http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Białoruski opozycjonista wywieziony do lasu

Andrzej Poczobut, Grodno
2009-12-07, ostatnia aktualizacja 2009-12-07 10:02

Lider opozycyjnej organizacji młodzieżowej Młody Front Zmicier Daszkiewicz został porwany przez nieznanych sprawców i porzucony w lesie

Alaksandr Milinkiewicz
Fot. Tomasz Wawer / AG
Alaksandr Milinkiewicz
- Wychodziłem z mieszkania, kiedy napadli na mnie dwaj mężczyźni. Na głowę włożyli mi dwie czapki, bym nic nie widział - opowiada 28-letni Daszkiewicz. Zaciągnęli go do mikrobusu i przez kilka godzin wozili po mieście, grozili śmiercią. Potem przewieźli do lasu i tam pozostawili, unieruchomiwszy go przymocowanym do kurtki kołkiem.

- Mówili, że będą mi kopać grób - wspomina Daszkiewicz. Kiedy się oswobodził, okazało się, że znajduje się 70 km od Mińska.

Białoruscy opozycjoniści coraz częściej padają ofiarami nieznanych sprawców - to był już piąty podobny wypadek w ciągu ostatniego półrocza. Mimo iż za każdym razem porwani składali zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, a raz ustalono nawet nazwisko uczestniczącego w porwaniu oficera MSW, jak dotąd nikt nie został ukarany.

Lider opozycyjnego ruchu O Wolność Aleksander Milinkiewicz nie wątpi, że za porwaniami stoją władze. - Po prostu się boją młodzieży. Chcą w przededniu wyborów psychologicznie zastraszyć aktywistów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':