http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zrzutka na Polskę

Aleksandra Klich
2009-12-18, ostatnia aktualizacja 2009-12-18 19:43

Bugaj: - Polska powinna pójść "trzecią drogą". Może Szwecja powinna być wzorem? Balcerowicz: - Na takie eksperymenty mogą pozwolić sobie bogaci, my musimy iść znaną drogą.

Leszek Balcerowicz ze swymi studentami
Fot. Krzysztof Miller / AG
Leszek Balcerowicz ze swymi studentami
Wtorek, 12 września 1989 r., mieszkanie na ósmym piętrze bloku na warszawskim Bródnie. Wczesny ranek, ale Leszka Balcerowicza nie ma już w domu. Ewa znad kanapek mówi 9-letniemu Wojtkowi: - Kochanie, tata zostanie ministrem. Wojtek poważnieje: - Czy to znaczy, że tatuś przejdzie do historii?

Kilka godzin później premier Tadeusz Mazowiecki powie w Sejmie: - Chcę być premierem rządu wszystkich Polaków. Nagle słabnie. Gdy wraca na mównicę, żartuje: - Moje zdrowie jest w takim stanie jak polska gospodarka. Ludzie przed telewizorami się śmieją. Balcerowiczowi nie jest do śmiechu - wie, w jakim stanie jest gospodarka. (Wkrótce okaże się, że w gorszym, niż sądził).

Tego samego dnia wieczorem do drzwi Balcerowiczów puka Lech Grobelny, twórca Bezpiecznej Kasy Oszczędności, niby-banku, który - wykorzystując inflację - oferuje wyższe procenty od lokat niż PKO. Mówi Ewie, że chce porozmawiać z panem premierem. - Pana premiera nie ma w domu. I nie będzie - słyszy.

W ciągu następnych kilkunastu miesięcy Wojtek Balcerowicz szybko wydorośleje. Dzieci i dorośli będą wytykać go palcami, kilka razy pobiją go starsi koledzy, kilka razy przyjdzie do domu w oplutej kurtce. Gdy pojedzie na kolonię, zapyta mamę: - Czy będę musiał podawać nazwisko? - Tak, synku, niestety.

Jak zupę rybną przerobić na akwarium

- Waldek, czasem mam taki nastrój, że chętnie bym wyskoczył z tego gabinetu przez okno - mówi Tadeusz Mazowiecki do Kuczyńskiego, swojego doradcy i przyjaciela. Siedzą w gabinecie premiera. Na stoliku albański koniak. Kuczyński wspomina: - Czuliśmy, że wpływamy w wąski przesmyk. Liczyliśmy się z tym, że wszystko może nam strzelić między palcami, a my wylecimy z hukiem. "Strzelić między palcami" oznaczało, że ludzie nie wytrzymają reform "Solidarności". Zbuntują się, zaczną strajkować i demonstrować.

- Musieliśmy zdążyć z najważniejszymi sprawami, nim stopnieje zaufanie i poparcie ludzi. A że stopnieje, było pewne - dodaje Jerzy Koźmiński, student, współpracownik, dziś przyjaciel Balcerowicza. Nowy minister i wicepremier kompletuje współpracowników - kilkanaście osób, większość to koledzy i znajomi z uczelni. Alfred Bieć, Stefan Kawalec, Marek Dąbrowski, Wojciech Misiąg - mają podobne poglądy na gospodarkę, niektórzy razem z Balcerowiczem już pod koniec lat 70. wymyślali projekt reformy. - Bez nich nie dałbym rady - ocenia Balcerowicz.

Teraz na przygotowanie szczegółowego planu, którym zająłby się Sejm, nie mają nawet trzech miesięcy. Reforma musi ruszyć 1 stycznia. Bo pierwszy dzień roku symbolizuje nowe otwarcie. Bo dla budżetu państwa i zakładów Nowy Rok to data zamknięcia starego i otwarcia nowego bilansu. Bo wreszcie: czas na negocjacje pomocy z państwami Zachodu jest ograniczony. Świat się może zniecierpliwić.

