"Gazeta" opublikowała wczoraj sondaż TNS OBOP, który pokazuje, jak na tle Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego wypadają politycy lewicy i centrolewicy. Najlepiej - Andrzej Olechowski (18 proc. w konfrontacji z Tuskiem i Kaczyńskim).
Olechowski ma ogłosić decyzję, czy kandyduje, do 22 grudnia. - Jeszcze nie zdecydowałem - powiedział wczoraj "Gazecie".
Za Olechowskim są były marszałek Sejmu Marek Borowski (17 proc.) oraz politycy
SLD: Wojciech Olejniczak (13 proc.),
Ryszard Kalisz (11 proc.) i
Jerzy Szmajdziński (10 proc.).
Wśród wyborców SLD najpopularniejsi są Kalisz, Olejniczak i Szmajdziński, ale ponad 50 proc. poparcia mają też Borowski i Olechowski. To więcej niż szef partii Grzegorz Napieralski.
Rozmowa z prof. Jackiem Raciborskim socjologiem
Wojciech Szacki: Co z tego sondażu wynika dla lewicy? Prof. Jacek Raciborski: Wyniki są dla niej ponure. Poglądy lewicowe i centrolewicowe deklaruje dwa razy mniej Polaków niż prawicowe i centroprawicowe. Nie widać żadnego bastionu lewicy, żadnego środowiska, w którym byłaby naprawdę silna.
SLD od dawna utrzymuje się na niskim poziomie ok. 10 proc. Wyborcy, którzy w 2007 r. przeszli do Platformy, przy niej trwają. Sojusz popełnił wiele błędów, a największym było odrzucenie oferty Włodzimierza Cimoszewicza, który proponował szeroką koalicję na eurowybory.
Cimoszewicza w sondażu nie ma, bo nie chce kandydować. Są inni chętni: Andrzej Olechowski, Jerzy Szmajdziński, Tomasz Nałęcz... - Ten sondaż to wielki krzyk sierot po dawnej wielkiej lewicy: "My chcemy Cimoszewicza". Żaden z pozostałych kandydatów lewicy nie zmienia układu sił, niezależnie od konfiguracji wyraźnie prowadzi Donald Tusk, a drugi jest Lech Kaczyński. Więcej - Tusk wygrywa z każdym politykiem lewicy nawet wśród ludzi o poglądach lewicowych! To pokazuje, jak źle jest z lewicą.
A najsilniejszy na lewicy SLD przyciąga mniej niż połowę (45 proc.) wyborców o poglądach lewicowych. PO - 23 proc. Wśród wyborców centrolewicowych SLD już przegrywa z Platformą.
Kandydatem SLD ma być Szmajdziński. - Szmajdziński ma potencjał, by pozyskać praktycznie wszystkich wyborców SLD z 2007 r. I szanse na lepszy wynik niż jego centrolewicowy rywal Olechowski. Wśród osób najbardziej zainteresowanych polityką - a te najczęściej chodzą na wybory - Szmajdziński wypada lepiej niż Olechowski. Ale to wszystko
gra o 10-12 proc., nie o końcowy sukces czy choćby drugą turę.
W sobotę konwencja SLD da Szmajdzińskiemu nominację na kandydata na prezydenta. - To poprawi jego notowania o parę punktów procentowych. Ale nie spodziewam się, żeby konwencja coś zmieniła. Wyborcy patrzą na SLD i pytają, czy ma siłę zmienić układ polityczny. Odpowiedź brzmi: nie. W partii też nic się nie zmieni, nikt nie ma dziś ochoty walczyć z Grzegorzem Napieralskim.
Odnoszę wrażenie, że Sojusz pogodził się z rolą partii z drugiej ligi. Sprawnej i - co rzadkie w Polsce - zdolnej do zmiany lidera bez większych wstrząsów, ale jednak drugoligowej. Utracił inicjatywę polityczną i znalazł się w sytuacji, gdy nie może zrobić już nic lepszego niż samotne wystawienie Szmajdzińskiego.
Aleksander Kwaśniewski sugeruje porozumienie między Olechowskim, Szmajdzińskim i Nałęczem. Na placu boju zostanie najsilniejszy, a jego wynik może być fundamentem "nowej jakości" - koalicji partii lewicowych i centrolewicowych. SLD nieoficjalnie wyśmiewa tę ideę. - Z tej trójki największe szanse ma Szmajdziński, a więc mógłby nawet na takim porozumieniu skorzystać. Co do koalicji - wszelkie koncepcje budowane w kontrze do SLD będą skazane na porażkę, bo Sojusz jest po prostu najmocniejszy, ale w nim z kolei zwyciężyło stanowisko: utopić ,,borówki" i innych schizmatyków.