http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gorączka kopenhaska

Konrad Niklewicz
2009-12-07, ostatnia aktualizacja 2009-12-07 09:30

Demonstranci w Brukseli przypominają, że koniecznie są odpowiednie działania w związku ze zmianami klimatycznymi
Demonstranci w Brukseli przypominają, że koniecznie są odpowiednie działania w związku ze zmianami klimatycznymi
Fot. Virginia Mayo AP

Dziś rozpoczyna się w Kopenhadze ONZ-owski szczyt klimatyczny, największa taka debata od 12 lat. Czy świat zdoła uzgodnić, jak powstrzymać groźne zmiany klimatu?

Kluczowym czynnikiem uruchamiającym nagłą zmianę klimatu wydaje się CO2
Fot. LUCA BRUNO AP
Kluczowym czynnikiem uruchamiającym nagłą zmianę klimatu wydaje się CO2
Uczestnicy szczytu powinni ustalić, o ile świat musi zredukować emisję CO2w2020 i 2050r.
Fot. PETER DEJONG AP
Uczestnicy szczytu powinni ustalić, o ile świat musi zredukować emisję CO2w2020...
SONDAŻ
Czy uważasz, że uda się powstrzymać groźne zmiany klimatu?

Tak
Nie
Nie wiem

Stolica Danii przypomina miasto w stanie oblężenia. Sześć tysięcy policjantów, czyli połowa duńskiej policji, bariery i drut kolczasty przed centrum konferencyjnym Bella Center, strach przed demonstracjami radykalnych ekologów, hotele zapełnione prawie 30 tys. gośćmi.

Zobacz także: apel gazet z całego świata na szczyt w Kopenhadze

W trwającej do 18 grudnia konferencji udział wezmą 192 delegacje państw i przedstawiciele setek organizacji pozarządowych. W ostatnich dniach obrad przyjedzie też ponad setka przywódców z prezydentem USA Barackiem Obamą na czele.

Szczyt miał doprowadzić do przyjęcia międzynarodowego traktatu w sprawie redukcji emisji gazów cieplarnianych w kolejnych dekadach.

Dziś wiadomo, że nie ma na to szans - zbyt wiele dzieli państwa bogate, rozwijające się i te najbiedniejsze. Oczekiwania są więc znacznie skromniejsze - szczyt zakończy się przyjęciem deklaracji politycznej opisującej główne założenia nowej umowy. Sam traktat byłby spisany i przyjęty w następnych miesiącach. Czasu jeszcze trochę jest, bo dotychczasowe porozumienie - protokół z Kioto - wygasa w 2012 r.

270 miliardów euro
- tyle rocznie chcą dostawać od Zachodu biedne kraje za podpisanie nowego porozumienia



Ustalić trzeba dwie najważniejsze rzeczy. Po pierwsze, o ile świat musi zredukować emisję CO2 w 2020 i 2050 r. Zdaniem większości naukowców - odpowiednio o 30 i 50 proc. w porównaniu z poziomem z początku lat 90. Tylko w ten sposób powstrzymamy atmosferę Ziemi przed ogrzaniem się o więcej niż 2 stopnie Celsjusza.

W przeciwnym razie naszą planetę czekają jednocześnie katastrofalne susze i powodzie, a także wielkie migracje ludności i wymarcie wielu gatunków zwierząt i roślin. Poziom oceanów i mórz podnosi się od 1961 r. A od 1991 r. w przyspieszonym tempie - o ponad 3 mm rocznie. Same tylko lodowce Grenlandii straciły 1,5 bln ton lodu od 2000 r. - przypominają naukowcy.

Nie ma jednak zgody co do tego, jak rozłożyć ciężar redukcji emisji między poszczególne kraje. Zmniejszenie emisji CO2 wywoła wzrost kosztów energetyki i kluczowych gałęzi przemysłu. Dlatego spośród światowych potęg dziś tylko UE i Japonia deklarują, że będą w stanie emitować o 30 proc. mniej dwutlenku węgla do 2020 r.

I druga kwestia, która stanie w Kopenhadze - kto i jak ma finansować pomoc dla najbiedniejszych krajów.

Grupa 77 ubogich państw, której przewodzą Chiny, chce, by Zachód płacił im 270 mld euro rocznie. Unia Europejska obstaje przy 150 mld, i to dopiero około roku 2020. W latach 2010-12 gotowa jest dać tylko 8 mld euro. Grupa 77 państw żąda od bogatych - UE, USA i Japonii - by obcięły swoje emisje aż o 40 proc. w ciągu 11 lat. W tym czasie kraje ubogie nałożą sobie skromne ograniczenia (lub w ogóle), bo - tłumaczą - muszą wyciągać społeczeństwa z biedy.

Ameryka - państwo najbogatsze i drugi po Chinach emitent CO2 - do tej pory nie chciała płacić w ogóle. A UE i Japonia na pewno nie zechcą dźwigać ciężaru same. Prezydent Obama obieca w Kopenhadze redukcję emisji (raptem o 4 proc. w porównaniu z latami 90.), ale nie zdoła w tym roku przepchnąć przez Kongres pakietu ustaw ograniczających emisję CO2. Nie wiadomo też, czy będzie w stanie obiecać pieniądze dla biednych krajów.

Jeśli USA nie wyłożą pieniędzy, na nic zdadzą się apele największych autorytetów świata. Także papieża, który wczoraj mówił: - Ochrona dzieła stworzenia wymaga przyjęcia wstrzemięźliwego i odpowiedzialnego stylu życia, zwłaszcza wobec biednych i wobec przyszłych pokoleń.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':