http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Seelan zawodowiec. Czy to koniec Tamilskich tygrysów?

Adam Golec
2009-12-11, ostatnia aktualizacja 2009-12-09 12:22

Rozkaz to rozkaz. Tak nas przez lata szkolono Miałem 19 lat, kiedy zabiłem brata

Seelan - jeszcze Tamilski Tygrys
Fot. repr. Adam Golec
Seelan - jeszcze Tamilski Tygrys
Oficjalne otwarcie drogi pod Muturem, miastem na wschodnim wybrzeżu Sri Lanki. Seelan odbiera telefon od Prabhakarana, przywódcy Tamilskich Tygrysów. Nokia 1011 ma wielkość połowy cegły. Prabhakaran przekazuje mu rozkaz: ma dokonać samobójczego ataku na ministra rozwoju ówczesnego rządu Sri Lanki A.H.M. Ashrofa, który przyjedzie na uroczystość.

Minister zjawia się w otoczeniu ochrony, Seelan w białym szkolnym mundurku, z pasem z ładunkami ukrytym pod ubraniem, na brzuchu, wtapia się w tłum gapiów. 11-latek nie wzbudza podejrzeń. Po pięciu latach treningu chłopiec nie czuje nawet zdenerwowania. Nie analizuje, czy warto stracić życie. Zbliża się do ministra, uruchamia zapalnik. Zapalnik nie działa. Druga próba. Nic. Dopiero przedłużająca się w nieskończoność próba zdetonowania ładunków powoduje refleksję: będę żył, będę żył, ale tylko wtedy, jeśli mnie nie nakryją, nie odkryją moich planów. Chłopiec ucieka z miejsca ceremonii i chroni się w dżungli. Zrywa spod koszuli pas i wyrzuca go w krzaki. Dopiero teraz przychodzi przerażenie. W szoku biegnie, odpoczywając w rowach, przez trzy dni non stop.

Czwartego dobiega do wsi Dehiwala. Wie, że w okolicy, w dżungli, kryją się oddziały LTTE (Liberation Tigers of Tamil Eelam - pełna nazwa Tamilskich Tygrysów). Spotyka Remesha i próbuje za jego pośrednictwem skontaktować się z wujem Karuną. Wuj Karuna Amman był wówczas pierwszym po Prabhakaranie dowódcą Tygrysów, szefem jego ochrony. Karuna radzi mu, by się uspokoił i odszukał najbliższy oddział LTTE. Seelan wraca do dżungli. Znowu jest wśród Tygrysów. Wśród swoich.

Jest rok 1996.

Nie chcesz usłyszeć mojej historii?

Spotkałem go podczas minionych wakacji. Snułem się ulicami Trincomalee, dużego portu na Sri Lance, ok. 250 km od stolicy - Kolombo. W Trincomalee kolejni najeźdźcy: Portugalczycy, Holendrzy i Brytyjczycy, budowali swoje siedziby i fortyfikacje. Przez ostatnie ćwierć wieku Trinco, jak mawiają miejscowi, było pod silnym wpływem LTTE - Tamilskich Tygrysów. Teraz miasto jest pod ścisłą kontrolą syngaleskich, rządowych żołnierzy. Bez pomocy odpowiednich ludzi nie da się tutaj sfotografować nic oprócz wybrzeża i hinduskiej świątyni.

Jedną z organizacji usiłujących reprezentować interesy tamilskiej mniejszości jest

Freedom Party of Sri Lanka. Udaje mi się umówić na spotkanie z jej lokalnym koordynatorem. Spotykamy się pod główną siedzibą miejscowej policji.

Do mojej toyoty podjeżdża biały nissan, staje 20 cm ode mnie, tak że nie mogę otworzyć drzwi, czarna szyba od strony kierowcy opuszcza się. - Jestem Seelan, daj mi minutę.

Szyba wędruje do góry. Widzę, że mój nowy znajomy rozmawia przez telefon. Po minucie otwiera okno. - Czego potrzebujesz?

Tłumaczę, że robię materiał o Sri Lance po zakończonej wojnie i nie mogę sobie poradzić z ograniczeniami nałożonymi przez jednostki bezpieczeństwa. Nic nie da się sfotografować.

- OK, pojedziemy do mnie do domu. Tam porozmawiamy.

Rusza, po kilkuset metrach staje. - Gdzie mieszkasz?

Podaję nazwę hotelu.

- Hm, to daleko.

Mówię, że nie ma sprawy, jedźmy do niego. Ale jest wyraźnie zakłopotany. - Nie mam ładnego domu, krępuję się Ale OK, jedźmy.

Po kilku zakrętach jesteśmy na miejscu. Bramę otwiera wysoki jak na Lankijczyka mężczyzna. Parkujemy.

Na podwórku bawi się dalmatyńczyk ze szczeniakiem labradorem.

Siadamy na plastikowych krzesłach. Seelan jest Tamilem, jego żona Weegee również. Podchodzi do nas z tacą i filiżankami herbaty. Jak zwykle mocno przesłodzonej.

Jeszcze raz tłumaczę, czego szukam.

Źródło: Duży Format
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    87 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':