Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
- Ten konkurs to farsa - coraz częściej słychać na Woronicza. - Bardziej przypomina układankę towarzysko-biznesowo-polityczną niż wybory szefa jednej z największych spółek skarbu państwa.
Od początku tygodnia w radzie nadzorczej
TVP nie ma większości do wyboru nowego zarządu (potrzeba sześciu spośród dziewięciu głosów). Nie ma, bo w PiS o fotel prezesa TVP walczą dwie frakcje.
"Starsza" (m.in. Adam Lipiński i
Przemysław Gosiewski) forsuje Romualda Orła, dziennikarza z Wybrzeża, potem związanego ze
SKOK-ami (wspieranymi przez PiS).
Wywiad z Orłem tu A "młodzi" (m.in. Adam Bielan i Zbigniew Ziobro) - Jacka Karnowskiego, szefa "Wiadomości" TVP.
Lewa strona rady gotowa jest poprzeć Orła, ale Karnowskiego już nie. - Karnowski nie będzie prezesem telewizji, tylko ambasadorem PiS - mówi nam członek rady związany z lewicą. I przypomina, że Karnowski jest postrzegany jako dziennikarz ideologicznie związany z PiS-em. - To wizerunkowo będzie fatalnie dla spółki. Orzeł takiej łatki nie ma.
Gdy okazało się, że nie wszyscy z prawej strony rady są gotowi zagłosować na Orła, ten złożył rezygnację. W ciągu dnia namawiano go do jej wycofania. - Ostateczną decyzję: Orzeł czy Karnowski podejmie sam prezes Jarosław Kaczyński - mówi "Gazecie" jeden liderów PiS.
W tej sytuacji lewica zaproponowała, by prezesem został Jarosław Grzelak. - Pracuje w TVP od 1991 r., ma doświadczenie, świetnie wypadł na przesłuchaniach - tłumaczy członek z lewej strony rady.
Ale PiS nie chce go zaakceptować. - Nie jest nasz - mówi wprost jeden z polityków PiS. I przypomina, że w myśl umowy z
SLD, PiS miał dostać prezesurę TVP, bo Sojusz dostał
radio (prezesem jest Jarosław Hasiński, kiedyś współpracownik Roberta Kwiatkowskiego w TVP).