http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Balcerowicz musi być przemyślany

Jacek Żakowski
2009-12-21, ostatnia aktualizacja 2009-12-20 18:00

Aleksandra Klich (w "Gazecie") i Witold Gadomski (w "Metrze") z oburzeniem zareagowali na wypowiedzi w TOK FM dr. Macieja Gduli, że stan wojenny i reformy Balcerowicza "były z tej samej logiki. To znaczy też były przeciwko duchowi

Jacek Żakowski
fot.
Jacek Żakowski
Klich stwierdziła, że takie opinie "świadczą o tym, jak bardzo oddaliliśmy się od świata roku 1989. Jeśli ceną za demokrację, pełne półki i świat bez komunistów ma być wysłuchiwanie bzdur, że Balcerowicz był jak Jaruzelski, warto ją zapłacić". Gadomski oświadczył: "Udowadnianie, że stan wojenny, który radykalnie ograniczył wolności osobiste, i reformy Balcerowicza przywracające wolność gospodarczą mają podobną logikę, nie jest trudne, pod warunkiem że całkowicie zmienimy znaczenie słów".

Mam wrażenie, że to raczej opinie Klich i Gadomskiego świadczą o tym, jak bardzo oddaliliśmy się od roku 1989. Najlepiej zaś świadczą o tym ostatnie zdania tekstu Gadomskiego z "Gazety Świątecznej". "Jesienią 1989 roku miliony Polaków brały los w swoje ręce, zakładało firmy, ( ) rozbijało stragany w centrach miast ( ). Głosowali na Balcerowicza". Pierwsze z tych zdań jest prawdziwe, drugie fałszywe.

Wolność gospodarczą przywróciła uchwalona przez "komunistów" w 1988 r. ustawa o swobodzie działalności gospodarczej. Dawała przedsiębiorczości taką wolność, że ultraliberalne Centrum im. A. Smitha proponowało niedawno, by ją w całości przywrócić. W sierpniu 1989 r. - też przed Balcerowiczem - rząd Rakowskiego uwolnił ceny żywności. Spowodował chaos, ale uruchomił rynek. Gdy nastał Balcerowicz, społeczna energia była już wyzwolona i rynkowy kierunek nie podlegał dyskusji. Było tylko pytanie, jak i jaką gospodarkę rynkową budować. Tu decydował głos Balcerowicza.

Balcerowicz poszedł wybraną przez Rakowskiego drogą terapii szokowej, bo należy do tej samej szkoły ekonomicznej, co pomagający jego poprzednikom doradcy z MFW, i otaczał się ekonomistami neoliberalnymi, jak Jeffrey Sachs. Nie była to jedyna możliwa droga demokratycznej reformy rynkowej. Poza neoliberałami forsującymi model anglosaski i terapię szokową, byli też zwolennicy modelu niemieckiego, czyli społecznej gospodarki rynkowej (później wpisanej do konstytucji), bliżsi modelowi skandynawskiemu socjaldemokraci (np. Ryszard Bugaj) i gradualiści (m.in. Danuta Hübner), czyli zwolennicy zmniejszenia kosztów transformacji przez rozłożenia jej w czasie. Istniały też alternatywne programy reform m.in. ekspertów "Solidarności" oraz przez ekonomistów OKP.

Uchwalony w Sejmie plan Balcerowicza był najdalszy od oczekiwań społecznych i ducha "S". Wystarczy przypomnieć sondaże, wyniki wyborów, dokumenty związku czy dyskusje w prasie ekonomicznej. W tym sensie Gdula ma rację. Nawet jeżeli Balcerowicz miał rację, że terapia szokowa była ekonomicznie najbardziej efektywna i uratowała nas przed większym cierpieniem, podobnie jak Jaruzelski może miał rację, że stan wojenny uratował Polskę przed sowiecką inwazją.

O ile spór o Jaruzelskiego ma głównie historyczny wymiar, o tyle spór o Balcerowicza jest ważny dla przyszłości. Kluczowe jest pytanie, czy bliższy "Solidarności" model gospodarki rynkowej może na dłuższą metę być podobnie efektywny. Wbrew temu, co piszą Klich i Gadomski, dla ekonomistów odpowiedź nie jest oczywista.

Gdula podniósł kwestię odpowiedzialności polityków za narzucenie rozwiązań niezgodnych z oczekiwaniem społecznym. Sądzę, że czasem politycy mają takie prawo, a nawet obowiązek. Ale każda taka sytuacja powinna być analizowana i dyskutowana publicznie, zwłaszcza że silna wiara w racje ułatwia usprawiedliwianie ofiar, które w innym wariancie może nie były konieczne.

Poglądy i dokonania Balcerowicza zasługują na poważną debatę, bo jest to jedna z kluczowych postaci ubiegłowiecznej Polski. Dwudziestolecie jego planu daje po temu okazję. Zamiast tego stało się pretekstem do publikowania sążnistych panegiryków z jednej i opluwania z drugiej.

Pokazując szokującą dla wielu Polaków analogię, Gdula zachęcił do poważnej rozmowy o dotychczasowej i przyszłej polskiej drodze. Klich i Gadomski nawet nie spróbowali zmierzyć się z problemem. Odpowiedzieli, wyznając kult Balcerowicza i stawiając fałszywe znaki równości nie tylko między rynkiem a planem Balcerowicza, ale między wolnością a neoliberalną wersją swobody gospodarczej, między krytyką tej wizji a lewicowością, a nawet między gułagiem a kwestionowaniem dogmatu o nieomylności Balcerowicza.

Nie odbieram nikomu prawa do publicznego uprawiania kultu Balcerowicza, ale zastępowanie demokratycznej debaty przez kulty jednostek i świeckie religie uznające jedynie słuszne poglądy nie służy wolności ani pomyślności społeczeństw. Dlatego szanujących się myślicieli prawicy zachęcam raczej do poważnej rozmowy niż do dezawuowania tych, którzy próbują ją zacząć.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 39 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    58 głosów