Tą historią w sierpniu żył cały kraj. Sąd odebrał córkę Wioletcie Woźnej sześć dni po narodzinach, uzasadniając to nieporadnością rodziców, bałaganem w domu i "prawdopodobnym upośledzeniem matki". Po interwencjach, m.in. rzecznika praw dziecka, Róża wróciła do domu.
Ale wcześniej okazało się, że podczas porodu Woźną wysterylizowano. Kobieta mówiła, że dowiedziała się o tym dopiero w domu po przeczytaniu szpitalnego wypisu.
Sprawą zajęła się prokuratura, która sprawdzała, czy lekarze złamali prawo. Woźna twierdziła, że nie zgadzała się na sterylizację. Lekarze - że podpisała zgodę na cesarskie cięcie i rozszerzenie zabiegu, jeśli pojawi się zagrożenie jej życia lub zdrowia.
Elżbieta Nosek, zastępca ordynatora oddziału położniczo-ginekologicznego w Szamotułach, mówiła "Gazecie": - Macica była uszkodzona, przy następnym porodzie mogłaby pęknąć. Nie mogliśmy zapytać pacjentki o zgodę. Była uśpiona. Trzeba by ją wybudzić z narkozy. Narazilibyśmy ją na kolejną operację.
Czy w tym wypadku życie lub zdrowie było bezpośrednio zagrożone? - Nie. Byłoby w przyszłości, gdyby jeszcze raz zaszła w ciążę - odpowiedziała dr Nosek.
Zachowanie lekarzy oburzyło opinię publiczną. Prof. Marian Filar, karnista, komentował: - Nie było bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia. Czy ktoś tę kobietę zmuszałby do zajścia w ciążę? Lekarze bez jej zgody nie mogli jej tego prawa odebrać. Dokonali zmian nieodwracalnych.
Po tekście na pierwszej stronie "Gazety" prokuratura w Poznaniu wszczęła śledztwo. Wczoraj je umorzyła. Oparła się na opinii prof. Romualda Dębskiego z Kliniki Położnictwa i Ginekologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. - Wynika z niej, że sterylizacja była medycznie uzasadniona - twierdzi prokurator Krzysztof Burdziński, który prowadził śledztwo.
I tłumaczy, że ciąża Woźnej była zagrożona - w trakcie cesarskiego cięcia pojawiły się komplikacje i krwotok, pacjentce groziło wycięcie macicy, lekarka zatamowała krwotok, ale przecięła jajowody. - Musiała, bo krew już była w jajowodach - mówi prokurator.
- Można było zatamować krwotok bez przecinania jajowodów - mówi "Gazecie" prof. Dębski. Dlaczego więc napisał, że sterylizacja była uzasadniona? - Bo zagrożenie mogłaby stanowić kolejna ciąża - odpowiada. - Jestem pewien, że pani Woźna nie stosowałaby antykoncepcji i przy następnej ciąży dzieci zostałyby bez matki. Lekarka wybrała mniejsze zło. A czy miała prawo podjąć taką decyzję za pacjentkę? Niech to oceniają prawnicy.
Czy lekarze, podejmując decyzję o sterylizacji bez wiedzy pacjentki, nie złamali prawa? Prokurator bagatelizuje ten wątek. - Zabieg był zasadny z medycznego punktu widzenia - powtarza.
A co z prawem pacjenta do informacji? Woźna twierdzi, że po operacji niczego jej w szpitalu nie wyjaśniono. Ten wątek nie zainteresował prokuratora.
Pełnomocniczka Woźnej mec. Małgorzata Heller-Kaczmarska zapowiada, że złoży zażalenie na decyzję prokuratury.
Róża jest czwartym dzieckiem Wioletty Woźnej i Władysława Szwaka. Wychowują już trójkę w wieku 7, 9 i 11 lat. Dzieci dobrze się uczą, są zadbane. W sierpniu w walce o Różę Szwaków poparło 300 sąsiadów i proboszcz.
W 1994 r., gdy Woźna leczyła się na depresję, zmarł ojciec pierwszej czwórki jej dzieci. Sąd umieścił je wówczas w rodzinie zastępczej. Trójka jest dziś pełnoletnia, czwarte ma 16 lat.
Źródło: Gazeta Wyborcza