Niesprawiedliwość takiego rozwiązania aż biła po oczach, nic dziwnego więc, że eksporterzy z Ameryki Łacińskiej - pod przewodem amerykańskich koncernów Chiquita, Del Monte and Dole, skarżyli się regularnie do Światowej Organizacji Handlu. A
Stany Zjednoczone (broniąc interesów swoich firm) nałożyły kontrstawki celne na niektóre produkty sprowadzane z Europy.
W końcu udało się znaleźć porozumienie. Po długich negocjacjach w Genewie, gdzie mieści się siedziba WTO, UE zgodziła się obniżyć cło na banany do 148 euro, a potem - do 114 euro, w perspektywie 2017 r. To powinno wystarczyć, żeby większe (i wedle niektórych - smaczniejsze) banany z Ekwadoru lub Panamy znów stały się konkurencyjne cenowo na europejskim rynku.
Żeby zrekompensować potencjalne straty dotychczasowym dostawcom bananów, UE wysupła ze swojego budżetu ok. 200 mln euro wsparcia rocznie dla rolników z krajów ACP (skrót od Africa, Carribean & Pacific).
Szef KE Jose Manuel Barroso już się pewnie oblizuje na myśl o smacznych owocach z Ekwadoru. - Jestem zadowolony, że wreszcie znaleźliśmy kompromis, który odpowiada każdej ze stron sporu bananowego -komentował we wtorek.
Wtórował mu Pascal Lamy, szef Światowej Organizacji Handlu: - To był jeden z najbardziej technicznie złożonych, politycznie wrażliwych i istotnych handlowo sporów przed WETO. I jedna z najdłuższych "sag" w historii powojennego systemu handlowego świata.
A tak przy okazji: bananowe porozumienie to w dużej mierze zasługa Catherine Ashton, byłej komisarz ds. handlu, obecnie szefowej unijnej dyplomacji.
Więcej na blogUE