http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przesadzili z Cipi Livni

Michaelem Walzerem*
2009-12-21, ostatnia aktualizacja 2009-12-18 18:20

Jakoś nikt się nie pali, by wysyłać za amerykańskimi przywódcami listy gończe. Albo za rosyjskimi. Rozmowa z

Michael Waltzer
Michael Waltzer
Ludwika Włodek-Biernat: Brytyjski sędzia wydał nakaz aresztowania izraelskiej polityk, byłej szefowej izraelskiego MSZ Cipi Livni. Działał na wniosek propalestyńskiej organizacji, której zdaniem Livni współodpowiada za zbrodnie wojenne żołnierzy izraelskich w czasie styczniowej operacji w Strefie Gazy.

Nakaz cofnięto w tym tygodniu, gdy Livni odwołała wizytę w Wielkiej Brytanii, ale i tak cała sprawa wywołała gwałtowne protesty izraelskich polityków. Premier Gordon Brown przeprosił Livni i zapewnił ją, że zawsze jest mile widziana w jego ojczyźnie, a brytyjski minister spraw zagranicznych David Miliband oświadczył, rząd będzie starał się zmienić prawo, aby uniknąć w przyszłości podobnych sytuacji.

Michael Walzer: I postąpił słusznie. Problem z uniwersalną jurysdykcją [pociąganiem do odpowiedzialności za zbrodnię, która nie ma nic wspólnego z krajem, gdzie będzie sądzona] polega na tym, że nie ma jak go egzekwować. I nie powinno się tego robić, póki nie powstanie coś w rodzaju światowego rządu.

Ale istnieje przecież Międzynarodowy Trybunał Karny ustanowiony do ścigania zbrodni ludobójstwa czy zbrodni wojennych.

- Tak, ale jego jurysdykcji nie uznają kluczowe państwa świata. Rosja i Chiny w ogóle nie podpisały ustanawiającego MTK Statutu Rzymskiego, a USA i np. Izrael go nie ratyfikowały. Bez międzynarodowego sądu, powszechnie uznawanego i działającego na podstawie prawdziwego systemu prawnego, sędziowie wydający nakazy jak ten dotyczący Livni są tylko wolnymi strzelcami działającymi na zamówienie polityczne.

Wysłannik ONZ do Gazy Richard Goldstone stwierdził, że żołnierze izraelscy są winni zbrodni wojennych, i wezwał Izrael do ich osądzenia. Orędownicy sprawy palestyńskiej skarżą się, że Izrael nie przejął się raportem Goldstone'a, a jedynym uznanym za winnego był żołnierz oskarżony o kradzież karty kredytowej.

- Po pierwsze, nie wierzę, żeby żołnierze izraelscy w czasie operacji przeciw Hamasowi popełnili zbrodnie wojenne. Były incydenty, być może nie zostały zanalizowane wystarczająco wnikliwie. Jednak liczba ofiar cywilnych była mniej więcej taka, jaka bywa przy tego rodzaju operacjach. Wojna w Afganistanie jest prowadzona mniej więcej tak samo. Ofiar cywilnych jest mniej, bo gęstość zaludnienia jest znacznie mniejsza. I jakoś nikt się nie pali, by wysyłać za amerykańskimi przywódcami listy gończe.

W 1998 r. w Londynie aresztowano byłego chilijskiego dyktatora Augusto Pinocheta. Podstawą był wniosek o ekstradycję hiszpańskiego sędziego Baltazara Garzona. Ostatecznie rząd brytyjski nie zdecydował się wydać Pinocheta Hiszpanii, ale odesłał go do Chile, gdzie sąd wszczął przeciw niemu procesy o porwania obywateli chilijskich. Wcześniej automatycznie odrzucał takie skargi jako przedawnione. Czy ta sprawa nie dowodzi, że podejmowane przez sędziów próby egzekwowania powszechnego prawa sądzenia mają sens?

- Chile, do którego został odesłany Pinochet, to już był inny kraj, w pełni demokratyczny. Bardzo dobrze, że to sami Chilijczycy mogli zadecydować o postawieniu go przed sądem, nawet jeśli skłoniła ich do tego akcja podjęta przez Garzona. Taki wariant jest zawsze lepszy, niż gdy sprawiedliwości w imieniu jakiegoś narodu próbują dochodzić działający z pobudek politycznych zagraniczni sędziowie.

Są jednak państwa, których władze dopuszczają się zbrodni na ludności cywilnej, a społeczeństwo nie może decydować, czy politycy powinni być pociągani do odpowiedzialności.

