http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Żołnierze nie chcą na wojnę

Marcin Górka
2009-12-15, ostatnia aktualizacja 2009-12-15 12:54

Śmigłowiec 6. Brygady Desantowo-Szturmowej
Śmigłowiec 6. Brygady Desantowo-Szturmowej
Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta

Wyjazdu do Afganistanu odmówił m.in. dowódca strzelców podhalańskich z Rzeszowa gen. Tomasz Bąk. - Z góry poszedł bardzo zły przykład - mówi "Gazecie" wysoki oficer WP

Formalnie procedura kompletowania kontyngentu na misję wygląda tak: rozkaz wysłania "zwartego" pododdziału, np. batalionu czy kompanii, dostaje dowódca jednostki. I musi go wypełnić.

Ale jego żołnierze muszą się zgodzić na wyjazd na misję zagraniczną, podpisując za każdym razem tzw. oświadczenie woli. Zasadę tę wprowadził jeszcze w 2003 r., przed wysłaniem naszej armii do Iraku, ówczesny szef MON Jerzy Szmajdziński. By społeczeństwo dostało jasny sygnał, że Polska nikogo na wojnę przymusowo nie wysyła. Wcześniej takiego problemu w ogóle nie było, bo do wyjazdu na misje pokojowe ONZ ustawiały się kolejki chętnych żołnierzy.

I choć po decyzji Szmajdzińskiego zdarzały się przypadki odmowy wyjazdu na wojnę, to - jak mówi nasz informator w dowództwie polskiej armii - były "incydentalne".

Ostatnio sytuacja zaczęła się zmieniać. - Chodzi przede wszystkim o saperów - mówi nasz rozmówca. - Policzyli sobie, że na 15 zabitych w Afganistanie zginęło aż siedmiu saperów, bo to oni jadą na czele każdego patrolu. Przekonali się, że misja zagraniczna to nie tylko możliwość zarobienia niezłych pieniędzy [starszy szeregowy, który jeździ w patrolach, może zarobić dodatkowo nawet 7 tys. zł miesięcznie], ale także coraz większe ryzyko.

Wyjazdu odmówili np. saperzy z 5. Pułku Inżynieryjnego w Szczecinie. Na wiosenną, siódmą zmianę do Afganistanu jednostka ma wystawić setkę żołnierzy. Najpierw miejsca zostały zapełnione, ale kiedy trzech saperów zginęło w trakcie zakończonej już piątej zmiany, kilkunastu żołnierzy się wycofało.

- Chłopaki przemyśleli sprawę. Rodziny nie pozwalają im podjąć takiego ryzyka. Moja żona też mnie do Afganistanu na pewno nie puści - opowiada nam jeden z żołnierzy ze Szczecina.

Dowództwo Wojsk Lądowych wysłało do jednostki oficerów, by porozmawiali z rezygnującymi żołnierzami. - Część zdecydowała, że jednak wyjedzie. Dowiedzieli się, że jeśli odmówią, nie będą mieli czego w armii szukać - ujawnia nasz rozmówca.

- Skompletujemy tę zmianę - zapewnia jednak rzecznik 5. Pułku Inżynieryjnego mjr Zbigniew Kosztowny. Ale Dowództwo Wojsk Lądowych postanowiło już, że na dwie kolejne zmiany do Afganistanu saperzy ze Szczecina nie będą wyjeżdżali. Dowództwo poszuka chętnych gdzie indziej.

To niejedyny taki przypadek. Jak się dowiedzieliśmy, z wyjazdu na misję zrezygnowało też kilku żołnierzy z 21. Brygady Strzelców Podhalańskich z Rzeszowa. Bo jesienią odmówił wyjazdu - jak wyjaśniał "z powodów osobistych" - ich dowódca gen. Tomasz Bąk. Zaraz potem, po wyraźnej sugestii ludzi ze Sztabu Generalnego i kolegów generałów, odszedł do cywila. A w wieku 43 lat był najmłodszym generałem w Wojsku Polskim.

- Z góry poszedł bardzo zły przykład - przyznaje jeden z polskich dowódców.

Nasz rozmówca podkreśla: te przypadki to "sygnał alarmowy".

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że najwyżsi rangą polscy dowódcy, m.in. wojsk lądowych gen. Tadeusz Buk i szef Sztabu Generalnego WP gen. Franciszek Gągor, chcieliby zlikwidować zasadę "oświadczenia woli" żołnierzy.

- Kiedy ktoś zostaje żołnierzem zawodowym, nie może sobie wybierać: tu wyjadę, a tam nie - podkreśla jeden z dowódców. - Ma wykonywać rozkazy - uważa jeden z dowódców.

Ale MON nie zamierza zmieniać zasad wysyłania żołnierzy do Afganistanu.

- Misje stają się coraz bardziej niebezpieczne, więc żołnierz musi tam jechać z własnej, nieprzymuszonej woli - mówi "Gazecie" szef MON Bogdan Klich. Jednak grozi palcem. - Jeśli żołnierze zgadzają się, a potem rezygnują z wyjazdu, to bardzo źle o nich świadczy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 193 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    85 głosów