W nocy z wtorku na środę mieszkanka Dynowa na Podkarpaciu zgłosiła się ze skierowaniem od lekarza rodzinnego do szpitala miejskiego w Rzeszowie. - Ze zdjęć radiologicznych wynikało, że ma zapalenie płuc. Wstępny test pokazał, że chorowała na grypę A - wyjaśnia Leszek Czerwiński, dyrektor szpitala. - Po sąsiedzku, w odległości czterech metrów, jest szpital specjalistyczny. Nasz personel przewiózł pacjentkę do Wojewódzkiego Szpitala Gruźlicy i Chorób Płuc.
Tu chora nie została jednak przyjęta. - Bo nie mieliśmy miejsca - wyjaśnia dr Ryszard Olesiejuk.
Kobieta wróciła do szpitala miejskiego i spędziła noc na sali intensywnego nadzoru na kardiologii. Następnego dnia znowu była w szpitalu gruźliczym. - Było miejsce na dostawce. Zajmowaliśmy się nią najlepiej, jak można. Choroba rozwijała się jednak piorunująco, a że nie mamy oddziału intensywnej opieki medycznej, zdecydowaliśmy się na przeniesienie jej do szpitala miejskiego - opowiada dr Olesiejuk.
A szef płucnego szpitala Krzysztof Barwinek tłumaczy: - Nie mamy OIOM-u, bo w ciągu roku trafia się 10-12 pacjentów, którzy tego wymagają. Przewozimy ich do szpitala
MSWiA, z którym mamy umowę. W tym przypadku zdecydowaliśmy się na najbliższy szpital, czyli miejski.
W środę po 12 godzinach w szpitalu wojewódzkim chora wróciła do szpitala miejskiego. Leżała na OIOM-ie. W piątek późnym wieczorem zmarła, osierociła trójkę dzieci.
Już po jej śmierci przyszedł wynik potwierdzający wirusa A/H1N1.