http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Emerytura? Idziesz, kiedy chcesz

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
2009-12-16, ostatnia aktualizacja 2009-12-16 14:17

PO chce wydłużenia wieku emerytalnego do 67. roku życia
PO chce wydłużenia wieku emerytalnego do 67. roku życia
Fot. Jacek Lagowski / AG

Rewolucyjny pomysł Ministerstwa Pracy. Każdy sam zdecyduje, kiedy przejść na emeryturę

Jolanta Fedak
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Jolanta Fedak
SERWISY
SONDAŻ
Co sądzisz o rewolucyjnym pomyśle minister Fedak?

To dobry pomysł
To zły pomysł
Na razie nie mam zdania

- Moglibyśmy w ogóle zrezygnować z odgórnego określania wieku emerytalnego - zdradza "Gazecie" minister pracy Jolanta Fedak (PSL).

Plan jest prosty. Dziś, żeby dostać emeryturę, trzeba mieć 60 lat (kobiety) lub 65 lat (mężczyźni). Rząd bądź parlament - nie wiadomo jeszcze kto - ustalałby, ile wynosi "minimalna godna emerytura". - Osoba, która przekroczyłaby ten próg, mogłaby niezależnie od wieku odejść z pracy - proponuje Fedak.

- Podobnie jest tylko w Szwecji. Tam można wybireać, czy przejść na emeryturę, dopiero w wieku 61-65 lat
- Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS



Ile wyniosłoby to "minimalne godne świadczenie"? Ministerstwo Pracy jeszcze nie wie - dziś emerytura nie może być niższa niż 675 zł brutto. Średnia emerytura według ZUS to 1,5 tys. zł brutto.

Jest jednak poważny minus. - Takie osoby musiałyby brać pod uwagę to, że dostaną mniejszą emeryturę - ostrzega Fedak.

Wprowadzony w 1999 r. system zakłada, że emeryturę będzie się wyliczać, dzieląc zgromadzone w czasie pracy składki przez przewidywaną długość życia na emeryturze. I tak Annie, pielęgniarce, która uzbierała 200 tys. zł i odejdzie na emeryturę w wieku 62 lat, GUS wyliczy na podstawie tablic statystycznych, że będzie żyć jeszcze 209 miesięcy. Jej emerytura będzie więc wynosić 956 zł. Jeśli jednak Anna skorzysta z pomysłu minister Fedak i przejdzie na emeryturę pięć lat wcześniej, czyli odłoży mniej składek, to będą one dzielone przez większą liczbę lat, a emerytura będzie niższa nawet o jedną trzecią!

- Podobne rozwiązanie występuje tylko w Szwecji. Ale tam można wybierać, czy przejść na emeryturę, dopiero mając 61-65 lat - mówi Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS.

- Pani minister zapisała się chyba do skrajnych liberałów - dziwi się współtwórca reformy emerytalnej z 1999 r. prof. Marek Góra. Jego zdaniem pomysł jest dla statystycznego Kowalskiego atrakcyjny. Bo kto by nie chciał wcześniejszej emerytury? Problem w tym, że 55-latek jest w stanie dorobić nawet do bardzo niskiej emerytury, ale schorowany 70-latek - raczej nie. - Wtedy życie za np. 900 zł może się okazać problemem - ostrzega Góra.

Zwolennicy? Są.

- Pomysł bardzo mi się podoba - zachwyca się skrajny liberał Andrzej Sadowski z Centrum Adama Smitha. - Zostawmy obywatelom wolny wybór. Niech sami decydują, kiedy przejść na emeryturę. Znam osoby, które w wieku 85 lat wciąż pracują i nie wyobrażają sobie życia bez pracy. Ale znam też takie, które przy pierwszej sposobności poszłyby na emeryturę, wychodząc z założenia, że same najlepiej zatroszczą się o swoją przyszłość.

Pomysł minister Fedak jest o tyle niespodziewany, że rząd od dłuższego czasu przygotowuje podwyższenie wieku emerytalnego.

Zdaniem ministra Michała Boniego, specjalisty od polityki społecznej w rządzie Donalda Tuska, taką decyzję powinniśmy podjąć w ciągu "roku, dwóch, trzech". Według opracowanej przez Boniego strategii "Polska 2030" Polak - jeśli chce dostawać emeryturę na poziomie 90 proc. ostatniej pensji - powinien pracować do ukończenia 67,5 roku życia! Większość krajów europejskich podniosła już wiek emerytalny, ostatnio Watykan.



Zdaniem ekonomistów może być kilka wyjaśnień planu pani minister. Pierwsze to element strategii komunikacyjnej rządu: któryś z ministrów rzuca pomysł, a rząd obserwuje, jak odbiera go społeczeństwo. Tak było z obniżeniem składek do otwartych funduszy emerytalnych.

Drugie wyjaśnienie: ambicjonalne przepychanki między Fedak a Bonim. Kłócą się, kto ma być głównym sternikiem polityki społecznej rządu.

Trzecie: podniesienie wieku emerytalnego to niepopularna decyzja. Czymś ją trzeba ludziom osłodzić, np. wyjątkiem od generalnej reguły, który się Polakom spodoba.

- Tę "minimalną godną emeryturę" można by ustalić na takim poziomie, że aby ją osiągnąć, i tak trzeba będzie pracować do 60 kilku lat. Odbiór społeczny całego pomysłu będzie jednak pozytywny - mówi Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji FOR.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 161 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    82 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':