009-12-21, ostatnia aktualizacja 2010-08-11 23:02

Zgodnie z prawem dźwięk emitowanych reklam nie może być głośniejszy niż poprzedzająca je audycja. Prawo to złamały telewizje prywatne i TVP
Zgodnie z prawem dźwięk emitowanych reklam nie może być głośniejszy niż poprzedzająca je audycja. Prawo to złamały telewizje prywatne i TVP
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Od reportera regionalnej popołudniówki do prezesa telewizji publicznej

Trójmiejski mafioso Nikodem Skotarczak nie mógł przewidzieć, że ma przed sobą dziennikarza, który za 12 lat będzie prezesem TVP. - No, ile jest warte twoje życie? - seplenił, świdrując oczami Romualda Orła. - Dziesięć koła papiera? Pięćdziesiąt? Spokojnie, stać mnie. Macie to do przemyślenia.

Te słowa były skierowane również do Andrzeja Dunajskiego, który siedział obok. - Nikodem miał wadę wymowy, nic zabawnego, raczej przerażające - objaśnia Dunajski. - I ten jego slang. "Papiera" to znaczyło "dolarów". Zamiast tysięcy liczył "koła". Byliśmy naprawiającymi zły świat reporterami popołudniówki "Wieczór Wybrzeża". Gdy zaprosił nas do kancelarii prawniczej w Sopocie, myśleliśmy, że chodzi o wywiad.

Skotarczak wściekł się. - Pisaliśmy o nim duże teksty i nic - opowiada Orzeł. - Zareagował na mały, bo sugerowaliśmy, że okoliczności jego ucieczki z konwoju świadczą o współpracy z milicją.

Na parterze budynku, w którym mieli spotkanie, stało kilku umięśnionych typów, spod marynarek wystawały im pistolety. Po słowach "Nikosia" Orzeł poczuł, że na czoło występują mu kropelki potu.

- Ale i tak nie przestaliśmy o nim pisać - podkreśla Dunajski. - Potem "Nikosia" zastrzelono, więc zrobił się z tego ogólnopolski temat. A my mieliśmy go w jednym palcu.

Kaszubski łącznik

W nocy z piątku na sobotę Orzeł został prezesem TVP. Dostał ten fotel od ludzi PiS, z poparciem SLD. - Piękna kariera, w stylu amerykańskim: od reportera do prezesa wielkiej firmy medialnej - podkreśla Dunajski. - Protestuję, gdy ktoś stawia zarzut, że to wszystko zasługa partyjnych układów. Romek nie należy do PiS. Ważniejsze jest, że pochodzi z tradycyjnej kaszubskiej rodziny. Solidny, pracowity i umiarkowany.

W kuluarach mówiono, że Orzeł jest faworytem na szefa TVP, ale nic nie było przesądzone. W pewnym momencie niespodziewanie wycofał się z konkursu, by po kilkunastu godzinach wrócić.

Jego kontrkandydaci też mieli w PiS swoje plecy: Jacek Karnowski - kojarzony z prawicą dziennikarz, Przemysław Tejkowski - menedżer, dyrektor teatru w Rzeszowie.

Osoba związana z pałacem prezydenckim: - Karnowski odpadł, bo były obawy, że przestałby słuchać kogokolwiek, jak kiedyś Wildstein. Pech Tejkowskiego polega na nazwisku, które się kojarzy ze znanym antysemitą. Orzeł w dużym stopniu łączy atuty obu tych kandydatów, nowym Wildsteinem nie będzie.

Fart młodości

Początek lat 80. Orzeł wyjeżdża z rodzinnego Pucka do Technikum Budowy Okrętów w Gdańsku - popularnego w PRL "Conradinum". Trafia do klasy z Andrzejem Sosnowskim i Dunajskim. Zostają przyjaciółmi.

Sosnowski pójdzie studiować handel zagraniczny na Uniwersytecie Gdańskim. Po stanie wojennym będzie ważną postacią Niezależnego Zrzeszenia Studentów. W NZS Sosnowski zaprzyjaźni się z Grzegorzem Biereckim i Przemysławem Gosiewskim.

- "Sosen" był gwiazdą studenckiej opozycji w Trójmieście - opowiada Orzeł. - Ja byłem w piątym albo siódmym szeregu. Na manifestacjach kamieniami sobie porzucałem.

Bierecki pod koniec lat 80. pójdzie pracować do krajówki "S" i zorganizuje związek spółdzielni kredytowych - SKOK. Otrzyma wsparcie ówczesnego wiceprzewodniczącego "S" Lecha Kaczyńskiego. Sosnowski będzie pomagał Biereckiemu w organizowaniu SKOK-ów. Ze SKOK-ami zwiąże się też Gosiewski, który z czasem zostanie czołową postacią PiS.

Bierecki to obecnie prezes Kasy Krajowej SKOK stojącej na czele parabankowego imperium, wspieranego przez polityków PiS. Sosnowski jest jednym z jego współpracowników i prezesem najsilniejszej filii - SKOK-u im. Stefczyka.

Połowa lat 80. Orzeł robi maturę i nie myśli o studiowaniu. Na Wydział Ekonomiczny Uniwersytetu Gdańskiego trafia, bo chcą go wziąć do wojska. - Akurat były wolne miejsca na zarządzaniu, więc mnie przyjęli - opowiada.

Ścieżki kariery

Koniec lat 80. Dunajski kończy filologię polską i zostaje reporterem "Dziennika Bałtyckiego". Orzeł pracuje w Gdańsku, w biurze firmy montującej anteny satelitarne. Dunajski odwiedza przyjaciela - widzi gościa w garniturze, ze smutnym wyrazem twarzy. Załatwia mu robotę w dziale sportowym "Wieczoru Wybrzeża".

Przyszły prezes TVP szybko staje się wszechstronnym reporterem. W 1994 z Dunajskim docierają do nieznanych materiałów z masakry robotników na Wybrzeżu w 1970 r. Piszą reportaż "Grudniowe kule", za który dostają nagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':