http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kalaszowie. Sąsiedzi talibów

Piotr Balcerowicz
2009-12-05, ostatnia aktualizacja 2009-12-05 14:20

Jedziemy przez dolinę Swat, oddaną we władanie talibom, i wieziemy komputery Kalaszom

Kalasze to najbarwniejsze i jedyne niemuzułmańskie plemię w Pakistanie, kultywujące odrębną tradycję religijną liczącą być może nawet 3-4 tys. lat. Są potomkami ludów indoeuropejskich, które przybyły tu 
w III tysiącleciu p.n.e. Plemiona, z których się wywodzą, zostały zepchnięte w góry przez ludność muzułmańską. Przetrwali w dolinach, które, gdy spada śnieg, zostają odcięte od świata na pół roku
Fot. Piotr Balcerowicz
Kalasze to najbarwniejsze i jedyne niemuzułmańskie plemię w Pakistanie...
Nasz furgon gwałtownie hamuje przy odgłosie uderzeń drewnianej pałki o blachę maski. Wąsaty policjant szarpie drzwi i siada w szoferce obok mnie, tuż za przerażonym kierowcą.

Co tam ukrywacie?! Odsłaniać plandekę! - krzyczy.

- Wieziemy komputery - odpowiadam spokojnie.

- Gdzie ukradliście?!

Wali Khan siedzący przede mną wyjaśnia:

- Kupiliśmy. Tu są wszystkie rachunki.

Policjant przekazuje mi je z poleceniem: Czytaj!

Nie umie czytać!

- Te rachunki są sfałszowane. Dalej z kradzionym towarem nie pojedziecie. Zdeponujecie towar na komisariacie. Jesteście aresztowani.

Zawiesza głos: No, chyba że macie inną propozycję...

Rozmowa odbywa się w urdu, a policjant bierze mnie z początku za Pasztuna - z brodą, ubranego w salwar-kamiz, w białej czapeczce topi zakładanej zwyczajowo do modlitwy. Zawsze też siedzę na drugim siedzeniu za kierowcą i nie opuszczam samochodu. Jedziemy we czterech: kierowca Amdżad i jego zmiennik Habib z sąsiedniej doliny, Wali Khan - nauczyciel z plemienia Kalaszów, dla których wieziemy komputery i baterie słoneczne - oraz ja.

Podaję paszport policjantowi i wyjaśniam:

- To są moje komputery. Wiozę je w darze dla szkoły.

Policjant nie daje za wygraną: - Jakiej szkoły? A gdzie pozwolenie?

- Pozwolenie na co? - dopytuję.

- Żeby móc podarować te komputery! Na wszystko musi być pozwolenie. Nie ma? No to musicie zostawić komputery w komisariacie do czasu uzyskania pozwolenia... A pozwolenie kosztuje... Sami rozumiecie, prawda?

Wali Khan blefuje: - On pracuje w ambasadzie, jedziemy z oficjalną wizytą.

Ja zaś pytam policjanta o nazwisko. W końcu daje za wygraną i puszcza nas bez bakszyszu.

Ruszamy. Ale dwadzieścia parę kilometrów dalej - na trasie prowadzącej z Peszawaru przez dolinę Swat i Dir - sytuacja się powtórzy i będzie tak się powtarzać kilkanaście razy przez najbliższe dwa dni.

Nie uda nam się przejechać w jeden dzień, jak planowaliśmy.

Źródło: Duży Format
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów