http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Konstytucja - balon próbny Tuska

Renata Grochal
2009-11-30, ostatnia aktualizacja 2010-08-11 23:50

- Polacy by nam nie wybaczyli, gdybyśmy przedłużyli kadencję Lecha Kaczyńskiego - mówi wiceszef klubu PO Sławomir Nowak. A skoro innej oferty dla PiS nie ma, to zmian w konstytucji szybko też nie będzie

Renata Grochal
fot.
Renata Grochal
Coraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że rzucony niedawno pomysł Donalda Tuska, by jeszcze przed wyborami prezydenckimi w 2010 r. zmienić konstytucję tak, by osłabić prezydenta, a całą władzę wykonawczą przekazać rządowi, był tylko PR-owskim chwytem. Miał odwrócić uwagę od kłopotów rządu (sprawy hazardowej, braku szczepionki na grypę i podsumowania dwulecia gabinetu) i umożliwić przejęcie inicjatywy Tuskowi.

To się udało, bo od dwóch tygodni zmiany konstytucyjne stały się głównym tematem debaty publicznej. Z punktu widzenia premiera ten pomysł miał jeszcze jeden atut - oprócz uporządkowania spraw ustrojowych, pozwalałby rozwiązać kilka problemów w samej PO. Gdyby dało się go zrealizować, Tusk mógłby pozostać premierem, który już bez hamulcowego w postaci prezydenta mógłby reformować kraj. W otoczeniu szefa rządu słychać, że Tusk coraz częściej waha się, czy startować w wyborach prezydenckich. Przy okazji zniknąłby problem sukcesji w Platformie. W razie wygranej w wyborach prezydenckich Tusk będzie musiał ustąpić z funkcji szefa partii, co już dziś wywołuje napięcia (w kolejce do sukcesji już ustawili się szef klubu PO Grzegorz Schetyna i marszałek Sejmu Bronisław Komorowski).

Jednak szybko okazało się, że PO nie ma konkretnego planu, jak przeprowadzić zmiany w konstytucji. Kluczową kwestią jest to, jak przekonać PiS, który jeszcze w 2005 r. chciał wzmocnić prezydenta, by poparł zupełnie odwrotną koncepcję. Bez głosów PiS konstytucji nie da się zmienić.

Szatański pomysł, który narodził się w kancelarii premiera, by w zamian za zgodę PiS na zmianę w konstytucji przedłużyć o rok lub dwa lata kadencję prezydenta Lecha Kaczyńskiego, oprotestowali politycy z kierownictwa klubu PO. Grzegorz Schetyna, a także jego zastępcy Janusz Palikot i Sławomir Nowak - słusznie zresztą - uznali, że byłoby to kompletnie niezrozumiałe dla elektoratu PO. Zawierając alians z PiS, Platforma, która przez ostatnie cztery lata budowała swoją polityczną tożsamość na kontrze do PiS i braci Kaczyńskich, straciłaby wiarygodność. Zniechęciłaby do siebie też tę cześć elektoratu lewicy, która w 2007 r. przepłynęła do PO jako gwaranta odsunięcia PiS od władzy i w dużej mierze pomogła jej w zwycięstwie. Dlatego politycy z wierchuszki PO tak energicznie zapewniali wczoraj, że scenariusz przedłużenia kadencji Lecha Kaczyńskiego nie wchodzi w grę. Ale nie przedstawili żadnej kontroferty dla PiS. Bo jak słychać w PO - po prostu jej nie ma.

Wobec tego proponowany przez Donalda Tuska szybki kalendarz zmian w konstytucji jest nierealny. Debata będzie się toczyć, bo PO złoży wkrótce projekt zmian konstytucji opracowany wcześniej przez Konwersatorium "Doświadczenie i przyszłość" przy współpracy trzech byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego.

Dla Platformy zmiany w konstytucji to wygodny temat kampanii prezydenckiej. Pozwala przykryć realne problemy i pokazywać Tuska jako ponadpartyjnego męża stanu, który chce uporządkować ustrój i skończyć z politycznymi wojnami.

W PO mówi się też, że Tusk chce testować różne scenariusze, zanim ostatecznie zdecyduje, czy walczyć o prezydenturę. Co oznacza, że takich niespodziewanych "wrzutek" może być więcej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów