Warszawa, Praga, Kijowska 11, najdłuższy budynek stolicy Więcej kobiet, więcej ciepła! - pan Marek Zobek z warsztatu wulkanizacji nie tylko podpisał się pod listem, ale też namówił do podpisania kolegów.
- A dlaczego nie, proszę państwa, dlaczego nie. Bardzo słuszna idea - podchwycił hasło pana Zobka wąsaty właściciel pięknego pojazdu stojącego akurat na podnośniku. I poszło.
A trzeba podkreślić, że w warsztacie panował wyjątkowy ruch, opony śmigały, bo wszystkie prognozy alarmowały: idzie zima.
Na ulicy ustawiła się kolejka samochodów. W warsztacie uwijało się pięciu facetów. Średni czas zmieniania opon - 10 min.
Na termometrze minus siedem, pewnie dlatego panu Markowi przyszło do głowy to "więcej ciepła".
Kiedy opowiedzieliśmy o projekcie, przy samochodzie został właściciel i jeden mechanik, reszta wzięła formularze i weszła do barakobiura podpisywać. W sumie między stertami używanych opon podpisywało listę pięciu mężczyzn. I nikt specjalnie nie narzekał, że wydłuża to czas do minut 11.
Wulkanizatorzy stanęli w awangardzie, podobnie jak właścicielka mustanga kabrio zmierzająca do pobliskiego fitness clubu.
- Nieee, nie podpiszę. Ja proszę państwa jestem przeciwna takim pomysłom - to już właścicielka
mieszkania przy Kijowskiej 11. Mówiąc te słowa, powolutku przymykała drzwi, zostawiając nas na klatce. - Ale dlaczego? - rzuciliśmy w ostatniej chwili. Chwila ciszy i drzwi gwałtownie otwierają się na oścież: - Bo ja proszę państwa jestem nie za kobietami, tylko za głową! Trzaśnięcie.
Podobnie reagowali wszyscy mieszkańcy bloku, kiedy usiłowaliśmy ich nachodzić w mieszkaniach. Zadziałał chyba syndrom akwizytora.
Na ulicy przed blokiem ludzie byli już dużo bardziej otwarci. Kilku sceptyków udało nam się nawet przekonać. Zaczynali od "no nie wiem", "nie mam zdania", ale po kilku argumentach z reguły sięgali po długopis.
Magda Żakowska, Radosław Leniarski Poznań. Targowisko na Wildzie Na największym, wildeckim targowisku Poznania handel idzie tak: panowie sprzedają paniom, a panie panom. Czemu? A nikt nie wie, chociaż Anna od "dżinsów męskich" koncepcję ma, że się biznes lepiej kręci, gdy się przyciągają płcie różne.
Agitkę za parytetem zaczynam od "sof, tapczanów i innych tapicerowanych". Mróz tnie, śnieżyca, można dyskusję ożywić wśród panów krępych, opatulonych. Najbardziej bojowy szybko ucina, kolegów namawia do rozejścia i jeszcze krzyczy zza siebie: - Żeby żona w domu rządziła?! No bo jak inne pójdą, to nasze się napatrzą, i koniec.
Gdy odchodzę, mówią o mnie: - Se wziął wymyślił!
Przy butach klient Dariusz, po pięćdziesiątce, wciska na nogę "zimową kolekcję" i w zasadzie to by pogadał, ale towarzyszka goni, by gadać przestał, że sama to zdania nie ma, ale i on gadać nie powinien, tylko brać te buty, bo zimno, do cholery, a ten stoi i jednak gada. Dariusz prawie się decyduje podpisać, tylko skąd ma wiedzieć, że głupich pań nie wezmą? A czy panów posłów samych mądrych biorą? No, nie. To czy nie warto? Może warto. No, ale jak pan Dariusz ma podpisać, jak w jednym bucie stoi, dowodu nie ma, PESEL-u nie pamięta, a towarzyszka już sobie poszła.
Na "obuwiu sportowym" nie pogadają i nie podpiszą, bo się na polityce nie znają, ale popychają obok, do "tego, co się wysłowić umie, pogada, a nawet wytłumaczy". Ale i on przegania dalej na "konfekcję". A tam pan Andrzej zaczyna od wykładu: że panie z przypadku będą, że z łapanki. No wiedzieć, nie wie, ale kto mu zaręczy, że się myli? A może szansę dać? A dać, mówią dwie studentki prawa, klientki Andrzeja. A one wiedzą, że faceci zbyt agresywni, kobiety ich uspokoją. No to długopis proszę i są dwa podpisy. Ale jeszcze Andrzej wątpi, czy znajdą się kobiety fachowcy. Znajdą się - studentki się odwieść nie dają. Jak trzeba, to na ich uczelni, bo tam coraz więcej kobiet w naukowej kadrze.
Na "zegarkach, częściach, naprawie" pchają dalej, do "jednego mądrego", ale tym razem się nie daję, no to słyszę, że kobiet szkoda. Lepiej ich tam nie dawać, bo przecież polityka, to k..., a jak kto w nią pójdzie, to się powikła w te układy, w te pieniądze, zmielą go, nawet jak pomysły będzie miał.
Ale jest nadzieja, bo widzę, że nawet na zatwardziałe "sofy i tapczany" padło dobre ziarno. Już wychodzimy, a tam wciąż trwa dyskusja o kobietach. Może coś wykiełkuje?