A także za sugestie o rzekomym współdziałaniu Chrostowskiego z
SB przy zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki, kapelana "S" - zdecydował wczoraj Sąd Apelacyjny w Warszawie. Wyrok jest prawomocny. Żadna ze stron nie jest jednak zadowolona.
Waldemar Chrostowski 19 października 1984 r. porwany został wraz z ks. Jerzym przez trzech oficerów SB. Udało mu się wyskoczyć z pędzącego auta i to on zawiadomił milicję o uprowadzeniu księdza. Taka wersja została ustalona też w procesie toruńskim, w którym skazano oficerów zwalczającego
Kościół IV departamentu MSW.
W 2005 r. we "Wprost" Sumliński postanowił ją zrewidować. Napisał, że kilka miesięcy wcześniej Chrostowski zarejestrowany został jako tzw. zabezpieczenie operacyjne. Dodał, że może to oznaczać, iż kierowca i przyjaciel księdza był "operacyjnym źródłem SB". Sumliński powoływał się na biegłego, prokuratora i akta śledztwa
IPN w sprawie śmierci ks. Jerzego. Potem - też w innych mediach - te oskarżenia powtarzali informatorzy Sumlińskiego.
IPN milczał aż do wiosny tego roku, gdy Jan Żaryn, szef Biura Edukacji Publicznej, powiedział: - Nie ma żadnych przesłanek do oskarżeń pod adresem Waldemara Chrostowskiego o współpracę z SB. Przeciwnie, był on rozpracowywany równolegle z ks. Popiełuszką, a elementem represji wobec niego był fakt, że podpalono mu mieszkanie.
Chrostowski wygrał proces z Sumlińskim i "Wprost" w pierwszej instancji, a wczoraj w drugiej. Jednak sąd złagodził nieco wymowę przeprosin, jakie należą się Chrostowskiemu od Sumlińskiego, Króla i wydawcy tygodnika. Uznał, że nie ma podstaw, by twierdzić, że dziennikarz celowo zaatakował Chrostowskiego, a słowo "kłamstwo" w kontekście rzekomej współpracy z SB zastąpił zwrotem "nieznajdujące podstaw sugestie".
Sędzia Agata Zając jak w opisywanym przez "Gazetę" w piątek wyroku SN w sporze rodziny Jacka Kuronia z Romanem Giertychem uznała, że w procesie o ochronę dóbr osobistych należy oddzielić ocenę zdarzeń historycznych od stwierdzeń odnoszących się do postaw i zachowań ich uczestników. Te drugie muszą być poparte "wskazaniem rzetelnych i wiarygodnych źródeł".
Nie były wiarygodne dla sądu kopie dokumentów z IPN dostarczone przez Sumlińskiego. - To dokumenty szczątkowe, z których takich sugestii [jak w tekście] wywieść nie można było - mówiła sędzia Agata Zając. Ale dodała: - Sąd nie ma możliwości przeprowadzenia dowodu: prawda czy fałsz.
Bo sąd stanął bezradny wobec odmowy dostępu do akt śledztwa w IPN. Stąd wykreślenie "kłamstwa" z treści przeprosin. - To już mi bokiem wychodzi, ja chciałem usłyszeć, że to wszystko kłamstwo - mówił po wyroku Chrostowski. A Sumliński komentował: - Sąd nie stwierdza, że napisałem nieprawdę, a jednocześnie każe mi przepraszać. Do samego końca będę się odwoływał, aż do Strasburga.