http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Obama: Jak skromne są moje osiągnięcia

Barack Obama
2009-12-11, ostatnia aktualizacja 2009-12-10 22:27

Nie mam ostatecznych rozwiązań dla problemów, jakie niesie ze sobą wojna. Musimy jednak zacząć od uznania niełatwej prawdy, że za naszego życia nie uda nam się wyeliminować nacechowanych przemocą konfliktów - mówił prezydent USA odbierając pokojowego Nobla

Barack Obama z żoną Michelle wczoraj w Oslo
Fot. POOL REUTERS
Barack Obama z żoną Michelle wczoraj w Oslo
Przyjmuję tę nagrodę z głęboką wdzięcznością i w wielkiej pokorze. Nie mogę pominąć kontrowersji, jakie wzbudziła państwa decyzja. Po części stało się tak dlatego, że jestem u początku, nie zaś u końca mojej pracy na arenie światowej.

Porównanie do wielkich postaci historycznych, które otrzymały to wyróżnienie - Schweitzera, Kinga, Marshalla i Mandeli - pokazuje, jak skromne są moje osiągnięcia. Co więcej, żyją dziś na świecie ludzie bici i więzieni za walkę o sprawiedliwość, wielu działa w organizacjach humanitarnych niosących pomoc cierpiącym, są wreszcie miliony anonimowych osób, których cicha odwaga i poświęcenie imponują najzagorzalszym nawet cynikom. Nie sposób sprzeciwiać mi się opinii, że ludzie ci - czasem znani ogółowi, czasem nieznani nikomu poza tymi, którym pomagają - o wiele bardziej zasługują na tę nagrodę niż ja.

Być może jednak najważniejszą okolicznością towarzyszącą przyznaniu mi tego wyróżnienia jest to, że jestem naczelnym wodzem kraju toczącego dwie wojny. Jedna z tych wojen już cichnie, drugiej zaś Ameryka wcale nie pragnęła, ale wraz z 43. innymi państwami prowadzimy ją po to, by bronić siebie i inne kraje przed dalszymi atakami.

Prowadzimy zatem wojnę, a ja jestem odpowiedzialny za wysyłanie tysięcy młodych Amerykanów na walkę toczoną w odległym kraju. Niektórzy z nich będą zabijać. Niektórzy z nich zginą.

Wojna rzadko jest sprawiedliwa

Przemawiam tu z pełną świadomością kosztów, jakie niesie ze sobą konflikt zbrojny. Dręczą mnie przy tym trudne pytania na temat związków pomiędzy wojną a pokojem.

Nie są to pytania nowe. Wojna, w takiej czy innej postaci, pojawiła się wraz z zaistnieniem człowieka. W trakcie swej historii ludzkość wypracowała koncepcję "wojny sprawiedliwej", spełniającej kilka warunków. Jest to działanie podejmowane w ostateczności lub w samoobronie, zastosowane środki są proporcjonalne do okoliczności, a przemoc nie dotyka ludności cywilnej, jeśli to tylko możliwe.

Warunki te rzadko bywały spełniane. Wojny pomiędzy armiami utorowały drogę wojnom pomiędzy narodami - wojnom totalnym, w których zatarło się rozgraniczenie na armię i ludność cywilną. Choć trudno wyobrazić sobie rzecz bardziej sprawiedliwą niż pokonanie III Rzeszy i państw Osi, II wojna światowa okazała się konfliktem, który pochłonął dwukrotnie większą liczbę cywilów niż żołnierzy.

Nie mam ostatecznych rozwiązań dla problemów, jakie niesie ze sobą wojna. Musimy jednak zacząć od uznania niełatwej prawdy, że za naszego życia nie uda nam się wyeliminować nacechowanych przemocą konfliktów.

Mówię to, mając w pamięci słowa wypowiedziane przed wieloma laty przez Martina Luthera Kinga podczas tej samej ceremonii: "Przemoc nigdy nie przynosi trwałego pokoju; nie rozwiązuje też żadnych problemów społecznych, jedynie wywołuje nowe i bardziej złożone". Jako osoba, która może tu dziś stać dzięki działaniom doktora Kinga, stanowię żywe świadectwo moralnej siły tkwiącej w powstrzymywaniu się od stosowania przemocy. Wiem, że nie ma nic słabego, nic biernego i nic naiwnego w przekonaniach i postawach Gandhiego i Kinga.

Jako głowa państwa nie mogę się kierować wyłącznie ich przykładem i pozostawać bezczynnym w obliczu zagrożeń czyhających na Amerykanów. Nie ma wątpliwości, że zło na świecie istnieje. Ruch, któremu przyświecałyby ideały niestosowania przemocy, nie byłby w stanie powstrzymać Hitlera. Negocjacje nie skłonią przywódców Al-Kaidy do złożenia broni.

