Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Ugandyjscy posłowie jeszcze w tym roku chcą przyjąć ustawę antyhomoseksualną - najbardziej restrykcyjną na świecie. Nic nie powinno im w tym przeszkodzić. Pierwsze czytanie projektu odbyło się w listopadzie. Projekt zgłosił poseł David Bahati z rządzącego Narodowego Ruchu Oporu, mającego w parlamencie zdecydowaną większość.
Ustawę musi podpisać prezydent Yoweri Kaguta Museveni, ale również on nie powinien sprawiać kłopotów. Może sprzeciwić się szczegółom, by załagodzić oburzenie Zachodu, ale w sprawie konieczności zwalczania homoseksualizmu zgadza się z posłami.
-
Homoseksualizm jest sprzeczny z wolą bożą - powtarza Museveni. Homoseksualizm już dziś jest w Ugandzie przestępstwem, za które grozi 14 lat więzienia. Według nowego prawa karą za homoseksualizm będzie dożywocie, zaś wyrokami śmierci karani będą uprawiający seks nosiciele HIV - a także dopisani przy okazji do projektu ustawy pedofile oraz osoby współżyjące z upośledzonymi.
Pięć lat więzienia grozić będzie za "rozpowszechnianie i promocję" homoseksualizmu, siedem lat - za występowanie w obronie praw homoseksualistów.
Nowe prawo nałoży na obywateli Ugandy obowiązek informowania policji o wszelkich przejawach homoseksualizmu. Za uchybienie temu obowiązkowi grozić będą trzy lata więzienia, także członkom rodzin gejów. Na siedem lat pójdzie do więzienia osoba, która wynajmie homoseksualiście dom lub mieszkanie. A gdy Ugandyjczycy dopuszczą się aktu homoseksualnego za granicą, rząd będzie występował o ich ekstradycję.
W ponad połowie krajów Afryki homoseksualizm jest przestępstwem. W Somalii, Mauretanii i niektórych częściach Nigerii, gdzie obowiązuje muzułmańskie prawo koraniczne, homoseksualiści są wieszani lub kamienowani. Nawet w krajach takich jak Gwinea czy Namibia, gdzie nie ma prawa ścigającego jednopłciowe stosunki, są one społecznie potępiane.
Jako wróg homoseksualistów zasłynął m.in. prezydent
Zimbabwe Robert Mugabe, który stwierdził kiedyś, że homoseksualiści "są gorsi niż psy i świnie, są wybrykiem natury i obrazą godności ludzkiej".
Z całej Afryki tylko w RPA dozwolone są homoseksualne stosunki i związki. Decyzja południowoafrykańskich władz wywołała u sąsiadów zdumienie, a gazeta "Le Pays" z Burkina Faso zastanawiała się, czy RPA w ogóle można jeszcze uważać za kraj afrykański.
Pod względem wrogości do homoseksualizmu Uganda od lat zaliczała się do czołówki kontynentu. Wysforowała się na pierwsze miejsce pod rządami Museveniego, choć jest on wychwalany na Zachodzie jako władca dobry i sprawiedliwy.
Museveni jako jeden z pierwszych prezydentów w Afryce już na początku lat 90. podjął - i to skutecznie - wojnę z AIDS. Wpierw zachęcał poddanych do używania prezerwatyw, z czasem, wraz z żoną Janet, stanął na czele kampanii na rzecz seksualnej wstrzemięźliwości i wierności małżeńskiej. W rezultacie w Ugandzie, gdzie 20 lat temu na AIDS chorował co piąty obywatel, dziś choruje jedynie co 20.
Sukcesy Museveniego zwróciły uwagę pastorów z konserwatywnych ewangelickich Kościołów z
USA, którzy w latach 90. ruszyli do Afryki, by walczyć o dusze Afrykanów. Ich potężnym sojusznikiem okazał się prezydent George W. Bush i jego ministrowie, którzy rozdzielali amerykańską pomoc na walkę z AIDS w Afryce.
Kaznodzieje zza oceanu przestrzegali Afrykanów przed zachodnim liberalizmem i dekadencją, których wynaturzeniem było według nich zrównanie homoseksualistów w prawach z heteroseksualistami. W wyniku działalności ewangelickich Kościołów homoseksualistów z pomocy USA wykluczono.
W Afryce pastorzy znaleźli wielu wyznawców, szczególnie wśród politycznych przywódców takich jak Mugabe. Według prezydenta Zimbabwe homoseksualizm w ogóle przywlekli do Afryki biali kolonizatorzy. - I zostawmy go białym - podkreśla.
W Ugandzie kampanią przeciwko homoseksualistom kieruje minister ds. moralności James Nsaba Buturo, pobożny członek jednego z Kościołów ewangelickich. Ostrzega on obywateli przed upadkiem moralnym i próbuje zakazać kobietom noszenia krótkich spódniczek jako wodzących mężczyzn na pokuszenie.
Rok temu Buturo zaczął przekonywać, że homoseksualizm jest chorobą, groźną i zaraźliwą, ale dającą się wyleczyć, jeśli tylko ofiara podda się kuracji. Twierdzi, że sam opiekuje się sześcioma uzdrowionymi homoseksualistami.
- Homoseksualizm jest zagrożeniem dla ludzkiej cywilizacji. Kto będzie mieszkał w Ugandzie za 20 lat, jeśli wszyscy staniemy się homoseksualistami, którzy się nie rozmnażają, lecz werbują młodzież do swojego grona - mówi Buturo. - Nawet zwierzęta tak nie zachowują się tak jak oni.
Wiosną Buturo zorganizował w Kampali wielką konferencję o homoseksualizmie. Przybyli na nią m.in. pastorzy Scot Lively, Don Schmierer i Caleb Lee Brundidge z USA, a także miejscowy kaznodzieja Stephen Langa - wszyscy wyznający teorię, że homoseksualizm jest śmiertelną, lecz uleczalną chorobą. Na konferencji wielebny Langa zebrał tysiące podpisów pod petycją do władz, by zaostrzyć przepisy antygejowskie. I tak odpowiedni projekt trafił do parlamentu.
- Chodzi nam nie o zwalczanie, lecz o ratunek homoseksualistów, których miłujemy jako bliźnich - tłumaczy Langa. - Zachód, który przyzwala na homoseksualizm, wkrótce przekona się, jak bardzo jest groźny. My, tu w Afryce, wolimy żyć w szałasach, ale przyzwoicie, niż w drapaczach chmur wśród homoseksualistów.
Ugandyjska ustawa już wywołała oburzenie na Zachodzie. ONZ, USA,
Kanada, Wlk. Brytania i
Szwecja zażądały wyrzucenia projektu do kosza. Kampali zapowiada jednak, że ustawa zostanie uchwalona, a owe naciski to przejaw neokolonializmu.
Kilka dni temu minister Buturo zapewnił w wywiadzie dla "Guardiana", że Uganda nie wyrzeknie się walki z homoseksualizmem nawet jeśli oznaczać to będzie utratę zachodniej pomocy. - Nasi przywódcy muszą zdecydować, czy słuchają głosu swego ludu, czy rozkazów z Nowego Jorku - mówi Buturo. - Prawa człowieka też mają swoje granice.