http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sąd nakazał przeprosić kierowcę ks. Jerzego

wrób
2009-12-05, ostatnia aktualizacja 2009-12-04 19:56

Dziennikarz Wojciech Sumliński, były naczelny "Wprost" Marek Król oraz wydawca tygodnika mają przeprosić Waldemara Chrostowskiego, kierowcę ks. Jerzego Popiełuszki, za sugestie, że współpracował z SB.

Waldemar Chrostowski, listopad 2008
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Waldemar Chrostowski, listopad 2008
A także za sugestie o rzekomym współdziałaniu Chrostowskiego z SB przy zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki, kapelana "S" - zdecydował wczoraj Sąd Apelacyjny w Warszawie. Wyrok jest prawomocny. Żadna ze stron nie jest jednak zadowolona.

Waldemar Chrostowski 19 października 1984 r. porwany został wraz z ks. Jerzym przez trzech oficerów SB. Udało mu się wyskoczyć z pędzącego auta i to on zawiadomił milicję o uprowadzeniu księdza. Taka wersja została ustalona też w procesie toruńskim, w którym skazano oficerów zwalczającego Kościół IV departamentu MSW.

W 2005 r. we "Wprost" Sumliński postanowił ją zrewidować. Napisał, że kilka miesięcy wcześniej Chrostowski zarejestrowany został jako tzw. zabezpieczenie operacyjne. Dodał, że może to oznaczać, iż kierowca i przyjaciel księdza był "operacyjnym źródłem SB". Sumliński powoływał się na biegłego, prokuratora i akta śledztwa IPN w sprawie śmierci ks. Jerzego. Potem - też w innych mediach - te oskarżenia powtarzali informatorzy Sumlińskiego.

IPN milczał aż do wiosny tego roku, gdy Jan Żaryn, szef Biura Edukacji Publicznej, powiedział: - Nie ma żadnych przesłanek do oskarżeń pod adresem Waldemara Chrostowskiego o współpracę z SB. Przeciwnie, był on rozpracowywany równolegle z ks. Popiełuszką, a elementem represji wobec niego był fakt, że podpalono mu mieszkanie.

Chrostowski wygrał proces z Sumlińskim i "Wprost" w pierwszej instancji, a wczoraj w drugiej. Jednak sąd złagodził nieco wymowę przeprosin, jakie należą się Chrostowskiemu od Sumlińskiego, Króla i wydawcy tygodnika. Uznał, że nie ma podstaw, by twierdzić, że dziennikarz celowo zaatakował Chrostowskiego, a słowo "kłamstwo" w kontekście rzekomej współpracy z SB zastąpił zwrotem "nieznajdujące podstaw sugestie".

Sędzia Agata Zając jak w opisywanym przez "Gazetę" w piątek wyroku SN w sporze rodziny Jacka Kuronia z Romanem Giertychem uznała, że w procesie o ochronę dóbr osobistych należy oddzielić ocenę zdarzeń historycznych od stwierdzeń odnoszących się do postaw i zachowań ich uczestników. Te drugie muszą być poparte "wskazaniem rzetelnych i wiarygodnych źródeł".

Nie były wiarygodne dla sądu kopie dokumentów z IPN dostarczone przez Sumlińskiego. - To dokumenty szczątkowe, z których takich sugestii [jak w tekście] wywieść nie można było - mówiła sędzia Agata Zając. Ale dodała: - Sąd nie ma możliwości przeprowadzenia dowodu: prawda czy fałsz.

Bo sąd stanął bezradny wobec odmowy dostępu do akt śledztwa w IPN. Stąd wykreślenie "kłamstwa" z treści przeprosin. - To już mi bokiem wychodzi, ja chciałem usłyszeć, że to wszystko kłamstwo - mówił po wyroku Chrostowski. A Sumliński komentował: - Sąd nie stwierdza, że napisałem nieprawdę, a jednocześnie każe mi przepraszać. Do samego końca będę się odwoływał, aż do Strasburga.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':