Gdy warszawski sąd okręgowy potwierdził w poniedziałek przywództwo Piskorskiego w Stronnictwie Demokratycznym i uznał jego zmiany personalne, zakończył spór między starymi działaczami a piskorczykami. Wewnętrzny konflikt zaczął się październiku gdy starzy działacze zarzucili szefowi partii wodzowskie rządy i łamanie statutu organizacji. Piskorski odpierał: chcą się uwłaszczyć na majątku partii, który on zamierza sprzedać.
Teraz Piskorski chce nadrobić czas stracony na wewnętrznych walkach - pisze "Polska". I cytuje jednego z jego ludzi Jana Artymowskiego, który o bunt w SD oskarża Platformę. "W zamian za wyrzucenie Piskorskiego miała zaproponować jego przeciwnikom trzy miejsca na liście PO w kolejnych wyborach i stanowisko wiceministra" - czytamy w "Polsce".
Buntownicy mają zostać ukarani. Wnioski w ich sprawie trafiły już do partyjnego sądu, który najprawdopodobniej ich wyrzuci.
Piskorski zamierza też wreszcie rozpocząć zapowiadaną od dawna wyprzedaż majątku SD. - Musimy mieć środki na spoty, reklamy, pokazywanie się w mediach. Tylko z tymi pieniędzmi będziemy w stanie pokazać ludziom co dla kogo robimy - mówi "Polsce"
Bogdan Lis.
Ale starzy działacze nie zamierzają się poddać. W oświadczeniu rozesłanym do mediów napisali, że ze zdumieniem przyjmują decyzję sądu. I że oczekują, że sąd się z niej wycofa.
Paweł Śpiewak, socjolog, b. poseł PO, sytuację Piskorskiego w SD tak ocenia: - On jakoś nie ma szczęścia i ciągle wikła się w sytuację, które ciążą na jego reputacji. To będzie się za nim ciągnęło jak największy smród.