Ósma już z kolei "Rozmowa z Władimirem Putinem. Ciąg dalszy" to najważniejsze, obok defilady zwycięstwa na placu Czerwonym 9 maja, wydarzenie liturgiczne w życiu politycznym dzisiejszej Rosji. Na żywo transmitują ją
telewizja Rossija, Radio Rossii i Radio Majak. Publiczny dialog szefa rządu z rodakami przyćmiewa nawet orędzia Dmitrija Miedwiediewa, od maja 2008 r. prezydenta. Wyniki sondażu przeprowadzonego przez Ośrodek Jurija Lewady dowodzą, że 43 proc. Rosjan uważa rozmowę premiera ze społeczeństwem za ważniejszą od wystąpienia prezydenta, a tylko 16 proc. myśli, że jest na odwrót.
Przed wczorajszą "Rozmową" i w jej trakcie Rosjanie zadali Putinowi ok. 2,2 mln pytań - telefonując do specjalnego sztabu, przysyłając SMS-y i e-maile. Oznacza to, że co 75. mieszkaniec kraju próbował nawiązać kontakt z "liderem nacji", jak często nazywa się tu premiera.
Oprawa samej "Rozmowy" jak zwykle była imponująca. W studiu moskiewskim z Putinem spotkało się ok. 200 gości z całego kraju. Kamery telewizyjne dyżurowały też w regionach. Dzięki temu po dwa pytania mogli zadać ludzie z Pikałowa, Komsomolska na Amurze, Togliatti, nowokuźnieckiego zagłębia węglowego, Magnitogorska czy Nabierieżnych Czełnów.
Te miasta wybrano nieprzypadkowo - to miejsca bojowej chwały Putina w ostatnim kryzysowym roku. Premier był w każdym z nich, wszędzie - tak jak w małym Pikałowie czy w wielkiej fabryce samochodów w Togliatti - osobistymi decyzjami i potężnymi zastrzykami pieniędzy ratował miejscowe zakłady przed bankructwem.
Wczoraj w tych fabrykach korespondenci telewizyjni rozstawiali po kilkudziesięciu starannie dobranych, odzianych w kaski pracowników. Ci, którym podtykali mikrofony, dziękowali i prosili o dalsze wsparcie.
Putin znów wystąpił w roli dobrego ojca narodu, obiecując pomoc państwa budowniczym samolotów, stoczniowcom, załogom fabryk samochodów w Togliatti i Nabierieżnych Czełnach, metalurgom, górnikom.
Pokazał, że nieobce mu są codzienne kłopoty zwykłych ludzi. Dodzwoniła się do niego kobieta zatroskana losem staruszki mieszkającej tuż obok miejsca, gdzie w piątek zamachowcy wysadzili w powietrze pociąg "Newski Ekspres", zabijając 27 osób. Pytała, kto wyreperuje samotnej kobiecie płot rozbity wykolejonym wagonem. Premier uspokoił kobietę - już wcześniej rozmawiał o staruszce, która zaraz po katastrofie pomagała rannym, z szefem kolei. Postanowili, że podwoją jej emeryturę i przeprowadzą do innego domu.
Stoczniowiec z Komsomolska na Amurze skarżył się, że on i jego koledzy nie dostali jeszcze wypłat. Putin i w tym przypadku dokładnie wyjaśnił rozmówcy, kiedy stocznia ureguluje długi wobec swych robotników.
Dobrego słowa nie miał tylko dla Michaiła Chodorkowskiego odbywającego już jedną karę i znów sądzonego byłego szefa spółki naftowej Jukos. Przypomniał, że dawny oligarcha siedzi w więzieniu, bo został prawomocnie skazany. Dodał, że wśród ciemnych spraw Jukosu jest "co najmniej pięć udowodnionych morderstw" (zamieszany jest w nie szef ochrony spółki). I pochwalił się, że pieniądze, które państwo zarobiło ze sprzedaży przejętego Jukosu, poszły na cele społeczne - remont 10 mln mieszkań i na nowe
mieszkania dla Rosjan wyprowadzanych ze starych ruder.
Na pytanie o ocenę postaci Stalina premier odpowiedział po "wyborczemu". Przypomniał, że przywódca radziecki zmienił kraj, i to w jego epoce ZSRR pokonał
Niemcy. Ale dodał, że te sukcesy zostały jednak osiągnięte za cenę, z którą "nie wolno się pogodzić". Przyznał też, że w epoce Stalina doszło do masowych zbrodni przeciw własnemu narodowi.
- To taki pożyteczny dwustronny kontakt ze społeczeństwem - wyjaśniał Putin sens rozmowy z rodakami. Tłumaczył, że członkowie jego rządu z ogromnym zainteresowaniem czytali pytania, które nadsyłali Rosjanie, bo dzięki temu dowiedzieli się wiele nowego o sytuacji w kraju.
Wczorajszy dialog premiera z rodakami wyglądał jak początek kampanii przed wyborami prezydenckimi 2012 r. Putin, który był głową państwa w latach 2000-08, nie wykluczył, że znów będzie się starał o prezydencki fotel.
W czasie czterogodzinnej rozmowy z rodakami tylko dwa razy, i to mimochodem, wspomniał swego formalnego przełożonego Miedwiediewa. A na temat powszechnego głosowania Putin stwierdził: - Chwała Bogu, wyborów u nas nie ma.
Premier chciał powiedzieć, że wyborów nie ma w tej chwili, ale wyszło dwuznacznie.