Odnoszę się do tych kwestii, ponieważ obywatele wielu krajów żywią dziś mieszane uczucia co do działań militarnych, i to niezależnie od sprawy, w jakiej są one podejmowane. Czasami towarzyszy temu podejrzliwość wobec Ameryki, jedynego dziś mocarstwa światowego. Obojętnie jakie błędy żeśmy popełnili, jedno jest jasne: dzięki przelewanej przez naszych obywateli krwi i sile naszych wojsk USA pomogły utrzymywać bezpieczeństwo globalne przez ponad sześć dekad. Dzięki poświęceniu i ofiarności naszych mężczyzn i kobiet w mundurach pokój i pomyślność mogły szerzyć się od Niemiec po Koreę, a demokracja zapanowała w miejscach takich jak Bałkany.

Ponosiliśmy ten ciężar nie dlatego, że chcieliśmy narzucić innym naszą wolę. Czyniliśmy to w imię oświeconego interesu własnego. Pragnęliśmy zapewnić naszym dzieciom i wnukom lepszą przyszłość, wierząc, że ich los będzie lepszy, jeśli dzieci ludzi mieszkających w innych państwach też będą mogły żyć w pokoju i dobrobycie.

Nie zrezygnujemy z naszych wysiłków na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa globalnego. Jednak w świecie, w którym zagrożenia są coraz powszechniejsze, a zadania coraz bardziej złożone, Ameryka nie może działać sama. Prawda ta odnosi się do Afganistanu czy upadłych państw jak Somalia, gdzie do terroryzmu i piractwa dołączają ponadto głód i cierpienie ludności. Co smutniejsze, w nadchodzących latach dalej będzie to prawdą w niestabilnych regionach świata.

Przywódcy i żołnierze z państw NATO, jak również inni nasi przyjaciele i sojusznicy, dają świadectwo tej prawdzie swoim zaangażowaniem i odwagą okazywanymi w Afganistanie. Pokój wymaga odpowiedzialności. Pokój pociąga za sobą ofiarę. Z tej racji istnienie NATO jest nadal niezbędne. Dlatego też powinniśmy wzmocnić ONZ-owskie i regionalne siły pokojowe, nie zrzucając wykonania tego zadania na kilka tylko państw.

Jeśli zastosowanie siły jest nieuniknione, mamy moralny i strategiczny interes w przestrzeganiu przez nas samych określonych zasad postępowania. Nawet jeśli przychodzi nam zmierzyć się z przeciwnikiem lekceważącym wszelkie reguły, to wierzę, że USA stanowić będą przykład, jak prowadzić działania wojenne. To bowiem odróżnia nas od tych, z którymi walczymy. Z tego powodu zakazałem stosowania tortur i poleciłem zamknąć więzienie w Guantanamo. Dlatego też potwierdziłem spoczywające na Ameryce zobowiązanie do przestrzegania konwencji genewskich.

Dlaczego musimy walczyć

Mówiłem o pytaniach, które musimy mieć w pamięci i które ciążą nam na sercu, gdy decydujemy się prowadzić wojnę. Chciałbym teraz skoncentrować się na wysiłkach podejmowanych w celu unikania w przyszłości tego rodzaju tragicznych wyborów i odnieść się do trzech środków, dzięki którym możemy zaprowadzić sprawiedliwy i trwały pokój.

Po pierwsze, uważam, że w kontaktach z państwami łamiącymi zasady i prawa musimy wypracować alternatywne do przemocy sposoby zmuszania ich do zmiany swego postępowania. Jeśli bowiem pragniemy trwałego pokoju, to słowa wypowiadane przez społeczność międzynarodową powinny mieć swoją wagę. Rządy łamiące zasady powinny zostać pociągnięte do odpowiedzialności. Sankcje muszą pociągać za sobą konkretne koszty. Nieustępliwość musi wywoływać coraz większą presję, a tę można skutecznie wywierać tylko wtedy, gdy świat się zjednoczy.

Jednym z takich pilnych problemów jest zapobieżenie rozprzestrzenianiu się broni atomowej i próba zbudowania świata wolnego od zagrożenia nuklearnego. W połowie ubiegłego wieku państwa zgodziły się zawrzeć jasno brzmiący traktat: wszyscy mają prawo dostępu do pokojowego wykorzystania energii atomowej, kraje nieposiadające broni nuklearnej nie będą dążyły do jej skonstruowania, a mocarstwa atomowe rozpoczną prace nad rozbrojeniem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':