- Wychodziłem z
mieszkania, kiedy napadli na mnie dwaj mężczyźni. Na głowę włożyli mi dwie czapki, bym nic nie widział - opowiada 28-letni Daszkiewicz. Zaciągnęli go do mikrobusu i przez kilka godzin wozili po mieście, grozili śmiercią. Potem przewieźli do lasu i tam pozostawili, unieruchomiwszy go przymocowanym do kurtki kołkiem.
- Mówili, że będą mi kopać grób - wspomina Daszkiewicz. Kiedy się oswobodził, okazało się, że znajduje się 70 km od Mińska.
Białoruscy opozycjoniści coraz częściej padają ofiarami nieznanych sprawców - to był już piąty podobny wypadek w ciągu ostatniego półrocza. Mimo iż za każdym razem porwani składali zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, a raz ustalono nawet nazwisko uczestniczącego w porwaniu oficera MSW, jak dotąd nikt nie został ukarany.
Lider opozycyjnego ruchu O Wolność Aleksander Milinkiewicz nie wątpi, że za porwaniami stoją władze. - Po prostu się boją młodzieży. Chcą w przededniu wyborów psychologicznie zastraszyć aktywistów.