http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kontyngent bez skrzydeł

Marcin Górka
2009-12-14, ostatnia aktualizacja 2009-12-14 08:59

Bez szybkiego transportu lotniczego w prowincji Ghazni (o powierzchni województwa warmińsko-mazurskiego) nasi żołnierze nie będą mogli skutecznie walczyć. Na zdjęciu polski patrol. Wrzesień 2009 r.
Bez szybkiego transportu lotniczego w prowincji Ghazni (o powierzchni województwa warmińsko-mazurskiego) nasi żołnierze nie będą mogli skutecznie walczyć. Na zdjęciu polski patrol. Wrzesień 2009 r.
Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta

Polskie wojsko w Afganistanie, choć będzie liczniejsze, nie ma co liczyć na dodatkowe śmigłowce. Armia ma nawet poważny kłopot z zastąpieniem maszyn, które zostały zniszczone

Półtora tygodnia temu w polskiej bazie w Ghazni rozbił się szturmowy śmigłowiec Mi-24. Podczas tego "awaryjnego lądowania" - tak zostało to zakwalifikowane przez wojsko - tylko cudem żaden z obecnych na pokładzie siedmiu żołnierzy poważnie nie ucierpiał. Zniszczona została za to cała zasadnicza konstrukcja maszyny: wirnik, statecznik i wał główny.

- Co się stało, wyjaśnia specjalna komisja. Może okaże się, że jakieś części da się jeszcze wykorzystać, ale najprawdopodobniej maszyna zostanie w całości skasowana - mówi mjr Mirosław Ochyra z Dowództwa Operacyjnego polskiej armii.

W ten sposób z sześciu śmigłowców szturmowych Mi-24, które nazywa się "latającymi czołgami", polskim żołnierzom w Afganistanie zostały tylko cztery. Cztery, bo poprzedni śmigłowiec rozbił się w lipcu. Był ostrzelany przez talibów i przeciążony, dlatego nie zdołał wylądować.

Teraz nasi żołnierze dysponują jedynie czterema Mi-24 i czterema transportowymi śmigłowcami Mi-17. Eksperci podkreślają, że to za mało, a te maszyny, które jeszcze latają, mają mocno zużyte silniki. Długo nie posłużą.

Od kwietnia nasze siły w Afganistanie będą liczyć 2,6 tys. żołnierzy. Jak ustaliliśmy - według standardów NATO - przy takiej liczebności i obszarze prowincji Ghazni, którą kontrolujemy (wielkością odpowiada województwu warmińsko-mazurskiemu), powinniśmy posiadać znacznie więcej śmigłowców. Minimum, które armia musi mieć do prowadzenia operacji i wsparcia, to 10-12 śmigłowców bojowych i 6-8 transportowych. My mówimy o minimach, a Amerykanie w każdej z sąsiednich prowincji dysponują ok. 30 śmigłowcami.

Polacy dodatkowych maszyn jednak nie dostaną.

- Będziemy tylko uzupełniali straty i wymieniali zużyte maszyny, nie będzie dodatkowego wsparcia dla naszych sił w Ghazni - mówi "Gazecie" wysokiej rangi oficer z dowództwa polskiej armii. - Mi-24 zużywają się tak szybko jak w Iraku: wirniki, filtry, silniki. Mamy trochę śmigłowców w Polsce, ale nie w wersji "afgańskiej". Dlatego są kłopoty nawet z zastąpieniem tych dwóch zniszczonych maszyn, więc co tu wspominać o zwiększeniu ich liczby. Śmigłowce Mi-24W w wersji "afgańskiej" mają mocniejsze silniki. Są też wyposażone w systemy umożliwiające nocne loty i systemy samoobrony - w razie ataku rakietowego śmigłowiec wypuszcza gaz, który myli czujnik pocisku.

Nie lepsza sytuacja jest ze śmigłowcami transportowymi. Jak się dowiedzieliśmy, obiecane przez rząd w "pakiecie afgańskim" cztery śmigłowce Mi-17 w rzeczywistości wcale nie będą dodatkowymi maszynami. Zastąpią tylko pod koniec roku te, które latają teraz.

- To wszystko maszyny z lat 80. - mówi ekspert techniki wojskowej Grzegorz Hołdanowicz. - Żywotność mają przewidzianą na 15 lat, więc ich czas się kończy. W ogóle całej polskiej flocie śmigłowców jest już bliżej niż dalej do końca żywota.

Nieco lepiej jest z pojazdami lądowymi, które mają Polacy. Jak udało się nam ustalić, w tej chwili polska armia w Ghazni dysponuje 84 kołowymi transporterami opancerzonymi Rosomak, w tym kilkoma w wersji ewakuacji medycznej (nie do walki). Oprócz tego mają pożyczone od Amerykanów pojazdy typu MRAP. Ale wbrew zapewnieniom szefa MON Bogdana Klicha to nie 31, ale nieco ponad 20 pojazdów (sześć MRAP-ów zostało zniszczonych). Minister już kilkakrotnie prosił amerykańskiego sekretarza obrony o kolejne wozy, ale dostaje tę samą odpowiedź: amerykańska armia musi zaspokoić własne potrzeby.

Według naszych informacji do wiosny przyszłego roku wojsko w Afganistanie dostanie jeszcze 20 rosomaków. Czy to wystarczy?

- Kiedy jest "gorąco", co trzeci stoi w serwisie albo czeka na naprawę, bo prawie połowa naszych patroli najechała na minę-pułapkę - mówi nam jeden z bielskich komandosów, którzy wrócili niedawno z Afganistanu.

Szef sztabu generalnego WP gen. Franciszek Gągor przyznał nawet, że latem, gdy talibowie atakowali najsilniej, Polacy tracili jednego rosomaka tygodniowo.

- Wtedy nie ma czym jeździć. Bywało już tak, że na patrole wysyłano nas w hummerach, bo nie było rosomaków. A kolejna zmiana będzie przecież liczniejsza - dodaje komandos z Bielska-Białej.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 74 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':