Palikot powiedział, że Piesiewicz powinien wystąpić z klubu w związku z podejrzeniami, iż uległ szantażystkom. Senator przyznał, że zapłacił kobietom, które nagrały go, jak w swoim domu paraduje w sukience i zażywa biały proszek. - Gdybym nim był, złożyłbym mandat i zrezygnował z polityki - mówił Palikot w Radiu RMF FM.
Dodał, że jako wiceszef klubu zażąda tego od senatora: - Człowiek, który się dał szantażować, może stanowić zagrożenie, może być szantażowany przez inne osoby, służby obcych państw. Ten fakt go dyskwalifikuje, a nie sprawa obyczajowa.
Wypowiedź Palikota wywołała kontrowersje w klubie PO. - Piesiewicz okazał słabość, ale płaci za to okropną cenę. Skakanie po nim w takiej sytuacji jest odpychające - mówi "Gazecie" poseł
Jarosław Gowin z zarządu PO. - Tym bardziej że Piesiewicz już kilka dni temu zawiesił członkostwo w klubie, o czym Palikot jako wiceprzewodniczący powinien wiedzieć.
Wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak potwierdza, że Piesiewicz wystąpił o zawieszenie w prawach członka klubu tydzień temu, gdy zrzekł się immunitetu. - To była suwerenna decyzja senatora Piesiewicza - mówi Dolniak. - Palikot o tym nie wiedział. Powiedzieliśmy mu, że jego wypowiedzi były niewłaściwe, trochę wyszedł przed orkiestrę.
Prokurator krajowy Edward Zalewski poinformował wczoraj w Radiu ZET, że prokuratura ma dowody umożliwiające postawienie Piesiewiczowi zarzutów: - Zarzut będzie dotyczył posiadania środków psychotropowych, używania i ułatwiania ich używania innym osobom.
Po południu
Janusz Palikot mówił dziennikarzom, że to dobrze, iż Piesiewicz sam zdecydował się nie brać udziału w pracach klubu PO do wyjaśnienia sprawy: - Jeśli wyrok będzie łagodny dla niego, nie ma powodu, żeby nie wrócił do klubu. Ale gdyby dziś uniknął tej decyzji, tobyśmy miesiącami, zamiast zajmować się pracą, tłumaczyli, dlaczego tolerujemy sytuację, w której są tak duże wątpliwości co do jego zachowania.