http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Łukaszenka bierze się za internet

Andrzej Poczobut, Grodno
2009-12-16, ostatnia aktualizacja 2009-12-16 09:00

Powołanie specjalnej służby kontrolującej internet i decydującej o blokowaniu niewłaściwych stron przewiduje projekt rozporządzenia "regulującego" sieć.

Aleksander Łukaszenka
Fot. IVAN SEKRETAREV ASSOCIATED PRESS
Aleksander Łukaszenka
Prezydent Aleksander Łukaszenka zamierza kontrolować cały białoruski internet, czyli nie tylko białoruską domenę, ale wszystkie wejścia do sieci na Białorusi. Zgodnie z projektem rozporządzenia prezydenta, który wyciekł do niezależnych mediów, sieć ma nadzorować najbardziej tajemnicza komórka administracji prezydenta, która nazywa się centrum operacyjno-analityczne. A obowiązek wdrożenia ograniczeń ma spaść na dostawców internetu.

Zezwolenie na takie usługi ma wydawać osobiście Aleksander Łukaszenka. Dostawca internetu będzie zobowiązany do identyfikacji użytkowników korzystających z jego usług, co jest o tyle łatwe, że na Białorusi dostęp do sieci udostępnia państwowy monopolista firma Beltelekom.

Już wcześniej władze wprowadzały (ale po protestach Zachodu zrezygnowały) obowiązek legitymowania klientów kafejek internetowych. Kupić kartę telefoniczną na Białorusi można tylko po okazaniu dowodu tożsamości.

Na polecenie służb specjalnych lub centrum operacyjno-analitycznego dostawcy internetu będą musieli blokować dostęp do stron zawierających treści uznane za ekstremistyczne. A także prewencyjnie ograniczać dostęp do internetu, jeżeli służby uznają, że użytkownik sieci może ją wykorzystać do popełnienia przestępstwa.

- To niezwykle restrykcyjne rozporządzenie. Jeżeli wejdzie w życie w tym kształcie, to dalej od nas będzie już tylko Korea Północna - mówi "Gazecie" Aleksander Starikiewicz, redaktor naczelny gazety internetowej "Salidarnasc".

Ale eksperci wątpią w możliwość skutecznego blokowania internetu. - Będzie tak jak w ZSRR z zagłuszaniem zagranicznych stacji radiowych. Kto zechce i tak się przebije, na przykład korzystając z serwera proxy, czyli serwera umieszczonego za granicą - uważa Jurij Zisser, właściciel najpopularniejszego białoruskiego portalu TUT.by

Władze nie komentują projektu, który wyciekł do mediów. Dlatego nie wiadomo, kiedy Łukaszenka zamierza go podpisać.

Od dłuższego czasu eksperci ostrzegali, że taki dokument może się pojawić z powodu rosnącej liczby białoruskich internautów. - Internet staje się ważnym środkiem informacji - mówi Mikoła Markiewicz, redaktor naczelny internetowej gazety "Pahonia".

Jak się ocenia, z internetu korzysta co trzeci Białorusin. Najbardziej popularnymi informacyjnymi witrynami są opozycyjne Charter97.org czy Białoruski Partyzant. Sztandarowy projekt administracji prezydenta - portal informacyjny Biełaruś Siegodnia jest dopiero dziesiąty w rankingu najczęściej odwiedzanych stron informacyjnych.

W zaplanowanych na 2011 rok wyborach prezydenckich internet po raz pierwszy może odegrać ważną rolę. Politolog Aleksander Kłaskouski uważa, że właśnie dlatego władze tak się interesują "uregulowaniem internetu". Jego zdaniem informacja o projekcie rozporządzenia może być przeciekiem kontrolowanym, a władze mogą testować reakcję Zachodu na ich plan.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':