http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Podsłuchy pod specjalnym nadzorem

Ewa Siedlecka
2009-12-09, ostatnia aktualizacja 2009-12-08 19:13

Jak uregulować podsłuchy, podglądy, tajną obserwację, prowokację i inne metody pracy operacyjnej policji i służb specjalnych? Czy ważna jest skuteczność, czy także poszanowanie praw człowieka?

- Uznaliśmy, że najpierw trzeba uregulować same czynności operacyjne, z których wiele - jak choćby obserwacja czy niejawne wejście do lokalu w celu założenia podsłuchu, wywiad, współpraca z osobowymi źródłami informacji - w ogóle nie jest dziś regulowane ustawowo. Potem mieliśmy się zająć mechanizmami kontroli tych działań. Dziś wiedzę, że to był błąd i że o tych sprawach trzeba myśleć równocześnie - mówi "Gazecie" Kazimierz Olejnik.

Uwaga dotyczy projektu jego współautorstwa, który - jako stanowisko rządu - jest w pracach sejmowych nad ustawą o czynnościach operacyjnych autorstwa PO. Przejęty przez rząd projekt pokazano we wrześniu na konferencji Polskiej Platformy Bezpieczeństwa Wewnętrznego - konsorcjum rozmaitych instytucji, organizacji i osób realizujących projekty badawcze związane z szeroko rozumianym bezpieczeństwem. Jego projekty badawcze współfinansuje MSWiA. Projekt został skrytykowany przez naukowców i sędziów jako koncentrujący się na skuteczności działań służb i pomijający gwarancje ochrony praw człowieka.

W poniedziałek pod Poznaniem rozpoczęła się kolejna konferencja PPBW. Sprawa uregulowania czynności operacyjnych jest jednym z tematów.

Jakie są dziś poglądy Kazimierza Olejnika - kandydata w konkursie na prokuratora generalnego - na ten temat?

Kazimierz Olejnik: - Po pierwsze, powinna być rzeczywista kontrola na etapie zgody prokuratora na podsłuch [wnioskuje do niego o podsłuch konkretna służba]. To nie może być żyrowanie wniosku. Prokurator powinien zapoznawać się z materiałami źródłowymi, na podstawie których skierowano wniosek o podsłuch. Po drugie, realna powinna być kontrola sądowa. To oznacza, że sąd, podejmując decyzję w sprawie zgody na podsłuch, powinien dysponować materiałem, który uzasadnia konieczność założenia tego podsłuchu i móc podejmować decyzję na podstawie pełnej znajomości sprawy. Powinien też mieć możliwość żądania dodatkowych dowodów. Po trzecie, to sąd powinien decydować, który materiał można włączyć do akt sprawy, a który zniszczyć. Nie tylko - jak dziś - przy podsłuchach procesowych [zakładanych w ramach toczącej się już sprawy karnej], ale też operacyjnych [zakładanych, by zebrać materiał mogący posłużyć do wszczęcia postępowania]. Dziś o zachowaniu lub zniszczeniu materiału z podsłuchu operacyjnego decyduje szef danej służby i nie da się sprawdzić, czy rzeczywiście niszczone jest wszystko, co powinno. Sąd powinien dostawać nie materiał źródłowy - czyli nagranie - ale spisane z niego protokoły wraz z konkretnym wnioskiem, które protokoły należy zniszczyć. To ograniczy apetyt służb na nagrywanie wszystkiego jak leci, jeśli potem będą to musieli przepisywać, i spowoduje, że do akt sprawy nie będą trafiać materiały nieprzydatne do wykrywania przestępstw - jak rozmowa dziennikarzy, panów Rymanowskiego i Gmyza, z telefonu podejrzanego Wojciecha Sumlińskiego. Albo materiały z rozmów klientów z ich adwokatami. Wreszcie, po czwarte, powinien istnieć obowiązek zawiadomienia, po zakończeniu sprawy, każdego, komu założono podsłuch, że był podsłuchiwany, oraz prawo zaskarżenia decyzji o podsłuchu do sądu. Nie widzę też przeszkód, aby informacja o ilości podsłuchów była dostępna dla opinii publicznej - mówi Kazimierz Olejnik.

Bardzo krytycznie ocenia opinię Prokuratury Krajowej, która nie znalazła uchybienia w decyzji prokuratora o udostępnieniu stenogramów z podsłuchu telefonu Wojciecha Sumlińskiego do procesu wytoczonego "Rzeczpospolitej" przez wiceszefa ABW Jacka Mąkę.

Olejnik: - To nie jest po prostu materiał z akt sprawy. To jest materiał uzyskany drogą, która głęboko ingeruje w konstytucyjnie chronioną prywatność - tak osoby podsłuchiwanej, jak i wszystkich jego rozmówców. Stad też tryb postępowania z tymi materiałami musi być szczególny. Z postanowienia Sądu Najwyższego z 2007 r. jasno wynika, że na wykorzystanie takiego materiału w innej sprawie konieczna jest zgoda sądu.

Zdaniem Olejnika nie wymaga natomiast regulacji podsłuchiwanie w miejscach publicznych. - Ochrona prywatności nie dotyczy rozmów w kawiarni, na ulicy czy w publicznych budynkach, nawet jeśli podsłuchuje się za pomocą urządzenia technicznego - ocenia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':