Gdyby nie tragedia Fiony Pilkington i jej córki Francecki, nikt w Wielkiej Brytanii nie zająknąłby się w ogóle o czymś takim jak przemoc wobec upośledzonych. 23 października 2007 r. 38-letnia Fiona, bezrobotna samotnie wychowująca dwójkę dzieci, zatrzymała
samochód na poboczu drogi A47 koło Earl Shilton w rodzinnym hrabstwie Leicestershire. Wysiadła z wozu, oblała go benzyną i podpaliła. Następnie szybko otworzyła drzwi i usiadła obok swej upośledzonej umysłowo 18-letniej córki. Ze zwęglonych szczątek wydobytych z wraku nie dało się nawet pobrać próbek DNA.
W ten straszliwy sposób zdesperowana Brytyjka postanowiła uciec z piekła, które zgotowali jej sąsiedzi z leżącego niedaleko miejsca samospalenia Barwell.
Od 1997 r. Fiona i jej niepełnosprawna umysłowo córka Francecca były prześladowane przez gang małoletnich chuliganów. Musiały znosić słowne zaczepki, wulgarne wyzwiska i groźby. W ich okna rzucano kamieniami i jajkami, ze skrzynek na listy wyjmowały fajerwerki i psie odchody. W ciągu dekady kobieta 33 razy wzywała policję, ale za każdym razem słyszała, że jest przewrażliwiona. Dopiero śledztwo w sprawie śmierci Fiony wszczęte na początku 2009 r. uruchomiło lawinę pytań i ogólnobrytyjską debatę.
Brytyjczycy mają problemy z przemocą w rodzinie, z piciem na umór, chuligaństwem w szkole, eksplozją niechcianych ciąż wśród nastolatek i prześladowaniem imigrantów. Te zjawiska są powszechnie znane i walczą z nimi od lat zarówno organizacje pozarządowe, jak i władze centralne oraz lokalne. Jednak ludzie upośledzeni fizycznie i umysłowo są pozostawieni na Wyspach samym sobie.
Jak pisze "The Independent", w przyszłym roku Komisja Równości i Praw Człowieka przeprowadzi wielką ankietę wśród niepełnosprawnych. Chce zbadać, jak wielu z nich pada ofiarą agresji i cierpi prześladowania ze strony gapiów, sąsiadów czy kolegów z pracy. Stojący na czele komisji Mike Smith mówi, że choć wynik badań będzie przedstawiony na początku 2011 r., to już wstępne rozeznanie potwierdza, że przemoc wobec 6 mln niepełnosprawnych jest coraz bardziej powszechnym zjawiskiem.
Często jest to wynik znieczulicy społecznej. Najgłośniejszy na Wyspach przypadek to 50-letnia Christine Lakinski, która w 2007 r. zmarła przed domem. Kiedy upośledzona umysłowo i cierpiąca na zaburzenia trzustki kobieta przewróciła się na progu, 27-letni Anthony Anderson, zamiast jej pomóc i wezwać karetkę pogotowia, rozpiął rozporek obsikał kobietę. Krzyczał przy tym do kolegi filmującego to zdarzenie komórką: - Koleś, to materiał do YouTube'a! Został skazany na trzy lata więzienia.
Organizacje broniące praw niepełnosprawnych są zadowolone z planów komisji, ale nie mają złudzeń, że samo tylko określenie rozmiaru problemu cokolwiek zmieni. - Zbyt długo prześladowanie i lżenie, które jest przestępstwem, były traktowane jedynie jako zachowanie aspołeczne. To z tego powodu organizacje publiczne nie wywiązywały się z obowiązku ochrony ludzi niepełnosprawnych - tłumaczy "The Independent" Mark Goldring z organizacji Mencap walczącej o prawa niepełnosprawnych.
Eksperci przyznają, że trzeba zaostrzyć prawo i przeprowadzić wielką kampanię społeczną. Trudno o lepszy czas niż zbliżające się wybory parlamentarne, kiedy zarówno rządząca Partia Pracy, jak i idąca po władzę Partia Konserwatywna prześcigają się w pomysłach na poprawę życia Brytyjczyków.