- Oczywiście, gdy rząd dopuszcza się ludobójstwa, tak jak to było w Kambodży, Rwandzie czy ostatnio w Sudanie, społeczność międzynarodowa powinna interweniować, żeby przerwać zabijanie i obalić zbrodniczy reżim. Po takiej interwencji następuje proces politycznej rekonstrukcji, którego naturalnym elementem jest osądzenie winnych zbrodni.

Takie interwencje są możliwe w Rwandzie czy Sierra Leone, ale nie są możliwe w Chinach czy Rosji. Nikt nie będzie chciał interweniować, gdy zbrodnie popełniają światowe potęgi.

Czy mamy w takim razie pozwolić na eksterminację Tybetańczyków, Ujgurów czy Czeczenów? Co można zrobić, by dochodzić sprawiedliwości, gdy zbrodnie popełnia mocarstwo?

- Tam, gdzie zawodzi prawo, jest pole dla polityki. Istnieją dyplomatyczne sposoby, by zmusić władze takich krajów do zmiany zachowań. To także zadanie dla międzynarodowego społeczeństwa obywatelskiego, dla takich organizacji jak Human Rights Watch i Amnesty International. Można sobie wyobrazić, że z czasem ich działalność zdobędzie więcej poparcia w świecie. Oczywiście to mozolny proces, jednak pomaga krok po korku poprawiać przestrzeganie praw człowieka na świecie.

O tym, że państwowa wspólnota międzynarodowa jest stronnicza, wiemy od dawna. Izrael notorycznie jest piętnowany przez Radę Praw Człowieka ONZ tylko dlatego, że większość w niej mają państwa muzułmańskie.

Dziś jednak ta sama stronniczość decyduje o akcjach podejmowanych przez międzynarodowe społeczeństwo obywatelskie. W Wielkiej Brytanii istnieje wpływowe lobby propalestyńskie, stąd nakaz aresztowania izraelskiej minister. Lobby czeczeńskiego nie ma i nikt nie niepokoi podobnymi nakazami byłych oficjeli rosyjskich.

- Też mam wrażenie, że ONZ istnieje tylko po to, by napiętnować Izrael. Państwa, których władze dopuszczają się znacznie poważniejszych naruszeń praw człowieka, nawet nie są wymieniane w dorocznym raporcie.

Ale co do organizacji społeczeństwa obywatelskiego - to już nie jest takie oczywiste. Np. w USA jest ono o wiele bardziej skłonne sympatyzować z Izraelem. Każdy ma prawo być orędownikiem sprawy, którą uważa za słuszną.

Wychodzi na to, że akcje społeczeństwa obywatelskiego to jedyny sposób egzekwowania międzynarodowej sprawiedliwości.

- Nie do końca. Mamy przecież sprawnie działające trybunały ds. zbrodni w byłej Jugosławii czy w Rwandzie. Trzeba sobie jednak uzmysłowić, że społeczność międzynarodowa, która mogłaby funkcjonować w oparciu o powszechnie obowiązujące prawo, nie istnieje. Czasem jedynym sposobem zapobieżenia masakrom jest interwencja zbrojna, taka jak Wietnamczyków w Kambodży czy Tanzanii w Ugandzie. ONZ nigdy nie usankcjonuje tych akcji, mimo to moim zdaniem są one jak najbardziej usprawiedliwione.

O sukcesie trybunału ds. zbrodni w byłej Jugosławii nie stanowiła jednak wyłącznie dobra wola. Gdyby nie presja Unii Europejskiej, do której aspirują państwa regionu, ani Ante Gotowina, ani Radovan Karadżić nie trafiliby do Hagi.

- Ani ludzie, ani państwa nie działają tylko z moralnych pobudek. Dobrze, że istnieje taka zachęta jak wejście do Unii. Że Europa może zmuszać swoich przyszłych członków do poprawy zachowania. Np. zmusić Turcję, by respektowała prawa ludności kurdyjskiej. Takie polityczne formy nacisku są bardziej skuteczne niż prawne, jeśli za prawem nie stoi siła, która byłaby w stanie to prawo egzekwować.

Może w takim razie powinniśmy otworzyć przed Rosją perspektywę wejścia do Unii?

- (Śmiech) Spróbujcie.

Rozmawiała Ludwika Włodek-Biernat

* Michael Walzer - ur. 1935 r., jest emerytowanym profesorem w Institute for Advanced Studiem na Princeton University, redaktorem i współzałożycielem kwartalnika "Dissent". Zajmował się m.in. koncepcją wojny sprawiedliwej. Publikuje w "Dissent", "New Republic", "New Yorkerze" i "New York Review of Books"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':