http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Na Ukrainie podrobią wszystko

Mariusz Zawadzki, Donieck
2009-12-07, ostatnia aktualizacja 2009-12-07 08:36

MSW w Kijowie sprawdza, czy uniwersyteckie dyplomy wszystkich urzędników wyższego szczebla są prawdziwe. Na Ukrainie fałszuje się nawet dokumenty, które nie istnieją w rzeczywistości

Parada milicji z okazji 18. rocznicy odzyskania niepodległości, 24 sierpnia 2009 r.
Fot. Efrem Lukatsky / AP
Parada milicji z okazji 18. rocznicy odzyskania niepodległości, 24 sierpnia...
Przez najbliższe dwa miesiące prześwietlone zostanie wykształcenie wszystkich ukraińskich ministrów, wiceministrów, gubernatorów obwodów administracyjnych i ich zastępców oraz merów większych miast. Jak twierdził w piątek minister spraw wewnętrznych Jurij Łucenko, jego decyzja już wywołała sprzeciw niektórych ministrów i wiceministrów. - Koledzy pytają mnie, dlaczego mają przekazywać do kontroli swoje dyplomy - mówił. - Odpowiadam im: na mocy ustawy o walce z przestępczością zorganizowaną!

Przyczyną generalnego przeglądu jest skandaliczny przypadek wiceszefa służby bezpieczeństwa Ukrainy Andrieja Kislinskiego, który do niedawna twierdził, iż dyplom magistra historii zdobył na uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki w Kijowie. W październiku specjalna komisja ministerstwa oświaty ustaliła, że Kislinski na tamtejszym wydziale historii nigdy nie studiował. Uczył się w mniej prestiżowym instytucie im. Michaiła Popławskiego, ale jego również nie ukończył. Fałszywy magister został zwolniony ze stanowiska.

Niektórzy obawiają się, że skandal jest tylko pretekstem, a w rzeczywistości badanie dyplomów ma zdyscyplinować urzędników przed wyborami prezydenckimi 17 stycznia. Jednak, niezależnie od intencji, szef MSW bierze się za realny problem - z danych milicji wynika, że w pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku na posługiwaniu się fałszywymi dokumentami przyłapano 15 tys. Ukraińców. Biorąc pod uwagę słabą skuteczność organów ścigania, można założyć, że nieprzyłapanych jest wielokrotnie więcej.

Oprócz dyplomów masowo podrabiane są akty urodzenia oraz różne legitymacje uprawniające do bezpłatnego przejazdu pociągiem, autobusem czy metrem. Takie oszustwo standardowo karane jest mandatem 850 hrywien (niecałe 300 zł).

Eksperci szacują, że co roku na podrabiane dokumenty Ukraińcy wydają dziesiątki milionów dolarów, przy czym wielu z nich pada ofiarą fałszywych fałszerzy. W internecie jest mnóstwo stron, które oferują ukraińskie lub rosyjskie paszporty za mniej więcej 1000 dolarów. Najczęściej zakładają je (na zagranicznych serwerach) oszuści, którzy w rzeczywistości niczego nie podrabiają, tylko zbierają pieniądze od naiwniaków.

Ale masowe fałszowanie paszportów to fakt. - Komisja parlamentarna ustaliła, że w 2007 r. sprzedano na lewo około 3 tys. wypełnionych druków paszportowych - alarmuje deputowany Władimir Siwkowicz. Za dodatkowe kilkaset dolarów oszuści oferują wpisanie paszportu do państwowej bazy danych - wtedy fałszerstwo staje się niemal niewykrywalne.

Lokalną specyfiką jest podrabianie dokumentów, które nie istnieją nawet w oryginale. Chodzi o przepustki dla VIP-ów, które uwalniają od wszelkich problemów z milicją. Bywają naklejane na przednią szybę auta i głoszą, że kierowca pracuje w jakimś zmyślonym urzędzie państwowym o groźnie brzmiącej nazwie i organa ścigania muszą udzielić mu wszelkiej pomocy. Rzekomo zwalniają również z opłat parkingowych i odpowiedzialności za wypadki drogowe.

Milicja w Kijowie dziennie zatrzymuje średnio 10 kierowców z "legitymacjami VIP". - Ludzie, którzy się nimi posługują, padli ofiarą oszustów sprzedających powietrze - śmiał się w rozmowie z tygodnikiem "Fokus" naczelnik stołecznej milicji Jewgienij Krawiec. - Już w 2005 roku prezydent Wiktor Juszczenko zabronił wydawania podobnych dokumentów.

Popularność "legitymacji VIP" nie jest jednak zjawiskiem, z którego wypada się tylko śmiać. Ludzie kupują je, ponieważ mają głębokie przeświadczenie, że na Ukrainie istnieje kasta uprzywilejowana - politycy i najbogatsi przedsiębiorcy - która znajduje się poza prawem. Stołeczne VIP-y jeżdżą najdroższymi modelami limuzyn i potężnych dżipów, które niezwykle rzadko można oglądać nawet na ulicach Paryża czy Berlina.

W ostatnich dniach gazety szczegółowo opisują przypadek byłego mera Kijowa Aleksandra Omelczenki, który jadąc swoim dżipem, zabił przechodnia - jak twierdzą świadkowie - na pasach. Po przybyciu milicji Omelczenko odjechał z miejsca wypadku do domu. Utrzymuje, że uderzył pieszego kilkadziesiąt metrów od pasów. Natomiast milicja nie jest w stanie ustalić, jak było naprawdę, i wszczęła drobiazgowe śledztwo, które - jej zdaniem - może potrwać kilka miesięcy.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 31 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    36 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':