Koźmiński w kalendarzu rozpisuje sprawy do załatwienia na każdy z następnych kilkudziesięciu dni. Od końca, czyli od 31 grudnia, gdy prezydent Wojciech Jaruzelski może najpóźniej podpisać ustawy, by reformy ruszyły 1 stycznia. Huk roboty. Jak to wszystko spięli?

Po pierwsze: trzy budżety - na październik, do końca roku i - najbardziej nieprzewidywalny - na 1990 rok.
Po drugie: wyhamować inflację. Czyli uwolnić ceny, przykręcić płace, zakręcić kurek z dotacjami i kredytami.
Po trzecie: rozbić państwowe monopole i umożliwić działalność małym, prywatnym zakładom.
Po czwarte: poradzić sobie z napierającymi wierzycielami Polski
Po piąte: wyciągnąć od Zachodu pieniądze na reformy.
Po szóste: stworzyć plan zasadniczych reform.
Po siódme: pilnować bieżącej roboty.

Warszawa się podśmiewa, że rząd Mazowieckiego ma za zadanie przerobić talerz zupy rybnej na akwarium.

Gorączka

W odziedziczonym po komunistach Ministerstwie Finansów gorączka. Sekretarki zdumione przewracają oczami, gdy Balcerowicz wprowadza nowe zasady. Każe m.in. porządkować dokumenty. Te w czerwonej teczce - do pilnego załatwienia, w niebieskiej - bieżące, te w szarej przeczyta, gdy będzie czas. Tak samo jest w Urzędzie Rady Ministrów, gdzie urządza swój sztab

Sekretarki szybko się orientują, że z nowym szefem nie ma żartów. Podwładni Balcerowicza nie chorują, nie spóźniają się, nie miewają złego samopoczucia. Są dyspozycyjni, obowiązkowi, lojalni. Do Balcerowicza ustawia się kolejka petentów.

Kuczyński przynosi hiobową wieść: skończył się kredyt zaciągnięty przez rząd Rakowskiego, państwo bankrutuje. Minister zdrowia alarmuje: nie ma dolarów na lekarstwa. Kanclerz Kohl chce się spotkać. Dziennikarze zagraniczni, ambasador amerykański. Jakiś wariat wpada do ministerstwa, chce udusić wicepremiera. Rolnicy grożą w gazetach, że wyrżną świnie, jak im się nie spodobają nowe ceny skupu mięsa. Zabraknie żywności! Może Europa da? A co z węglem? Czy starczy na zimę? Mazowiecki prosi górników: - Pomożecie?

No i jak się wycofać z tej indeksacji - przyrzeczenia, że gdy ceny towarów idą w górę, pensje też? Ludzie będą krzyczeć: pierwszy solidarnościowy rząd, a już zdradził; zabrał, co wywalczyliśmy przy Okrągłym Stole.

Indeksację bierze na siebie Jacek Kuroń, nowy minister pracy. Spotyka się z kolegami z "Solidarności", z robotnikami. W dżinsach, bez krawata. Tak jak podczas wtorkowych pogadanek, które ma w telewizji po "Wiadomościach". Wymachuje rękami, gdy tłumaczy: - Indeksacja to najgorsze zło, pogrąża gospodarkę! Balcerowicz nie nauczył się rozmawiać z robotnikami.

Potrzebuję miliarda do sylwestra

Planowana reforma spowoduje, że niewydolne zakłady będą bankrutować. Te, które poprawią wydajność, będą zwalniać. Balcerowicz musi szybko załatwić odłożenie spłat zaległych transz kredytów i szybko zorganizować nowe pieniądze z Zachodu na import surowców do produkcji i ochronę socjalną bezrobotnych. Dewizy mają też zapewnić wymienialność złotówki. Kurs dolara ma być sztywny (później ustalono, że będzie wynosić 9,5 tys. zł).

25 września, lotnisko w Waszyngtonie. Balcerowicz i kilku członków rządu przylatują na jesienną sesję Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, instytucji, które pomagają uboższym krajom kredytami i poręczeniami. Wysłuchają programu gospodarczego nowego rządu z Polski i ocenią, czy warto go wesprzeć.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':