Decyzję o dymisji płk. Jerzego Nikołajewa podjął w poniedziałek minister sprawiedliwości. Luiza Sałapa, rzeczniczka prasowa Służby Więziennej, powiedziała nam, że Nikołajew stracił stanowisko za "utratę kontroli nad podległymi mu jednostkami". - Lubelskie więziennictwo od dawna należało do najgorzej zarządzanych. Decyzja o dymisji jest słuszna, ale spóźniona - ocenia Paweł Moczydłowski, b. szef Służby Więziennej.
Nikołajew poniósł odpowiedzialność za dwa głośne samobójstwa aresztantów z Lubelszczyzny. Najpierw na początku listopada na troczku od bluzy w celi aresztu w Krasnymstawie powiesił się 36-letni mężczyzna. Zatrzymano go po wypadku, w którym po pijanemu wjechał w grupę dzieci. Siedział sam, cela nie była monitorowana. Zanim go aresztowano, opowiadał w mediach, że nie ma ochoty żyć. Ujawniliśmy, że choć badał go psycholog, to w opinii nie wspomniał o myślach samobójczych. Zalecał jedynie badanie psychiatryczne i częste kontrole celi. Wobec trzech funkcjonariuszy z Krasnegostawu wszczęto postępowania dyscyplinarne, ale wciąż nikogo nie ukarano.
Według naszych informacji płk. Nikołajewa pogrążyło też samobójstwo w celi aresztu w Lublinie. W ubiegłą środę na kracie powiesił się 18-letni chłopak podejrzany o rozboje. Siedział w niemonitorowanej izolatce. Przeniesiono go z innej izolatki, w której była kamera. Władze aresztu tłumaczą, że było to konieczne, bo izolatkę z monitoringiem musiał zająć inny osadzony - przewieziony po obserwacji ze szpitala psychiatrycznego.
To nie pierwsza dymisja będąca następstwem samobójstwa w celi. Kiedy 19 stycznia w kąciku sanitarnym celi powiesił się Robert Pazik (trzeci z porywaczy Krzysztofa Olewnika, który zabił się w więzieniu), ze stanowisk odeszli: ówczesny minister sprawiedliwości
Zbigniew Ćwiąkalski, jego zastępca, prokurator krajowy, szef więziennictwa i dyrektor płockiego więzienia.