Klub PO złożył w czwartek projekt zmian w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej. Na konferencji prasowej w Sejmie Arkadiusz Rybicki (PO) argumentował, że celem zmian jest odpolitycznienie Instytutu i szersze otwarcie jego archiwów. - Zmiany w ustawie o
IPN są realizacją postulatu Platformy szerszego otwarcia archiwów z czasów PRL - dodał Rybicki.
Wejście ustawy w życie najprawdopodobniej zbiegłoby się z końcem kadencji obecnego prezesa IPN, nie jest to więc ustawa wymierzona w Janusza Kurtykę. Ma zagwarantować, że Rada IPN nie będzie już zdominowana przez jedną opcję ideologiczną. I że będą w niej osoby o uznanym autorytecie naukowym.
Zamiast Kolegium IPN powstanie Rada Instytutu. Ma liczyć dziewięciu członków i mieć sześcioletnią kadencję. Członkiem Rady może być tylko osoba z tytułem lub stopniem naukowym w dziedzinie nauk humanistycznych lub prawnych.
Kandydatów do Rady wskazywać mają Sejm, Senat i prezydent. Sejm i Senat mogą wybrać tylko spośród osób wskazanych im przez rady wyższych uczelni mających uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego nauk humanistycznych w zakresie historii oraz rady naukowe instytutów: Historii i Historii Nauki i Studiów Politycznych PAN. Sejm wybiera pięciu kandydatów, Senat i prezydent po dwóch. Prezydentowi kandydatów przedstawia Krajowa Rada Sądownictwa.
Organami bezpieczeństwa państwa - z którymi współpracę trzeba wyznać w oświadczeniu lustracyjnym - przestają być Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk, Urząd ds. Wyznań, a także "organy i instytucje cywilne i wojskowe państw obcych".
Nowością jest prawo każdego do obejrzenia oryginałów dotyczących go dokumentów. Jeśli ktoś był pracownikiem, współpracownikiem lub TW służb, dostanie do wglądu tylko kopie dokumentów, które wytworzył lub miał w ich tworzeniu udział.
Dokumenty będą udostępniane bez anonimizacji, a więc np. nie będzie już trzeba osobno prosić o odczernienie nazwisk donosicieli.
Co ważne, zniknąć ma przepis, który dwa i pół roku temu uznał za sprzeczny z konstytucją
Trybunał Konstytucyjny, a który IPN stosował dalej, ponieważ w ustawie w identycznym brzmieniu występuje w dwóch miejscach, a tylko z jednego został przez Trybunał usunięty. Chodzi o przepis, który odmawiał człowiekowi dostępu do materiałów z jego akt, "z których treści wynika", że mógł być TW lub działać na zlecenie tajnych służb. Trybunał uznał, że przepis daje IPN-owi niekontrolowaną możliwość odmowy, co narusza prawo dostępu każdego do gromadzonych na jego temat informacji. To na podstawie tego przepisu IPN odmawia Lechowi Wałęsie części dokumentów dotyczących lat 70.