Sprawę prof. Myrosława Marynowycza opisywaliśmy w sobotę. Ten były ukraiński dysydent, socjolog religii i teolog, kawaler Orderu Zasługi RP jechał do Polski na konferencję naukową. Pismo "Więź" prosiło jednak o wystawienie dla niego wizy długoterminowej i wielokrotnej, bo profesor jest stałym współpracownikiem redakcji. Tymczasem Marynowycz, który był w UE kilkadziesiąt razy i nigdy nie naruszył reżimu wizowego, dostał wizę zaledwie na miesiąc. Rozgoryczony napisał list otwarty, że na znak protestu przez rok wstrzyma się od wyjazdów do państw należących do strefy Schengen.
- Biorąc pod uwagę zasługi dla stosunków polsko-ukraińskich, status uczonego oraz stanowisko prorektora, profesorowi należała się wiza wielokrotna i długoterminowa - tłumaczy dyrektor departamentu
MSZ Jarosław Czubiński. Z profesorem kontaktowali się już pracownicy Konsulatu RP we Lwowie, by przeprosić go za zaistniałą sytuację. - Jest mi niezręcznie wycofać się z odmowy wyjazdów do strefy Schengen przez rok, ale jestem gotów do poważnej rozmowy, jak poprawić proces przyznawania wiz do UE całemu środowisku naukowemu na Ukrainie i zwykłym ludziom. Zapewniam, że nie jestem jedynym, który miał kłopoty - mówi nam prof. Marynowycz.
Jego przypadek to kolejny sygnał, że umowa o ułatwieniach wizowych między UE a Ukrainą działa topornie. Uczeni, podobnie zresztą jak politycy, samorządowcy, dziennikarze, artyści, sportowcy i biznesmeni mają prawo do uproszczonego trybu wydawania wiz. Nie zawsze jednak informacja, że dana osoba należy do grupy uprzywilejowanej, trafia do konsula wydającego wizę. Tak było kilka miesięcy temu z ukraińskim pisarzem Tarasem Prochaśką. Pracownica konsulatu pytała się go, jak może udowodnić, że jest pisarzem. - Po tamtym incydencie wyjaśniliśmy, że nasz konsul w ogóle nie rozmawiał z panem Prochaśką. Poeta załatwiał sprawę jedynie z ukraińską pracownicą wstępnie selekcjonującą wnioski wizowe. Był to błąd konsulatu, że Prochaśki nie skierowano na rozmowę z konsulem - mówi minister Kremer. Zapewnia, że ponieważ sam przez wiele lat był konsulem, to będzie robił wszystko, by polskie konsulaty obsługiwały petentów sprawnie i kulturalnie, a przede wszystkim widziały w petencie człowieka.
Konsulat we Lwowie wydaje najwięcej wiz ze wszystkich polskich placówek za granicą. W sezonie letnim jest to 22 tys. wiz miesięcznie, czyli ok. tysiąca dziennie. - Przy takiej ilości niestety mogą zdarzać się błędy, ale staramy się je poprawiać - mówi dyrektor Czubiński. Ostatnio we Lwowie zniknęły kolejki, zwiększyła się przepustowość konsulatu oraz zmniejszyła się liczba miejsc, w których naciągacze mogą nagabywać klientów, że za dodatkową opłatą szybciej załatwią wizę. Ochroniarze nie dokonują wstępnej selekcji dokumentów, ale robią to osoby bardziej wykwalifikowane i już na terenie konsulatu, co ogranicza zachowania korupcjogenne. Wszyscy z kolejki ustawiającej się rano są obsługiwani do końca dnia. Zlikwidowano rejestrację internetową wniosków wizowych oraz numerki, które sprzedawali nieuczciwi pośrednicy. - W przyszłym roku zamierzamy otworzyć nowy budynek konsulatu we Lwowie. Mam nadzieję, że to jeszcze bardziej poprawi sytuację - mówi minister Kremer.
Z kolei były wiceszef MSZ Paweł Kowal, obecnie eurodeputowany
PiS i szef delegacji ds. Ukrainy w PE, chce w ciągu dwóch miesięcy opracować raport o perspektywie ruchu bezwizowego do UE dla Ukraińców. - Zapraszam do współpracy polityków, ekspertów, organizacje pozarządowe. Mam nadzieję, że ten dokument przyspieszy starania Ukrainy o ruch bezwizowy, co zostało przecież zapisane jako jeden z celów Partnerstwa Wschodniego - mówi Kowal.