http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po co mamy umierać za Afganistan

Marcin Górka
2009-12-03, ostatnia aktualizacja 2009-12-03 16:27

Lot helikoptera nad Afganistanem
Lot helikoptera nad Afganistanem
Fot. Damian Kramski

Zwiększamy polski kontyngent. Po co to robimy? Ilu Polaków zginie? Co z tego mamy - oto najważniejsze pytania. Próbuje na nie odpowiedzieć Marcin Górka.

Polska baza w Afganistanie
Fot. Damian Kramski / AG
Polska baza w Afganistanie
Kolejny polski żołnierz zginął w Afganistanie. Czterech zostało rannych
Fot. Damian Kramski / AG
Kolejny polski żołnierz zginął w Afganistanie. Czterech zostało rannych
Polscy żołnierze w Afganistanie
Fot. Damian Kramski / AG
Polscy żołnierze w Afganistanie
SONDAŻ
Czy nasza obecność w Afganistanie ma sens?

Tak, to jedyny sposób, by pokonać talibów
Nie, narażamy tylko niepotrzebnie naszych żołnierzy na śmierć
Trudno ocenić

2600 żołnierzy. Aż tylu, czy dlaczego tak mało?

Zwiększenie liczby żołnierzy w polskim kontyngencie w Afganistanie od kwietnia 2010 r. nie jest zaskoczeniem. Decyzję rząd podjął już kilka miesięcy temu, a nie pod wpływem telefonu Barracka Obamy do premiera Donalda Tuska.

To, że żołnierzy w Afganistanie mamy za mało i konieczne będą kolejne decyzje o zwiększaniu kontyngentu było przesądzone już w zeszłym roku, kiedy polski rząd ogłosił, że przejmuje odpowiedzialność za prowincję Ghazni. Jasne było, że z 1600 żołnierzami nie da się zaprowadzić porządku w prowincji, w której niektóre dystrykty były bastionem talibów, najwyżej kontrolować porządek na drodze Kandahar-Kabul i okolice baz.

Zwiększenie do 2000 żołnierzy w lutym tego roku było absolutnym minimum. Teraz dodatkowych 600 to wynik negocjacji między politycznym kierownictwem MON a armią.

Dowódcy mówią wprost: prawdziwe panowanie nad Ghazni i jej najgorętszymi dystryktami może zapewnić dopiero 3.5 tys. - 4 tys. żołnierzy. Szef Sztabu Generalnego gen. Franciszek Gągor powiedział w środę: "liczniejszy kontyngent zwiększy nasze zdolności do utrzymania bezpieczeństwa, szkolenia afgańskich struktur i przyspieszy wyjście naszego kontyngentu z Afganistanu".

Z drugiej strony armia ma ograniczone możliwości dosyłania kolejnych żołnierzy. W misjach zagranicznych mamy 3,5 - 4 tys. żołnierzy. Po wycofaniu wkrótce wojska z Czadu, Libanu Syrii zostanie za granicą 2400 żołnierzy. Tworzy się więc rezerwa. Czy to koniec powiększania polskiego kontyngentu? Tego nikt w MON nie powiedział.

Rok 2009 - 663 mln zł, 2010 - 740 mln zł

Ten rok w Afganistanie kosztował budżet 663 mln zł. Dodatkowe 600 żołnierzy i utrzymywanie 400 w tzw. odwodzie strategicznym ma kosztować kolejne 80 mln zł. A to tylko koszty płac, utrzymania żołnierzy i sprzętu. Nie wliczono kosztów zakupu kolejnych transporterów Rosomak, śmigłowców czy bezzałogowych samolotów szpiegowskich, albo wysłania i utrzymania szpitala polowego.

Ministerstwo finansów już zastrzegło, że ekstra pieniędzy z budżetu na Afganistan nie da. MON musi je znaleźć we własnym budżecie. Na szczęście będą oszczędności po wycofaniu żołnierzy z Libanu, Czadu i Syrii szacowane na ok. 50 mln zł rocznie. Skąd wziąć pozostałe 30 mln? To już zmartwienie MON i całej armii, która liczy się z tym, że podobnie jak w tym roku, ćwiczeń na poligonach w Polsce praktycznie nie będzie a trzeba się liczyć z kolejnymi cięciami w budżetach jednostek.

Co z tego mamy?

Żołnierze, z którymi rozmawiałem, przekonują, że sami starają się znaleźć sens tej misji. Mówią, że lepiej, że walczą z terrorystami w Afganistanie, niż mieliby to robić np. w Warszawie. Podobnej argumentacji ("tam rozgrywa się wojna o bezpieczeństwo Europy") używa szef MON Bogdan Klich i polska dyplomacja.

Prawdą jest także, że wycofanie się z Afganistanu wyeliminowałoby Polskę jako liczącego się członka Sojuszu Północnoatlantyckiego. Więc pozostanie w Afganistanie tak długo, jak będzie tam całe NATO, jest nie tyle kwestią wyboru, co koniecznością.

Niestety, nasz piąty co do wielkości (wśród innych uczestników misji NATO) kontyngent nie może się przebić w strukturach dowodzenia operacją. Najwyższe stanowisko to zastępca dowódcy regionu "Wschód". Najważniejsze stanowiska wciąż okupują Amerykanie, Brytyjczycy i Niemcy, ale od niedawna także Włosi a nawet Turcy (ich kontyngent liczy niewiele ponad 700 żołnierzy).

Ilu Polaków zginie w 2010 r.?

Nie ma się co oszukiwać - straty będą. Jednak dotychczasowe - 15 zabitych żołnierzy - nie są wysokie w z innymi równymi ale i mniejszymi od naszego kontyngentami. Prawie trzykrotnie mniejszy od naszego kontyngent duński stracił 28 żołnierzy, dwukrotnie mniej liczni Hiszpanie - 26, porównywalny z naszym kontyngent holenderski - 21 żołnierzy.

Czemu tak się dzieje? Dowództwo twierdzi, że to zasługa świetnych relacji z władzami lokalnymi i starszyzną, dzięki której Polacy nie są postrzegani jako "wróg" przez zwykłych mieszkańców prowincji Ghazni.

Prawdą jest także, że jeszcze do niedawna Polacy nie angażowali się w poważne operacje, nasi żołnierze ginęli głównie w wybuchach min-pułapek pod pojazdami. Ale kiedy weszli do bastionu talibów - dystryktu Adżrijstan - w zasadzce zginął kpt Daniel Ambroziński.

Prognozy? Nie są najlepsze. Gen. Egon Ramms, który z Dowództwa Sił Połączonych NATO w Holandii nadzoruje przebieg afgańskiej operacji, powiedział nam, że do "polskiej" prowincji Ghazni talibowie spychani są z jednej strony przez amerykańską ofensywę w centrum i na wchodzie kraju, z drugiej z południa przez Brytyjczyków i armię kanadyjską. Do tego NATO zakłada właśnie na afgańsko-pakistańskim pograniczu umocnione bazy, które mają uszczelniać tę granicę.

Więc bezpieczniej - szczególnie wiosną, gdy aktywność talibów wzrasta - nie będzie. Gen. Janusz Adamczak, dowódca czwartej zmiany Polaków w Afganistanie, wyjaśnia to tak: - Poziom zagrożenia w Afganistanie to sinusoida. Jej najwyższy punkt przypada zawsze latem, najniższy zimą. Tylko co roku ten najwyższy punkt jest coraz wyżej na skali.

Z drugiej strony polskie dowództwo jest przekonane, że im więcej żołnierzy, tym będą bezpieczniejsi, bo będzie można operować na patrolach i w akcjach większymi siłami.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':