Rachunek jest prosty. Komisja hazardowa ma zakończyć prace 28 lutego przyszłego roku. Obraduje od wtorku do piątku. Odliczając dwa dni na święta i jeden na Nowy Rok, daje jej to 49 dni pracy. Tymczasem zgłoszono już ponad 70 świadków, z czego większość została przegłosowana.
O opamiętanie w doborze przesłuchiwanych apelował wczoraj wiceszef komisji Bartosz Arłukowicz (lewica). - To oznacza utrudnianie, a właściwie uniemożliwianie prac komisji - argumentował.
Wcześniej przewodniczący Mirosław Sekuła (PO) mówił, że można przesłuchać nawet trzech świadków dziennie. Ale wczoraj widać było, że sam przestaje w to wierzyć.
Wśród świadków - obok głównych bohaterów sprawy lobbingu wokół nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych (polityków PO Zbigniewa Chlebowskiego, Mirosława Drzewieckiego) - są trzej premierzy rządów z lat 2002-09, ówcześni ministrowie finansów, ich zastępcy oraz urzędnicy, którzy na różnych etapach zajmowali się ustawą.
Po wystąpieniu Arłukowicza komisja zrobiła przerwę, ale listę świadków zredukowała tylko o dwie osoby: Zbigniewa Wassermanna i Beatę Kempę, posłów
PiS zasiadających w komisji. Wcześniej przedstawiciele PO chcieli ich przesłuchać, bo jako członkowie rządu PiS opiniowali w 2007 r. nowelizację do ustawy.
Armia świadków to nie wszystko. Kempa złożyła wniosek o zabezpieczenie billingów wszystkich telefonów używanych od listopada 2007 do października 2009 r. przez Chlebowskiego, Drzewieckiego, b. wicepremiera Grzegorza Schetynę oraz Ryszarda Sobiesiaka i Jana Koska. Dwaj ostatni to biznesmeni branży hazardowej, którzy zabiegali o korzystne dla siebie zmiany w nowelizacji ustawy. Posłanka PiS chce też wiedzieć, gdzie we wspomnianym okresie rejestrowały się sygnały telefonów wymienionych osób. To samo ma dotyczyć oficerów BOR ochraniających Schetynę.
Jeśli wniosek przejdzie, komisję zaleją tysiące stron billingów i danych ze stacji bazowych telefonii komórkowej. Do ich analizy trzeba będzie zatrudnić ekspertów. Komisja ich jeszcze nie powołała.