Zakaz, pod którym podpisało się prawie 180 tys. osób, jest inicjatywą obywatelską. Poparły ją dwie z trzech lewicowych partii rządzących Katalonią (ale bez socjalistów). Kataloński premier José Montilla był przeciw.
Wynik głosowania - 67 na tak, 59 na nie - nie przesądza jeszcze o losach korridy w Barcelonie. Jej obrońcy zapowiedzieli liczne poprawki do ustawy przed ostatecznym głosowaniem nad nowym prawem, które mogą ocalić walki byków.
- Byki nie mogą obronić się same, to nadaje temu widowisku niedopuszczalny charakter tchórzostwa - mówiła w parlamencie Anna Mola, rzeczniczka organizacji, która zebrała podpisy pod zakazem. Nacjonalista Josep Rull wtórował jej, cytując Mahatmę Gandhiego: - Stopień ucywilizowania społeczeństwa określa sposób traktowania zwierząt.
Poseł opozycyjnej prawicy Rafael Luna protestował: - Zwierzęta nie mają praw indywidualnych, to ludzie je mają. A jak mają, to może zakażemy rzeźni, ogrodów zoologicznych oraz polowań!
- Mylą się ci, którzy uważają, że jak zakażemy korridy, to będziemy mniej Hiszpanami. A czy jak nie kibicujesz Barcelonie [najsłynniejszy klub sportowy Katalonii], to nie jesteś Katalończykiem? - pytał socjalista David Pérez. - A ja kibicuję Barcelonie i lubię walki byków! To co? Wolno mi czy nie?
Prawo katalońskie od kilku lat zakazuje wszelkich "widowisk i walk" z udziałem zwierząt, jeśli te mogą być "przedmiotem szyderstwa" lub "traktowania niezgodnego z naturą". Jednak z tego zakazu wyłączona jest korrida, choć wstęp na nią ograniczony jest do osób powyżej 14. roku życia.
Barcelona jest jedyną areną w Katalonii, gdzie korrida jest jeszcze legalna. W innych miastach zaprzestano jej organizowania, nie wolno jej także pokazywać w telewizji. W pozostałych częściach Hiszpanii korrida to wciąż narodowa tradycja.
Źródło: Gazeta Wyborcza