http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Muzeum wypędzonych bez polskiego historyka

Bartosz T. Wieliński
2009-12-16, ostatnia aktualizacja 2009-12-16 07:37

Przy tworzeniu "widocznego znaku", rządowego muzeum wypędzonych w Berlinie, nie będą pracować Polacy. Z udziału w jego radzie naukowej zrezygnował prof. Tomasz Szarota

Warszawski Dom Spotkań z Historią. Prof. Tomasz Szarota podczas wykładu dot.
Fot. Wojciech Surdziel /AG
Warszawski Dom Spotkań z Historią. Prof. Tomasz Szarota podczas wykładu dot...
- Wysłałem właśnie faksem rezygnację niemieckiemu ministrowi kultury Berndowi Neumannowi. Moja decyzja jest ostateczna - mówi "Gazecie" prof. Szarota, ceniony historyk z Instytutu Historii PAN.

Do kilkunastoosobowej rady naukowej "widocznego znaku, która działa obok rady zarządzającej, został powołany w lipcu jako jedyny Polak. Komentowano to jako świetny wybór. Prof. Szarota jest znawcą II wojny światowej, autorem m.in. książki "Okupowanej Warszawy dzień powszedni". Na początku roku przygotowywał w berlińskim Muzeum Historii Niemiec bardzo dobrze przyjęta wystawę o historii Polski i Niemiec pokazującą wojnę, niemieckie zbrodnie, deportacje Niemców w latach 40. i w końcu pojednanie, którego zawsze był orędownikiem.

W radzie naukowej Szarota miał reprezentować polski punkt widzenia na powojenne wysiedlenia Niemców. W Polsce "widoczny znak" od początku budził niepokój. Obawialiśmy się, że deportowani Niemcy będą tam przedstawieni jako ofiary wojny, a Polacy jako zbrodniarze. Obecność Polaka miała temu zapobiegać. Ustalił to w lutym 2008 r. w Warszawie minister Neumann z prof. Władysławem Bartoszewskim, pełnomocnikiem rządu ds. stosunków z Niemcami.

Szarota wycofuje się z rady naukowej po jej pierwszej poniedziałkowej sesji w Berlinie. Odmawia wyjaśnienia przyczyn, ale "Gazeta" dowiaduje się, że chodzi o spór szefa dyplomacji Niemiec, liberała Guido Westerwellego z chadekami o Erikę Steinbach. Westerwelle ostro sprzeciwia się wejściu szefowej Związku Wypędzonych do rady zarządzającej "widocznym znakiem". Nie pozwala na to jej życiorys - twierdzi minister. Steinbach jako posłanka CDU głosowała m.in. przeciwko ratyfikacji polsko-niemieckiego traktatu granicznego z 1990 r.

- Dlaczego nie prześwietlono życiorysów polskich członków rady "widocznego znaku" ? - pyta w liście otwartym do Westerwellego 16 europosłów bawarskiej CSU (partii siostry CDU), która wspiera Steinbach. Chodziło o Szarotę.

Ale w jego życiorysie plam nie ma. Urodzony w styczniu 1940 r., kilka tygodni po rozstrzelaniu przez Niemców jego ojca - literaturoznawcy Rafała Marcelego Blütha. Profesor poczuł się dotknięty, że żaden z niemieckich polityków czy naukowców związanych z "widocznym znakiem" na list nie zareagował.

- To dla nas strata. W projekcie powinni brać udział Polacy, bo chodzi o pojednanie. Żałuję, że po obu stronach górę biorą emocję. List posłów CSU był niepotrzebny - komentuje Karl-Georg Wellmann, poseł CDU odpowiedzialny w partii za kontakty z Polską.

Jak się dowiadujemy, jest bardzo mało prawdopodobne, by miejsce Szaroty zechciał zająć którykolwiek z polskich uczonych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':