Dominika Wielowieyska: "Super Express" opublikowal zdjęcia i drastyczne filmy z udziałem senatora Krzysztofa Piesiewicza. Jak pan to ocenia? Zbigniew Girzyński: To wielki skandal. Staję w obronie Piesiewicza. Wszyscy mówią, że jest skończony. Jakim prawem? A może szantażyści podali mu podstępnie pigułkę, po której stracił świadomość i był w malignie? Następnie podsunęli mu biały proszek, przebrali w dziwne ubrania, by całość nagrać? Tak można wykończyć każdego. Owszem, zapłacił szantażystom, ale znalazł się pułpace. Dlatego jestem zdruzgotany tym, jak ocenił to premier.
Donald Tusk tylko ocenia, co podoba się mediom, w tym przypadku tabloidom i dlatego ogłosił egzekucję Piesiewicza.
Inni posłowie nie stają w obronie senatora, bo boją się panicznie tabloidów. Tylko niektórzy odważyli się skrytykować "Super Express", jak choćby
Ryszard Kalisz z
SLD czy senator
Zbigniew Romaszewski z
PiS. Polityk nie wypowie wojny tabloidom, bo narazi się na bezwględny atak. Tymczasem to, co zrobił "Super Express", powinno być potępione solidarnie przez całą opinię publiczną.
I tak media by się dowiedziały o sprawie, bo do Senatu wpłynął wniosek o uchylenie immunitetu Piesiewiczowi. - Czym innym jest opisanie wniosku prokuratury, a czym innym publikacja zdjęć i filmów, być może kupionych od szantażystów, co czyni dziennikarzy uczestnikami procederu szantażu.
Nie demonizuje pan brukowców? Czy brukowiec jest w stanie zniszczyć polityka bez żadnych podstaw? - O nie! Nie demonizuję. Oni czyhają wszędzie. Wystają pod hotelem poselskim, żeby zobaczyć, kto z kim wchodzi i wychodzi. Zastawiają pułapki. Oszukują. Posła z Podkarpacia poprosili, by się ustawił na tle wystawy z alkoholem w sklepiku sejmowym, bo mu tłumaczyli, że piszą artykuł o produkcji wina w regionie, z którego pochodzi. Biedak poleciał dwa dni później do kiosku. A tam tytuł czerwoną czczcionką: "Jak poseł przed snem nie walnie dwóch luf, to nie zaśnie". Mało zawału nie dostał.
Na mnie też zastawiono pułapkę. Idę kiedyś korytarzem późnym wieczorem i widzę młodą, atrakcyjną posłankę chętnie pokazywaną przez brukowce, którą znałem, ale niezbyt dobrze. Ona nagle mi się rzuca ma szyję. Odskoczyłem w ostatniej chwili, kompletnie zaskoczony. Po chwili zza rogu wygląda fotoreporter "Faktu". A przecież mogłem dać się złapać. Proszę sobie wyobrazić komentarze pod takim zdjęciem.
Posłowie chętnie pozują tabloidom w sytuacjach rodzinnych, a potem się dziwią, że tabloid następnego dnia ich atakuje. - To olbrzymi błąd tych posłów. Wielu się na to łapie, mimo doświadczenia w życiu publicznym. Występują z nagimi torsami, z rodziną, na zakupach. Opowiadają, jakiej żony szukają. Myślą, że od tego wzrośnie im popularność.
Jola Szczypińska była do dziennikarzy przyjaźnie nastawiona. Poprosili ją, żeby boso brodziła w fontannie z butami w ręku, niby taka rozmarzona czy zakochana. Powiedziała, że chętnie, czemu nie. A tego nie wolno robić. Od razu trzeba powiedzieć: nie dziękuję, żadnych pozowanek, żadnych ustawionych sesji, bo wtedy taboildy wejdą już w życie prywatne bez reszty. I stało się. Zobaczyli Jolę z księdzem na spacerze i wywołali gigantyczną aferę, bo ksiądz dał jej róże. Insynuowali, że mają romans, co było kompletną bzdurą. Najpierw wykreowali Jolę na gwiazdę, a potem tę gwiazdę zmieszali z błotem. Zniszczyli temu księdzu życie. I interes się kręci.
Wśród posłów nie ma żadnej solidarności w obronie przed tabloidami. Zaraz po tym artykule o Joli marszałek Bronisław Komorowski
ogłosił nowe zasady zakwaterowania gości w hotelu poselskim - także a propos artykułu o posłance Szczypińskiej. Jak on mógł! Zamiast bronić posłów, przyłącza się do tabloidów. Tak zachowuje się damski bokser, a nie dżentelmen.
Albo Kazimierz Marcinkiewicz. Zdawało mu się, że kontroluje relacje z tabloidami. Że im pokaże pierścionek zaręczony, że ich obłaskawi. O naiwności! Potem przyszedł zmasowany atak.
A pan nigdy nie dał się namówić na pozowanie? - Nie, bo się bardzo pilnuję. Przyszła do mnie pani redaktor, którą zresztą bardzo lubię, i mówi:"Panie pośle, niech pan tu ładnie w rękę pocałuje kobietę do zdjęcia, bo taka ilustracja będzie do artykułu o szrmanckich mężczyznach". Niby nic, niewinna prośba. Ale odmówiłem: "Dziękuję, ale to nie dla mnie". Trzeba zrobić wszystko, aby tabloidy się nami nie interesowały. Kiedyś miałem kłopoty z znalezieniem dentysty dla dziecka w czasie świąt, okropna historia. Jeden z tabloidów chciał o tym napisać. Nie zgodziłem się. Bo wiem, do czego to prowadzi. Do wykreowania sławnego posła, którego później z satysfakcją się pognębi.