Zdjęcia krzyży ze ścian domagała się trójka uczniów. W przesłanej tydzień temu petycji napisali do dyrekcji: "Umieszczanie symboli religijnych w publicznej instytucji odbieramy jako przejaw faworyzowania przez szkołę konkretnego światopoglądu". Początkowo dyrekcja zaproponowała, że krzyże będą od nowego roku szkolnego wisiały tylko w klasach, w których odbywają się lekcje religii. Pomysłowi przyklasnęli katecheci. Ale kiedy sprawę opisała "Gazeta", w szkole wybuchła awantura.
Proszę księdza, co robimy? Do kontrataku przystąpili obrońcy krzyża nie tylko z XIV LO. W gabinecie dyrektora rozgrzały się telefony z żądaniami obrony krzyża w szkole. Na przekór autorom petycji część uczniów zaproponowała, że będzie je wieszać we wszystkich klasach (teraz są tylko w kilku). W jednej z nich - takiej, w której krzyża dotychczas nie było - ktoś namalował go na ścianie nad tablicą. A uczący w XIV LO religii ksiądz Adam Andrejczuk, który zgodził się na propozycję ograniczenia krzyży tylko do klas, w których odbywają się katechezy, otrzymywał telefony z pretensjami, że nie walczy o symbol wiary.
Inny katecheta z czternastki, ks. Wojciech Zięba przyznaje, że kilka razy musiał stawać w obronie autorów petycji i powstrzymywać swoich uczniów przed "nawracaniem" niewiernych kolegów: - Przychodzą do mnie licealiści i absolwenci, i pytają: "Proszę księdza, co robimy? Jak reagujemy?". Ktoś tam nawet żartował: "To my im teraz pokażemy, wtłuczemy im!".
Uczniowie, którzy podpisali petycję do dyrektora, twierdzą jednak, że całą wrzawa ich omija. Owszem, czasem zdarzy się jakieś nieprzyjemne słowo na korytarzu w czasie przerwy, ale do agresji nie dochodzi. Wczoraj głos w sprawie zabrał dyrektor Marek Łaźniak i oświadczył, że krzyże zostaną na ścianach.
Zaproponował, że 16 grudnia odbędzie się w szkole debata z udziałem wszystkich uczniów, nauczycieli i zaproszonych gości na temat obecności krzyży w szkole.
- Jako urzędnika państwowego obowiązuje mnie prawo, a rozporządzenie ministra edukacji mówi wyraźnie, że jeśli ktoś chce krzyż powiesić, to ja nie mam prawa mu tego odmówić. Nie mogłem odpowiedzieć inaczej - argumentuje. - Na debatę czekam z nadzieją. Chciałbym poznać argumenty obu stron. Jeśli ktoś będzie mi w stanie udowodnić, że rozporządzenie mnie nie obowiązuje, jestem w stanie jeszcze raz przemyśleć swoją postawę.
Krzyż może wisieć, ale nie musi Rozporządzenie, na które powołuje się dyrektor, pochodzi z 1992 roku i dotyczy "warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach".
Kwestia obecności symbolu krzyża występuje w nim tylko raz - w artykule 12, który mówi, iż "w pomieszczeniach szkolnych może być umieszczony krzyż".
- Może, ale nie musi - wskazuje Tomasz Chabinka, jeden z autorów petycji. Nie do końca wierzy on w sens szkolnej debaty. - Oczywiście chcieliśmy wywołać dyskusję, ale zależałoby nam jednak na osiągnięciu jakiegoś kompromisu, który skutkowałby zmianą stanu obecnego tak, by wszyscy - nie tylko jedna strona sporu - byli zadowoleni.
Podobnie rozporządzenie interpretuje
Ministerstwo Edukacji Narodowej.
- Rozporządzenie mówi, że krzyże mogą wisieć, ale niczego nie nakazuje. Ich umieszczanie w salach szkolnych powinno być wynikiem wspólnej woli całego środowiska szkolnego i nie powodować napięć ani konfliktów - mówi Grzegorz Żurawski, rzecznik
MEN.
Dyskusję o obecności krzyży w czternastce rozpoczął już były minister edukacji w rządzie
PiS, a obecnie europoseł z Dolnego Śląska prof. Ryszard Legutko. Sprawę określił mianem "szczeniackiej zadymy", a autorów petycji - "rozwydrzonymi smarkaczami". Postulował również ich ukaranie.
Wczoraj w rozmowie z "Gazetą" prof. Legutko podtrzymał swoje zdanie: - To nic innego jak robienie chytrej, cynicznej, ideologicznej zadymy przez troje rozwydrzonych i rozpuszczonych przez rodziców smarkaczy. Nie może być tak, że oni stawiają na baczność całą szkołę! Czy w klasie maturalnej nie ma już nic innego do roboty?
Tymi słowami uczniowie z XIV LO poczuli się szczególnie dotknięci.
- Zastanawiamy się, jak zareagować na słowa pana posła - mówi Zuzanna Niemier, współautorka petycji w sprawie zdjęcia krzyży, tegoroczna maturzystka. - Pana posła chroni immunitet, więc pozywanie go do sądu nie ma chyba sensu. Ale z drugiej strony skandalem jest, że były minister edukacji mówi w ten sposób o uczniach i swoich rodakach. Dlatego najprawdopodobniej zaczniemy od powiadomienia o jego słowach Parlamentu Europejskiego.
Dla "Gazety" prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista: To nie dyrektor szkoły ani uczniowie są od tego, by decydować, czy jakiś przepis jest zgodny z konstytucją, czy nie jest. Od tego jest
Trybunał Konstytucyjny. Natomiast rozporządzenie ministra edukacji z 1992 roku mówi o tym, że krzyże w klasach mogą wisieć, co wcale nie oznacza, że muszą. To społeczność szkolna, a więc nie tylko dyrekcja i rada pedagogiczna, ale również wszyscy uczniowie powinni zadecydować, czy chcą je tam widzieć i w jakim zakresie; czy we wszystkich klasach, czy może tylko w tych, w których nauczana jest religia. W tym konkretnym przypadku można by przeprowadzić w szkole referendum i dać okazję podjęcia decyzji samym zainteresowanym. Demokracji bezpośredniej nigdy za wiele.