Wojciech Szacki: SLD myśli o deklerykalizacji... Kazimierz Kik, politolog, w 2009 r. kandydował do europarlamentu z listy Centrolewicy: Znów skręcają nie tam, gdzie trzeba. W każdym innym kraju propozycje SLD byłyby słuszne. W Polsce też są zresztą słuszne - bo konstytucja stanowi o neutralności światopoglądowej państwa - ale nierealne. Polska to specyficzny kraj. W katolickiej Hiszpanii socjaliści mają legitymację do walki z Kościołem, bo tamtejszy
Kościół stał po stronie gen. Franco. W PRL Kościół był po właściwej stronie. I to powinno skłaniać SLD do ostrożności.
SLD ma ok. 10 proc. poparcia. Musi szukać nowych wyborców, chce być wyrazistą lewicą. - Dawny elektorat Sojuszu jest socjalny, religijny i dziś jest pod wpływem
PiS. Postulatem likwidacji ocen z religii na świadectwie SLD nie odzyska tych wyborców.
Wyrazistość lewicy nie musi łączyć się z antyklerykalizmem. Rolą lewicy powinno być łagodzenie skutków transformacji. Nie powinna traktować Kościoła jako przeciwnika, bo to właśnie Kościół krytykuje wady kapitalizmu i wstawia się za ludźmi pracy. A także - przez
Caritas - przychodzi im z realną pomocą.
SLD nie powinien skupiać się na sprawach światopoglądowych, gdy w Polsce wciąż jest o wiele biedniej niż na Zachodzie, a wielu ludzi ucierpiało na przemianach ustrojowych.
Program SLD piszą eksperci. Nie wiedzą tego wszystkiego? - Mam wrażenie, że program SLD powstaje na odwrót, niż powinien - nie z rozpoznania potrzeb społecznych, lecz na podstawie tego, co o tych potrzebach myślą twórcy programu. Szyją buty, nie zdjąwszy miary. Nie chce mi się jednak wierzyć, że deklerykalizacja jest najważniejszym elementem programu lewicy. To raczej jakiś fragment, który przeciekł do mediów. Inaczej SLD strzeliłby sobie samobója.