http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

A jak Atom w M jak Miłość

Vadim Makarenko, Rafał Zasuń
2009-12-17, ostatnia aktualizacja 2009-12-16 21:30

M jak miłość
M jak miłość
M jak miłość

W przyszłym roku rząd zacznie kampanię mającą przekonać do elektrowni jądrowych. Polska energetyka atomowa szuka swego Homera Simpsona

Homer Simpson jest głową znanej milionom telewidzów rodziny z animowanego serialu. Ma 39 lat i jest inspektorem ds. bezpieczeństwa w elektrowni atomowej w Springfield. Czy ktoś taki mógłby być twarzą polskiej energetyki jądrowej?

- Marzy mi się, by dyskusja o elektrowni jądrowej znalazła miejsce w popularnym serialu - mówi "Gazecie" Hanna Trojanowska, pełnomocnik rządu ds. wprowadzenia energetyki jądrowej. - Gdyby np. bohaterem był stypendysta wracający do kraju po stażu w elektrowni atomowej na Zachodzie...

Najlepszy byłby serial "M jak miłość". Ma największą widownię. A przecież trzeba przekonać 38 mln Polaków do budowy elektrowni atomowej do 2020 r.

Prof. Andrzej Strupczewski, fizyk atomista, apeluje, by wziąć przykład z Francji, gdzie 78 proc. energii elektrycznej pochodzi z atomu. Francuzi z energetyką jądrową oswajają już dzieci, organizuje się wycieczki szkolne do elektrowni, nauczyciele na lekcjach tłumaczą, jak one działają i czy są bezpieczne.

Rząd chce dać na czteroletnią kampanię 10 mln zł rocznie. Według sondażu przeprowadzonego rok temu dla Państwowej Agencji Atomistyki 47 proc. Polaków opowiada się za rozwojem energetyki atomowej; 38 proc. jest przeciw. Ale gdy spytać: "Czy chciałbyś, by elektrownia powstała w twojej miejscowości?", sprzeciwia się 47 proc., a zgodzi się 43 proc.

Product placement, czyli promocja w serialu, sprawdza się, gdy trzeba wyjaśnić coś skomplikowanego - uważają specjaliści od marketingu. Nie przypadkiem NBP zapłacił za umieszczenie w "Plebanii" i "Pierwszej miłości" m.in. wątku wejścia Polski do strefy euro.

Bohaterka "Plebanii" - Grzybowa, właścicielka niewielkiego wiejskiego sklepu - tłumaczyła koleżance, że gdy przyjmiemy europejską walutę, chleb kosztujący 2 zł wcale nie będzie kosztował 2 euro. NBP za serialową edukację ekonomiczną obywateli w 20 odcinkach zapłacił 610 tys. zł.

- O energetyce jądrowej nikt z nami nie rozmawiał - mówi Maciej Strzembosz, producent "Rancza". - Nie mam wątpliwości co do promocji środków europejskich, ale w sprawie elektrowni atomowych zdania w społeczeństwie są podzielone. Uważam, że warto iść w tym kierunku, ale byłbym niezmiernie ostrożny, jeśli serial miałby lansować stanowisko rządu.

- Ja bym się za to wziął - mówi Andrzej Muszyński, właściciel firmy Aldentro zajmującej się product placement. - Ale zęby będą bolały, gdy w serialu naukowiec atomista zacznie wykład o wyższości energii jądrowej nad inną. Trzeba robić to mądrze.

Jak? Muszyński od ręki przerabia scenę z serialu "Teraz albo nigdy", który zszedł z anteny TVN w październiku. Agata Buzek grała Julię Milton, młodą wdowę, która rzuca pracę programistki w NASA i wraca do Polski. - Mogłaby wrócić po studiach na atomistyce - mówi Muszyński. - Jej koledzy niewiele o świecie wiedzą, myślą stereotypami, więc bohaterka podczas spaceru na molo mogłaby powiedzieć, że wszystkiego się boją, nawet energii atomowej... To musi być budząca sympatię osoba, która sączy informacje w pozytywistycznym stylu - powoli i konsekwentnie.

Żeby kampania była skuteczna, bohater powinien być na ekranie przez pół roku - częściej niż raz w tygodniu. Jeśli tylko raz w tygodniu, może to trwać cały rok. To koszt 1 mln zł rocznie. A gdyby wprowadzić do serialu cały wątek, z wieloma bohaterami? Np. tak: w małej miejscowości ma powstać elektrownia, mieszkańcy są wściekli, bohaterka przyjeżdża ich przekonać. Na to trzeba by było mieć 1,5-2 mln zł?

- Nie wiadomo, czy scenarzyści to zaakceptują. Nachalne działania mogą spowodować utratę zaufania i odpływ widzów - mówi Muszyński.

Jeśli rząd chce rozpocząć kampanię w przyszłym roku, musi się spieszyć. Realia seriali - napisanie scenariuszy, grafik zdjęciowy itp. - wymagają przygotowań z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem.

- 10 mln zł rocznie to przyzwoity budżet - mówi Tadeusz Żórawski, szef domu mediowego Universal McCann obsługującego takie firmy jak LOT czy bank BZ WBK. - Porównywalne pieniądze wydaje na reklamę niewielki polski bank albo producent napojów na swoją jedną markę.

- To rozrzutność! - oburza się analityk z firmy doradczej (anonimowo). - Rząd nie powinien wydawać aż tyle pieniędzy na przekonanie obywateli do polityki, która i tak będzie realizowana.

Gdyby rząd wydał te 10 mln zł wyłącznie w telewizji, zmieściłby się między 50. i 60. miejscem w rankingu reklamodawców, obok Johnson & Johnson czy ING. Tych pieniędzy starczy, by atakować widza reklamą przez dziesięć miesięcy bez przerwy po kilka razy tygodniowo w różnych stacjach - wylicza analityk.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 72 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    28 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':