http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przepraszamy za zjedzenie praprapradziadka

Jacek Pawlicki
2009-12-09, ostatnia aktualizacja 2009-12-08 15:03

Wyspiarze z leżącej na południowym Pacyfiku wyspy Erromango pokajali się za to, że 170 lat temu zjedli angielskiego misjonarza. Przeprosiny przyjął jego prapraprawnuk wraz z rodziną

Charles Milner-Williams o mało się nie popłakał, kiedy kilkudziesięciu wyspiarzy po kolei pochylało przed nim nisko głowy i chwytało za ręce, prosząc o przebaczenie. - Myślałem, że po 170 latach od tamtych wydarzeń będę beznamiętny, ale wzruszyły mnie prawdziwy żal i rozdzierający serce smutek - zwierzał się przed kamerą BBC 65-letni Williams, emeryt z hrabstwa Hampshire.

Ta niecodzienna ceremonia pojednania miała miejsce na Erromango w drugiej połowie listopada, ale świat dowiedział się o niej dzięki nadanemu w poniedziałek programowi Inside Out w telewizji BBC 1.

Należąca do Republiki Vanuatu Erromango w czasach poprzedzających niepodległość nazywała się Wyspą Męczenników. Bo to właśnie tu w grudniu 1839 r. wyspiarze zamordowali, na następnie zjedli wielebnego Johna Williamsa wraz z towarzyszącym mu Jamesem Harrisem.

Przed przybyciem na Erromango prezbiteriański misjonarz Williams przez 20 lat pływał pomiędzy wyspami Polinezji i nawracał na chrześcijaństwo ich rdzennych mieszkańców. Był jednym z największych misjonarzy swego czasu. Zginął, bo wyspiarze wzięli misjonarzy za handlarzy drewnem sandałowym, którzy kilka lat wcześniej najechali wyspę i wymordowali wielu jej mieszkańców.

Nawróceni siłą na chrześcijaństwo wyspiarze byli masowo wywożeni w XIX w. przez Brytyjczyków na plantacje trzciny cukrowej do oddalonej o ponad 1 tys. mil Australii.

Krzywda, jaką wyrządzili misjonarzom, nie dawała im jednak spokoju. - Mieli poczucie psychologicznej winy, swoisty kompleks, że na ich wyspie ciąży klątwa z powodu zabicia misjonarza Williamsa - tłumaczy Ralph Regenvanu, antropolog i poseł do 52-osobowego parlamentu Vanuatu. Tłumaczy, że w XIX w. kanibalizm nie był po prostu sposobem na zaspokajanie głodu. - Był praktykowany w bardzo rytualny sposób i uchodził za świętą działalność. To był sposób na zwalczenie zagrożenia, wchłonięcia mocy wroga - podkreślił Regenvanu.

Charles Milner-Williams przyjechał na ceremonię z 17-osobową rodziną. Wszystkich powitał na maleńkim lotnisku wódz Daniel Dan. Potomek misjonarza "przyjął" od wyspiarzy ceremonialny dar w postaci siedmioletniej dziewczynki przekazanej mu jako rekompensatę za zabicie praprapradziadka. Zobowiązał się, że pokryje koszty jej edukacji. W dowód wdzięczności Zatokę Dillons, na której brzegu zamordowano misjonarza, przemianowano na Zatokę Williamsa.

Pojednanie wyspiarzy z rodziną Williamsów było wielkim wydarzeniem w życiu Vanuatu. Potwierdził to w rozmowie z BBC prezydent archipelagu Iolo Johnson Abbil: - Uważamy się za kraj chrześcijański, pojednanie się w tej sprawie było więc niezwykle ważne.







Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 37 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':