- Dlaczego czasem wspomagasz żebraków na ulicy? - pytam znajomego Francuza.
- Bo jest we mnie irracjonalny strach, że pewnego dnia sam mogę zostać bezdomnym i będę potrzebować wsparcia. I daję, choć wiem, że zebrane pieniądze wydadzą na alkohol, ale co im pozostaje, kiedy muszą zimą spędzać noce na ulicy.
W ubiegłym roku Francuzi przekazali na pomoc potrzebującym ponad 3 mld euro, o 500 mln więcej niż pięć lat temu. Z raportu przedstawionego przez Jacques'a Maleta, szefa stowarzyszenia Badanie Hojności, wynika, że rośnie liczba filantropów i w 2008 r. co czwarty Francuz przekazał 280 euro na działalność przynajmniej jednej organizacji charytatywnej. Prawie jedna trzecia ofiarodawców to ludzie powyżej pięćdziesiątki.
- Kryzys z początku lat 90. był momentem przełomowym. To wtedy Francuzi zrozumieli, że ten, kto wczoraj był bogaty, jutro może być na dnie. Pojęli, że ich sytuacja nie zależy już tylko od nich samych, bo można mieć dyplom dobrej szkoły, doświadczenie zawodowe, a mimo to wylądować na bezrobociu - dowodzi Chris Olivier z Centrum Studiów nad Filantropią "Cerphi".
Organizacje charytatywne bały się, że obecny kryzys mocno ograniczy hojność. Tymczasem od początku roku do września pomoc charytatywna wzrosła o 7,5 proc. w stosunku do 2008.
W ubiegłym roku do 15 największych organizacji charytatywnych trafiło tylko 20 proc. wszystkich datków. Największym powodzeniem cieszą się małe stowarzyszenia. - Większość donatorów przekazuje pomoc po zebraniu informacji o stowarzyszeniu i oczekuje szczegółowych informacji, jak ich pieniądze zostały wykorzystane - tłumaczy Jacques Malet. Ponadto pomoc jest przekazywana najchętniej ludziom z najbliższego otoczenia. Mimo to tak duże organizacje jak Restauracja Serca czy Bank Żywnościowy uzbierały w ubiegłym roku 280 mln euro. Z hojności Francuzów korzysta też
Kościół katolicki i jego organizacje - w 2008 r. dostał 228 mln euro.
Te liczby uwzględniają jedynie pomoc zadeklarowaną i zarejestrowaną przez fiskusa. Do tego trzeba dodać pomoc oferowaną potrzebującym bezpośrednio w formie datków, ubrań, żywności czy czasu poświęconego na działalność charytatywną.
- Kiedy w 1985 r. znany aktor Coluche otworzył pierwsze punkty wydawania żywności dla bezdomnych, większość Francuzów dowiedziała się o problemie bezdomności - mówi Chris Olivier, szef Cerphi. - W 1987 r., dzięki pierwszej emisji Telethonu, telewizyjnego programu-apelu o pomoc w finansowaniu badań nad neurologicznymi chorobami genetycznymi, Francuzi dowiedzieli się, że brakuje pieniędzy na leczenie chorych. Świadomość, że państwo nie zaspokaja wielu potrzeb społecznych, rozwijała się powoli. Najpóźniej zrozumieliśmy, że bez prywatnych fundacji i stowarzyszeń nasze uniwersytety zaprzestaną prowadzenia badań naukowych - twierdzi Olivier.
Zadłużone państwo stara się coraz bardziej zaangażować w pomoc najbiedniejszym organizacje charytatywne. W ostatnich latach zmieniła się polityka podatkowa wobec donatorów. W 1991 r. zredukowano podatek od donacji do dwóch trzecich jej wartości, a w roku ubiegłym wprowadzono możliwość zwrotu podatku od dochodów charytatywnych. Efekt był natychmiastowy. Również w ubiegłym roku stworzono tzw. fundusz dotacji dla firm i pieniądze zainwestowane w działalność charytatywną częściowo są zwolnione z podatku.
Francuzi są hojni, ale są dopiero na 12. miejscu w rankingu brytyjskiej Charities Aid Foundation, gdzie kryterium jest udział donacji w stosunku do
PKB. Pierwsi są Amerykanie (1,67 proc.), natomiast wśród krajów europejskich
Francja jest na piątym miejscu (0,14 proc.), za Wielką Brytanią (0,73 proc.), Irlandią (0,47 proc.), Holandią (0,45 proc.) i Niemcami (0,22 proc.).
Ekonomiści są zgodni, że im wyższe składki socjalne i podatki, tym mniejsza hojność obywateli. Brytyjczycy dają więcej na cele charytatywne, bo oddają fiskusowi znacznie mniej niż Francuzi. Ponadto i w Wielkiej Brytanii, i w
USA datki są całkowicie zwolnione z podatku. Wyższą pozycję w rankingu Niemców, którzy podobnie jak Francuzi płacą wysokie podatki, tłumaczy się tym, że nasi zachodni sąsiedzi muszą płacić podatek kościelny.
Jeszcze inną przyczynę większej hojności Amerykanów i Brytyjczyków Chris Olivier widzi w tym, że Francuzi wciąż jeszcze inaczej niż Anglosasi widzą rolę państwa. - Francuzi w końcu zrozumieli, że nie ma już takiego państwa opiekuńczego, które zawsze pomoże obywatelowi. Wciąż jednak nie rozumieją, że solidarność społeczną coraz bardziej tworzą oni sami. Wartości republikańskie, jak solidarność, równość i braterstwo, przestały być wyłącznie sprawą państwa, jak im się jeszcze do niedawna wydawało - mówi Olivier.