Na pomysł wpadła grupka zapaleńców z American Polish Forum. To jedna z młodych organizacji, od których zależy przyszłość Polonii w
USA. Ta działa w Waszyngtonie, skupia obok Polonii po prostu Polaków, którzy w amerykańskiej stolicy pracują w najrozmaitszych instytucjach. Energiczni młodzi ludzie, którzy wolą działać, niż pitolić.
Pomysł to akcja "Zaadoptuj polskiego żołnierza na święta". Chcą wszystkim polskim żołnierzom służącym w Afganistanie wysłać paczki z opłatkami, życzeniami, prezentem i może zabawką dla afgańskich dzieci. Jeśli ktoś teraz sobie pomyślał, że jankesi najpierw żądają od nas, byśmy my wysyłali naszych chłopców do Afganistanu, a potem oni wysyłają im skarpetki, to bardzo się myli.
Zostawię na boku dylemat, czy Afganistan to nasza wojna (moim zdaniem tak, choć rządy USA nie ułatwiają nam tego przekonania). Chodzi mi bardziej o to, jak Amerykanie traktują swoich żołnierzy i jak im pomagają. A jak robimy to my.
Wojny, co naturalne, są w Ameryce tematem sporów, ba, nawet bitew politycznych. Żołnierze nie. Dla większości Amerykanów, nawet mocno lewicowych i przeciwnych wojnom w Iraku i Afganistanie, żołnierzom tak jak policjantom i strażakom należy się szacunek, bo narażają życie dla ogółu. Czasy Wietnamu, gdy połowa Ameryki uważała, że honorowo i patriotycznie jest zdezerterować do Kanady, minęły dawno. Dziś niezliczone akcje wysyłania żołnierzom paczek czy po prostu listów poparcia organizują organizacje od prawa do lewa.
Owszem, jest w USA pewien przechył - Republikanie mocniej wspierają wojny (i wojsko), z kolei żołnierze z reguły głosują na prawicę. Ale widziałem wiele wieców, które
Barack Obama czy
Hillary Clinton zaczynali od podziękowania weteranom - wtedy cała sala wstawała i biła im brawo. Pomoc dla weteranów czy rodzin poległych jest powszechna - datki zbiera się w centrach handlowych, na meczach sportowych czy przez telefon.
A w Polsce? Około 20 tys. żołnierzy, którzy przeszli przez Irak i Afganistan (nie mówiąc wcześniej np. o Bośni), żyje jakby osobno. Czy raczej my żyjemy osobno, odwracając się od nich. Częściowo to wynik stereotypów. U nas żołnierzy z Afganistanu traktuje się albo jak morderców, albo jak ofiary (decyzji wstrętnych polityków). A oni nie są ani mordercami, ani ofiarami. Wykonują, jak najlepiej potrafią, ciężką służbę, na którą wysłało ich państwo polskie, czyli pan, pani i ja. Należy im się za to szacunek i wsparcie. W ostatnich latach pytałem kilkunastu oficerów NATO różnej rangi - Amerykanów, Kanadyjczyków, Brytyjczyków - obok kogo chcieliby w Afganistanie walczyć. Zawsze wymieniali Polaków w pierwszej trójce sojuszników.
Jest i druga, chyba głębsza, przyczyna naszej praktycznej obojętności na los żołnierzy - to polska awersja i do państwa, i do, przepraszam, działalności społecznej. Chęci jakiegokolwiek udzielania się przetrącił nam w dużej mierze stan wojenny, a dobiły arcyciekawe, ale arcyegoistyczne lata 90. Teraz prawie wszyscy jesteśmy zamożniejsi niż 20 lat temu, ale zamykanie się w domu przed telewizorem nam pozostało. Za szczyt udziału w życiu publicznym uważamy wrzucenie raz do roku do puszki Owsiaka 20 zł...
Ameryka jest pod tym względem inna, lepsza. Tutaj każdy poza pracą coś robi - pomaga w schronisku dla bezdomnych, w kościele, skautach, w szkole czy klubie sportowym dziecka, w kółku politycznym, historycznym, turystycznym... Albo, jak grupa młodych polskich entuzjastów, wpada na pomysł wysłania prezentów żołnierzom w Afganistanie. - Chcemy okazać im wsparcie - mówi Małgosia Ławrynowicz z APF. - Ale i przypomnieć Amerykanom, że Polska jest ważnym partnerem USA.
To ważne, kilka dni temu CNN pokazała mapę Afganistanu z flagami państw tam walczących. Była nawet litewska, polskiej nie było...
Przez miesiąc APF zebrała w 17 stanach USA i trzech innych krajach kilkanaście tysięcy dolarów, kartki pisały dzieci ze szkół polonijnych w Chicago i Londynie, datki wpłacili Zbigniew i Ian Brzezińscy, Christopher Hill, b. ambasador USA w Polsce (dziś w Iraku), 10 kongresmanów USA, a podczas swych tutaj wizyt Adam Michnik i
Radosław Sikorski. W następną sobotę prezenty dla polskich żołnierzy będą przynosić zwykli waszyngtończycy. - Nadal liczymy na wsparcie, po to by rzeczywiście każdy Polak służący w Afganistanie został "adoptowany" na te święta, by wiedział, że o nim pamiętamy - mówi Paula Olearnik z APF.
Czy entuzjastom z Waszyngtonu prezenty dla polskich żołnierzy pomoże wysłać ktoś z Polski?
ADRES TYGODNIA http://americanpolishforum.org - tu można wpłacić na akcję "Zaadoptuj żołnierza na święta"