Bartosz T. Wieliński: Spór o szefową Związku Wypędzonych Erikę Steinbach w Niemczech nie gaśnie. Pana partia, wbrew koalicyjnej CDU, staje w nim po stronie Polski i nie godzi się, by Steinbach weszła do rady rządowego muzeum wypędzonych, które ma powstać w Berlinie. Czy FDP jest gotowa umrzeć za Warszawę? Michael Link: Na pewno tego nie odpuścimy. Fundacja, która będzie organizowała muzeum wypędzonych, ma w nazwie słowo "pojednanie". W jej pracach nie mogą uczestniczyć osoby, które do pojednania się nie przyczyniają. Steinbach nie tylko nie głosowała za przyjęciem przez Bundestag polsko-niemieckiego traktatu granicznego z 1990 r., ale nieustannie prowokując Polaków rozmaitymi wypowiedziami, dolewała przez lata oliwy do ognia. Związek Wypędzonych jest ważną organizacją, ma prawo do obsady trzech stanowisk w 13-osobowej radzie, ale nie mogą tam desygnować każdego. My na panią Steinbach się nie zgadzamy.
Ostatnio posłowie CDU zarzucili ministrowi spraw zagranicznych i szefowi pana partii Guido Westerwellemu, że służy polskim, a nie niemieckim interesom - To niezrozumiałe zarzuty. My domagamy się kontynuacji polityki poprzedniego rządu, który stawiał pojednanie z Polską na ważnym miejscu. Rok temu
Niemcy zasygnalizowały Warszawie, że w muzeum wypędzonych nie znajdzie się nikt, kto budziłby kontrowersje. To pozostaje w mocy. Jeśli CDU ma z tym problem, to ich sprawa. W niemieckim interesie jest utrzymywanie jak najlepszych stosunków z Polską, bo obok Francji to nasz główny partner w Unii Europejskiej. Nie można ich zepsuć, by przeforsować jedną osobę do jakiegoś gremium.
W Polsce Erika Steinbach jest jednym z najbardziej rozpoznawanych niemieckich polityków. - Ale w Niemczech nie jest politykiem z pierwszego szeregu. Stoi na czele Związku Wypędzonych, ale awantury, które wszczyna, nie służą Związkowi najlepiej. Z samego Związku i CDU dochodzą sygnały rozczarowania. Wokół jej sprawy w Niemczech i w Polsce narosło zbyt wiele emocji, a emocje w polityce nie są dobrym doradcą.
Emocje są stąd, że Steinbach robi z Polaków zbrodniarzy, którzy wypędzali niewinnych Niemców. - Powojennych wypędzeń nie można rozpatrywać w oderwaniu od wojny, od napaści na Polskę, ludobójstwa. Wypędzeni byli ostatnią ofiarą Hitlera oraz Stalina, który usankcjonował ich bezprawne deportacje. Polsce nie można stawiać takich zarzutów, bo po wojnie była sterowana przez Moskwę. Wierzę, że gdyby Polacy byli wówczas wolnym narodem, do wypędzeń na taką skalę by nie doszło.
Guido Westerwelle, odkąd został ministrem spraw zagranicznych, zapowiada, że chce, by stosunki z Polską były tak dobre jak z Francją. Na razie brakuje konkretów - Wkrótce się pojawią. Przede wszystkim potrzebujemy regularnych konsultacji między rządami i między parlamentami. To konieczność, bo teraz, gdy wszedł w życie traktat lizboński, kraje nie będą mogły się wetować. Trzeba będzie się dogadywać, montować koalicję. Polska i Niemcy są w wielu kwestiach naturalnymi sojusznikami.
Ożywimy trójkąt weimarski. Na wiosnę zorganizujemy np. spotkanie komisji europejskich Sejmu, Bundestagu i francuskiego Zgromadzenia Narodowego.
Nam, niemieckim liberałom, do Warszawy jest najbliżej. Po pierwsze, nasze gospodarki są ze sobą bardzo ściśle związane. Po drugie, w Polsce państwo od lat funkcjonuje właśnie w duchu liberalnym. We Francji, Włoszech czy Hiszpanii mamy zaś mniejszy lub większy interwencjonizm państwowy.
Proszę też pamiętać, że wiceministrem spraw zagranicznych została wiceszefowa FDP Cornelia Pieper, polityk, który doskonale zna wasz kraj i mówi po polsku. Jej naprawdę zależy, by Polska była na samej górze niemieckich priorytetów.
Czy stosunki z Moskwą dalej będą tak zażyłe jak za poprzedników ministra Westerwellego? - Teraz Niemcy będą rozmawiać z Rosją jednym głosem z Europą. Będziemy opowiadać się za demokracją, państwem prawa i poszanowaniem praw człowieka.
Nie jesteśmy bezsilni.
Rosja nas potrzebuje - naszych technologii, pieniędzy. Wbrew Europie nie będzie odgrywać ważnej roli na globalnej scenie. Rosja musi też szanować niezawisłość byłych republik ZSRR.
Bardzo ważne jest to, by Rosjanie, ale też i Ukraińcy uświadomili sobie, że niedopuszczalne jest to, by powtórzyła się sytuacja z początku roku, gdy przez ich konflikt gazowy pół Europy nie miało gazu. Gdyby doszło do powtórki, Europa musi wyciągnąć konsekwencje.
Ważnym polem współpracy będzie europejska polityka energetyczna. Moja partia nie jest zachwycona, że Niemcy do spółki z Gazpromem budują gazociąg Nord Stream. To spadek po poprzednikach. Chcemy, by równolegle powstawały nowe gazociągi, w tym Nabucco, który ma do Europy dostarczyć gaz z obszaru Morza Kaspijskiego.
W czerwcu ówczesny szef MSZ Frank-Walter Steinmeier z SPD poleciał z ministrem Radosławem Sikorskim do Kijowa, by wspólnie nakłaniać Ukraińców do przyspieszenia reform. Czy za Westerwellego też będą się odbywać podobne misje? - Jestem przekonany, że tak, ale wspólne
podróże nie zaczną się od razu. Steinmeier i Sikorski nie pogodzili ze sobą Ukraińców, ale osiągnęli wiele. Pokazali Europie, że Polska i Niemcy to sprawdzeni partnerzy, którzy potrafią wspólnie wziąć odpowiedzialność za najistotniejsze dla UE kwestie. Do nich należą także stabilność i reformy na Ukrainie.