Adam Michnik nagrodzony w Waszyngtonie
04.12.2009
, aktualizacja: 11.08.2010 23:37
Adam Michnik (Fot. Mateusz Skwarczek / AG)
Adam Michnik dostał w czwartek w Waszyngtonie przyznawaną za wybitne osiągnięcia na rzecz demokracji nagrodę im. Iona Ratiu
Ion Ratiu był przywódcą opozycji rumuńskiej na wychodźstwie, a po obaleniu komunizmu w 1989 m.in. wiceszefem parlamentu w Bukareszcie. Był też biznesmenem i eseistą, sławnym z frazy: "Do ostatniej kropli krwi będę walczył o prawo moich oponentów do krytykowania mnie". W poprzednich latach nagrodę jego imienia dostali m.in. działacze demokratyczni z Białorusi Anatolij Michajłow i z Mołdawii Eleonora Cercavschi.
O Michniku mówili najpierw prezes Wilson Center, gdzie odbywała się uroczystość, Lee Hamilton, wieloletni kongresmen demokratyczny a potem Zbigniew Brzeziński, b. doradca prezydenta Jimmy'ego Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego USA. Brzeziński mówił o Michniku jako "młodym studencie, który pomógł zmienić swój kraj i Europę". Studencie, bo Brzeziński, już wówczas profesor sowietologii, poznał Michnika w 1964 roku, gdy ten ledwie miał zacząć studia. Poznał w warunkach niezwykłych - w Monachium, gdzie szef Radia Wolna Europa Jan Nowak - Jeziorański zorganizował im spotkanie w warunkach niemal konspiracyjnych.
- Było niezwykłe, jak szybko zrozumiałem, że my, dwie osoby o różnych drogach rozwoju intelektualnego mamy te same wartości - mówił Brzeziński. - Więcej, wiedziałem, że łączy nas ta sama pasja: działania na rzecz demokracji, wolności i niepodległości, bez której te dwie pierwsze osiągnąć jest bardzo trudno.
Brzeziński wspominał, jak w latach 80. Michnik przemycił z więzienia do niego list i miał być sądzony za to, że jest agentem CIA. - Z radością mogłem z moją wiedzą zaświadczyć, ze to nieprawda - śmiał się Brzeziński, jeden z guru amerykańskiej myśli strategicznej.
Michnik podczas uroczystego wykładu, którego słuchało w Wilson Center dwieście osób, a przez internet słuchacze m.in. z Nigerii, opowiadał o zagrożeniach dla Europy Środkowej i Wschodniej 20 lat po obaleniu komunizmu - zagrożeniach putinizmu i berlusconizmu. To pierwsze opisał wspominając rozmowę z jednym z doradców Putina. - W tych strasznych czasach Jelcyna - mówił Rosjanin - to oligarchowie decydowali, kto jest ministrem, teraz wreszcie jest normalnie - to minister decyduje, kto jest oligarchą...
Zdaniem Michnika putinizm, albo berlusconizm, gdzie model: oligarcha decyduje, kto jest ministrem, doprowadzono do perfekcji, w różnym stopniu może być powielany w wielu krajach naszego regionu. - To nie jest przypadek, że Putin i Berlusconi są tak dobrymi przyjaciółmi - mówił Amerykanom naczelny "Gazety".
O Michniku mówili najpierw prezes Wilson Center, gdzie odbywała się uroczystość, Lee Hamilton, wieloletni kongresmen demokratyczny a potem Zbigniew Brzeziński, b. doradca prezydenta Jimmy'ego Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego USA. Brzeziński mówił o Michniku jako "młodym studencie, który pomógł zmienić swój kraj i Europę". Studencie, bo Brzeziński, już wówczas profesor sowietologii, poznał Michnika w 1964 roku, gdy ten ledwie miał zacząć studia. Poznał w warunkach niezwykłych - w Monachium, gdzie szef Radia Wolna Europa Jan Nowak - Jeziorański zorganizował im spotkanie w warunkach niemal konspiracyjnych.
- Było niezwykłe, jak szybko zrozumiałem, że my, dwie osoby o różnych drogach rozwoju intelektualnego mamy te same wartości - mówił Brzeziński. - Więcej, wiedziałem, że łączy nas ta sama pasja: działania na rzecz demokracji, wolności i niepodległości, bez której te dwie pierwsze osiągnąć jest bardzo trudno.
Brzeziński wspominał, jak w latach 80. Michnik przemycił z więzienia do niego list i miał być sądzony za to, że jest agentem CIA. - Z radością mogłem z moją wiedzą zaświadczyć, ze to nieprawda - śmiał się Brzeziński, jeden z guru amerykańskiej myśli strategicznej.
Michnik podczas uroczystego wykładu, którego słuchało w Wilson Center dwieście osób, a przez internet słuchacze m.in. z Nigerii, opowiadał o zagrożeniach dla Europy Środkowej i Wschodniej 20 lat po obaleniu komunizmu - zagrożeniach putinizmu i berlusconizmu. To pierwsze opisał wspominając rozmowę z jednym z doradców Putina. - W tych strasznych czasach Jelcyna - mówił Rosjanin - to oligarchowie decydowali, kto jest ministrem, teraz wreszcie jest normalnie - to minister decyduje, kto jest oligarchą...
Zdaniem Michnika putinizm, albo berlusconizm, gdzie model: oligarcha decyduje, kto jest ministrem, doprowadzono do perfekcji, w różnym stopniu może być powielany w wielu krajach naszego regionu. - To nie jest przypadek, że Putin i Berlusconi są tak dobrymi przyjaciółmi - mówił Amerykanom naczelny "Gazety".
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX














