http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zarabiasz dużo? Rząd podniesie Ci składkę

Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska
2009-12-02, ostatnia aktualizacja 2009-12-02 07:22

Najlepiej zarabiający Polacy muszą się liczyć z podwyżką składki rentowej. By ratować finanse państwa, minister finansów może sięgnąć do ich kieszeni po 1,3 mld zł

Co dziesiąty Polak trzyma oszczędności w przysłowiowej skarpecie
Co dziesiąty Polak trzyma oszczędności w przysłowiowej skarpecie
By ratować finanse państwa, minister finansów może sięgnąć do kieszeni najlepiej zarabiających Polaków po 1,3 mld zł
Fot. PIOTR JANOWSKI
By ratować finanse państwa, minister finansów może sięgnąć do kieszeni...
O ile wzrośnie składka rentowa
O ile wzrośnie składka rentowa
SONDAŻ
Czy rząd ma dobry pomysł na ratowanie finansów państwa?

Tak, w kryzysie to najbogatsi powinni pomóc
Nie, rząd powinien poszukać oszczędności gdzie indziej
Nie mam zdania

Jak dowiedziała się nieoficjalnie "Gazeta", to jeden z wariantów "Planu rozwoju i konsolidacji finansów publicznych". Przygotowuje go wiceminister finansów Ludwik Kotecki. - Plan ma być gotowy w grudniu, prace trwają i na razie nie będziemy zdradzać szczegółów - powiedziała "Gazecie" rzeczniczka resortu Magdalena Kobos.

Pomysł jest taki, by pracownicy płacili składkę rentową cały rok, bez względu na to, ile zarobią.

Dziś najzamożniejsi Polacy, gdy ich dochód przekroczy 30-krotność średnich rocznych zarobków (ok. 95 tys. zł), przestają płacić składki rentową i emerytalną. Dotyczy to wszystkich, którzy zarabiają ponad 8 tys. zł miesięcznie.

Najlepiej opłacani - jak choćby odchodzący z Pekao SA prezes Jan Krzysztof Bielecki z roczną pensją 4,5 mln zł - przekraczają próg już w styczniu i od lutego nie płacą tych składek w ogóle.

Próg ten miał chronić nasz system ubezpieczeniowy głównie przed wypłacaniem w przyszłości zbyt wysokich emerytur, na które budżetu nie będzie stać. Nasze emerytury mają bowiem zależeć od tego, ile wpłaciliśmy składek do OFE i ZUS.

Tymczasem dziura w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, odpowiedzialnym za wypłatę rent i emerytur, rośnie w zastraszającym tempie. Nie tylko dlatego, że z powodu kryzysu mamy więcej bezrobotnych, czyli mniej osób płaci składki, ale także dlatego, że w latach 2007-08 rządy - najpierw PiS, a potem PO - obniżyły składkę rentową z 13 do 6 proc.

Spowodowało to wyrwę w dochodach FUS ok. 15 mld zł. Dziś FUS musi wziąć blisko 6 mld zł kredytu, by wypłacić należne świadczenia. I to mimo 35 mld zł dotacji z budżetu państwa.

Dlatego już w lipcu, by podreperować finanse publiczne, ówczesny szef klubu PO Zbigniew Chlebowski postulował zawieszenie na dwa lata limitu 30-krotności w stosunku do składki emerytalnej. Pomysł zarzucono z powodów politycznych - uderzyłby w elektorat Platformy. Ale też dlatego, że w przyszłości, gdyby przyszło wypłacać takie wysokie emerytury, budżet FUS wyleciałby w powietrze.

Teraz rząd rozważa pomysł podobny - tyle że dotyczy składki rentowej. Bo tych pieniędzy państwo nie będzie zwracać. Renty w przeciwieństwie do emerytur w niewielkim stopniu zależą od wysokości składki.

Według szacunków rządu zniesienie limitu dotknęłoby 290 tys. osób. FUS zyskałby na tym dodatkowe 1,3 mld zł. Ale budżet straciłby 300 mln zł na podatku PIT, bo przy wyższej składce zmalałaby podstawa opodatkowania. Netto operacja dałaby więc 1 mld zł.

I tak roczna składka rentowa dla osoby zarabiającej ok. 9 tys. zł miesięcznie wzrosłaby o 185 zł. Pracownik z zarobkami na poziomie 15 tys. straciłby 1264 zł.

- Pomysł mi się podoba, choć wolałbym zobaczyć szczegóły - mówi minister w Kancelarii Prezydenta Paweł Wypych. - Na pewno są to lepsze rozwiązania niż kreatywna księgowość, jaką uprawia rząd. Mam na myśli zmiany ustawy, dzięki której FUS będzie pożyczał od budżetu kolejne pieniądze na wypłatę emerytur. To naprawdę zadłużenia państwa nie zmniejsza, ale za to dług na papierze jest niższy - dodaje.

Przeciwny jest Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan. Przypomina, że renty, inaczej niż emerytury, w nikłym stopniu zależą od płaconej składki. - Jeżeli chcemy być uczciwi, to nie powinniśmy tego robić, bo mimo płacenia wyższej składki, renty nie wzrosną. Ludzie, których to dotknie, będą mieli mniejszą gotowość do ujawniania dochodów objętych składką - uważa Mordasewicz.

Jednak bogatsi najbardziej skorzystali na obniżeniu składki rentowej i podatku PIT.

- Dlaczego na renty inwalidzkie czy wdowie mają płacić tylko osoby mające dochody z pracy, a już te uprawiające rolę czy żyjące z wynajmu mieszkań - nie? - odpowiada Mordasewicz. I zachęca rząd do uporządkowania całego systemu rent, a nie tylko szukania "rozwiązań czysto fiskalnych, mających na celu ściągnięcie więcej pieniędzy do FUS".

Twoja pensa bruttoskładka wzrośnie o
9000 zł- o 185 zł
15 000 zł- o 1264 zł
95 000 zł- o 15 664 zł
Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 221 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    52 głosy