http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kobiety nie tylko na okrasę!

Agnieszka Graff, Piotr Pacewicz
2009-12-14, ostatnia aktualizacja 2010-08-11 23:10

My, niżej podpisani - jeden redaktor i jedna pisarka - (parytetowo: po 50 proc. mężczyzn i kobiet) apelujemy do Ciebie: jeżeli chcesz poprawić ten świat i oddać kobietom trochę sprawiedliwości, podpisz projekt ustawy. I zbierz jak najwięcej podpisów.

ZOBACZ TAKŻE
Jest nas - zwolenników parytetu na listach wyborczych - większość: 70 proc. Polek i 52 proc. Polaków. Pod obywatelskim projektem parytetowej ustawy zbieraliśmy podpisy na ulicy, w galeriach handlowych, muzeach. Szło dobrze, zwłaszcza wśród kobiet. Trudniejsi byli mężczyźni 35 - 40-letni ("a może byście wprowadzili parytet wśród górników"), choć czasem delegowali żonę do podpisu.

Naruszenie demokracji? "Każdy ma prawo kandydować do władz. Kobiety nie są dyskryminowane. Demokracja, jaką się cieszymy, posługuje się zasadą większości. Niechże kobiety z tego instrumentu korzystają i nie próbują zastąpić go ograniczeniem wolności wyboru". Tę myśl bp. Tadeusza Pieronka o "wypaczeniu zasad demokracji" czy "naruszeniu naturalnego procesu" słyszeliśmy od wielu przechodniów.

A przecież parytet miałby dotyczyć wyłącznie list wyborczych. Wybór należy do obywateli. A połowa miejsc dla kobiet nie jest wypaczeniem demokracji, lecz raczej usunięciem wypaczenia - utrwalonej przez tradycję politycznej dominacji mężczyzn. Pilnują jej partyjni liderzy (mężczyźni), psując demokrację i utrudniając nam wybieranie kobiet. Dobierają na listy kolegów z klucza politycznego lub biznesowego, dorzucając na okrasę ze dwie, trzy kobiety ("no wiecie, żeby była lekarka albo studentka, tylko, rozumiecie, laska, no i biznesmenka, jak tam jakąś macie").

Parytet na listach to przejście od kobiety jako ozdoby do kobiety jako podmiotu. Rzeczywiście, jest to rodzaj korekty systemu, by przyspieszyć proces równania szans. Czy warto przyspieszać? Naszym zdaniem warto.

Męskie sprawy? Parytet sprawia, że kobiety zaczynają się czuć w sferze publicznej u siebie. Koniec z zostawianiem polityki mężczyznom, bo to "męskie sprawy". Zmienia się skład parlamentu, zmienia się atmosfera wokół kwestii równościowych. Tak było we Francji, w Grecji, w krajach skandynawskich.

Różnie, z przewagą patriarchatu. Trochę to widać przy zbieraniu. Odmawiając nam podpisu, kobiety mówiły: "Ja się nie mieszam do polityki". Panowie mają masę do powiedzenia. Justyna, młoda naukowiec, zbierała podpisy w jednym z supermarketów. Z pary kupujących częściej odpowiadał on, ona milczała. Mówił "nie" w imieniu własnym i żony.

Justyna: -To ja do niej: "A może pani podpisze?". Na to mąż: "Jeszcze by mi spróbowała".

Sejm bardziej kobiecy? Więcej kobiet na listach to szansa na więcej kobiet w Sejmie, a to szansa na więcej empatii i tolerancji.

A zresztą, jak będzie mniej miejsc dla mężczyzn, to może partie wstawią tych lepszych?

Parytet to także większe uwrażliwienie parlamentu na prawa i interesy kobiet. Umowne hasło: więcej żłobków, mniej stadionów. Mądra i skuteczna polityka prorodzinna oznacza dziś przepisy, które ułatwiają kobietom awans i pomagają im nie tracić pracy, gdy rodzą dzieci. A im więcej pracujących kobiet, tym więcej rodzi się dzieci - takie są statystyki.

W wieku studenckim kształci się aż 58 proc. Polek i tylko 38 proc. Polaków, ale kariera zawodowa kobiet załamuje się gwałtownie wraz z urodzeniem pierwszego dziecka. Dlatego kobiety nie chcą rodzić. Sejm bardziej kobiecy to także ratunek przed demograficzną katastrofą.

Drogie kobiety, kochani mężczyźni (lub odwrotnie), równość się sama nie zrobi, podpisy się same nie zbiorą.

Choć pomysł cieszy się poparciem, lekko licząc, 15 milionów Polaków, możemy nie zebrać 100 tys. podpisów. Dlatego prosimy każdego i każdą z was: Wydrukuj z internetu (wyborcza.pl i kongreskobiet.pl) arkusz do zbierania podpisów. Podpisz się i zbierz, ile się da podpisów: w domu, pracy i sąsiedztwie. Listy z podpisami wyślij na adres: Kongres Kobiet Polskich, ul. Noakowskiego 4 lok. 8, 00-666 Warszawa. Uwaga! Masz mało czasu. Listy trzeba zgromadzić do 20 grudnia!

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':