Premier Silvio Berlusconi został ugodzony w twarz po wiecu na placu przed katedrą w Mediolanie. Krwawiącego szefa włoskiego rządu odwieziono natychmiast do szpitala.
Fot. STRINGER/ITALY REUTERS
Mediolan. Zdjęcie wykonane zaraz po ataku na Berlusconiego w 2009 roku
Fot. STRINGER/ITALY REUTERS
Zakrwawiony premier Włoch Silvio Berlusconi
Fot. TG3
Na zdjęciu stopklatka z materiału na żywo w TG3 - Silvio Berlusconi zaraz po...
Premier zszedł z trybuny i skierował się do swych sympatyków, gdy ze stojącej w pobliżu grupki kontestatorów odłączył się 42-letni mężczyzna, który wspiąwszy się na barierkę, uderzył go w twarz najprawdopodobniej statuetką mediolańskiej katedry. Świadkowie mówią o krwi z wargi i nosa. Nie potwierdzono pogłosek o tym, by Berlusconi osunął się po ciosie na ziemię.
Premiera, po przewiezieniu do szpitala, poddano tomografii. Stwierdzono obrażenia twarzy, duży ubytek krwi i uszkodzenie dwóch przednich zębów. Berlusconi pozostanie przez najbliższą dobę na obserwacji. Słyszano, jak wrozmowie z lekarzami miał powiedzieć, że czuje się dobrze.
Napastnik to Massimo Tartaglia, ma 42 lata i jest niekarany. Ustalono natomiast, że cierpi na zaburzenia psychiczne i leczy się od 10 lat.
To nie pierwsza napaść na włoskiego premiera. W Sylwestra 2004 roku zaatakowany został przez młodego mężczyznę, który zamachnął się na niego stojakiem do aparatu fotograficznego na Piazza Navona w Rzymie. Po wymianie listów z rodzicami napastnika, Berlusconi puścił sprawę w niepamięć.