http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Awantura brytyjsko-izraelska

Mariusz Zawadzki
2009-12-16, ostatnia aktualizacja 2009-12-16 06:19

Izrael ostro protestuje przeciw nakazowi aresztowania byłej minister spraw zagranicznych Cipi Liwni wydanemu przez sąd okręgowy w londyńskim Westminster. To już druga w tym tygodniu awantura na linii Londyn - Jerozolima

Cipi Liwni
Fot. BERNAT ARMANGUE AP
Cipi Liwni
Nakaz aresztowania, który sąd w Londynie wydał w sobotę, odpowiadając na petycję propalestyńskiej organizacji, dotyczy wojny w Strefie Gazy. Rok temu Liwni, razem z ówczesnym premierem Ehudem Olmertem i ministrem obrony Ehudem Barakiem, zdecydowała o rozpoczęciu ofensywy w Gazie, by powstrzymać bojowników palestyńskiego Hamasu odpalających rakiety na południowy Izrael. W wojnie zginęło ok. 1,2 tys. Palestyńczyków, a wysłannik ONZ do Gazy południowoafrykański sędzia Richard Goldstone stwierdził w swoim raporcie, że żołnierze są winni zbrodni wojennych.

Liwni, obecnie przywódczyni izraelskiej opozycji, kiedy dowiedziała się o zagrożeniu, odwołała podróż do Londynu. Nakaz też anulowano. Jednak rząd Izraela potraktował sprawę bardzo poważnie i wczoraj wezwał na dywanik brytyjskiego ambasadora w Tel Awiwie Toma Philipsa. - Potępiamy próbę cynicznego wykorzystania brytyjskiego systemu prawnego przez elementy antyizraelskie - oświadczyło izraelskie MSZ. Philips został poinformowany, że jeśli rząd Jej Królewskiej Mości nie zrobi czegoś, by zapobiec podobnym incydentom w przyszłości, może to zaciążyć na wzajemnych relacjach.

Wieczorem szef brytyjskiego MSZ David Miliband oświadczył, że jego rząd zastanawia się, jak uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości, co będzie jednak trudne, bo sądy Anglii i Walii cieszą się autonomią i mogą wydawać nakazy aresztowania samodzielnie, bez udziału prokuratora. Cztery lata temu izraelski generał nie wysiadł z samolotu w Londynie, bo ambasada ostrzegła go, że może być aresztowany.

W Wielkiej Brytanii bardzo aktywne są środowiska, które zarzucają Izraelowi okrutne lub niesprawiedliwe traktowanie Palestyńczyków. Wielu brytyjskich naukowców bojkotowało na znak protestu izraelskie uniwersytety. Brytyjczycy nalegali też, by w całej UE wprowadzić metki dla izraelskich towarów wyprodukowanych w osiedlach żydowskich na terenach okupowanych - wtedy klienci mogliby sami zdecydować, czy chcą takie produkty kupować. Od zeszłego tygodnia supermarkety na wyspach dostały zalecenie, by takie metki stosowały. UE obarcza dodatkowymi cłami towary wyprodukowane na ziemiach okupowanych od 1967 r., ponieważ według ONZ nie należą one do Izraela i dlatego nie podlegają one umowom o bezcłowym handlu.

Ostatnio relacje całej Unii z Izraelem nie układają się najlepiej. W zeszłym tygodniu, kiedy szefowie MSZ krajów UE wydali oświadczenie, że Jerozolima powinna zostać podzielona między Żydów i Palestyńczyków, dostało się również Szwecji, która teraz przewodniczy Unii i była motorem tego oświadczenia. - Proces pokojowy na Bliskim Wschodzie to nie składanie mebelków IKEA. Potrzeba więcej niż śrubokręta i młotka, potrzeba zrozumienia i wrażliwości, których Szwedom wyraźnie brakuje - mówił jeden z członków izraelskiego rządu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':